Jest zimno, a nawet cholernie zimno i przeważnie na usta same cisnęłyby się niecenzuralne słowa. Jednak nie dziś. W powietrzu unosi się zapach benzyny, oleju i spalonej gumy. Pod naszymi stopami – zmarznięty asfalt na Slovakiaringu, torze położonym 40 km pod Bratysławą. Nie najlepsze warunki do tego, by porównać dwa szybkie auta preferujące ciepłą relację kół i nawierzchni.

Echem od ściany boksów odbija się basowy pomruk „V10-ki” Audi R8. Stanowi on jednak tylko tło dla o wiele głośniejszej, piłująco-metalicznie brzmiącej nawet na jałowym biegu i nierówno pracującej 2-litrówki zamontowanej w Pradze R1. O ile bohatera tego testu nie trzeba zbytnio przedstawiać, o tyle bohaterka jest egzotykiem powstałym po drugiej stronie Tatr, tam gdzie aktualnie nie lubią polskiego mięsa.

Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą Foto: Auto Świat
Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą

Nieważne. Ważne jest to, że miłośnicy motoryzacji zawsze się dogadają. Dlatego gdy twórcy Pragi zaproponowali nam kilka szybkich rund na Slovakiaringu za kierownicą auta, w którym na każdego KM przypada zaledwie 2,8 kg masy, szybko zapomnieliśmy o „mięsnych urazach”. Mało tego – pewni siebie Słowacy zasugerowali, byśmy przywieźli z sobą jakiś szybki punkt odniesienia, np. mocne superauto. Kilka telefonów do właściwych osób w Audi i byliśmy już w drodze na Słowację, by ze stoperem w ręku ustalić, czy nasi południowi sąsiedzi oszaleli, czy jednak zbudowali bardzo szybki wóz.

„R8-ka” z silnikiem V10/550 KM prędko i bezpiecznie dowiozła nas na miejsce spotkania. Jednak dopiero tu miała pokazać swoje możliwości – długo wyczekiwana w tym modelu dwusprzęgłówka, piekielnie skuteczne ceramiczne hamulce, pozwalające maksymalnie opóźnić punkt hamowania, napęd quattro i centralnie umieszczony silnik stanowiły naszym zdaniem świetne predyspozycje do tego, by nawiązać walkę z blisko 3 razy lżejszą i ponaddwukrotnie słabszą Pragą R1.

Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą Foto: Auto Świat
Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą

Pełni optymizmu ruszamy. Zimne opony niechcą się trzymać zmrożonej nawierzchni. O ile trakcja podczas przyspieszania jest świetna, o tyle zakręty pokonujemy podsterownie. Rozgrzanie gum daje lepsze rezultaty, zmienia się też nieco charakterystyka prowadzenia – wraz ze zwiększeniem prędkości na wyjściach z zakrętów okazuje się, że tył jest nieco nadsterowny. Nielekkie Audi lepiej czuje się na długich łukach niż ciasnych nawrotach. Niestety, mimo wielu sportowych rozwiązań tor obnaża prawdziwą naturę R8, czyli zamiłowanie do szybkich przejazdów na autostradzie.

Czas Audi na Slovakiaringu: 2:25,79 min. W alejce serwisowej przesiadamy się do Pragi. Boczne okienka uchylają się lekko niczym skrzydełka owada. Powstaje wąski i wysoko umieszczony otwór, przez który trzeba się przecisnąć, by dostać się do kabiny. Wygląda to mniej więcej tak: prawą nogę przerzucamy przez „burtę” i powoli dokładamy lewą. Następnie celujemy stopami w szczelinę pod maleńką kierownicą i odkręcając ciało na bok, próbujemy się zsunąć na fotel.

Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą Foto: Auto Świat
Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą

Warto asekurować się ręką opartą o dach, bo łatwo jest nabić sobie guza. Jeśli wszystko poszło jak należy, powinniśmy teraz przyjąć pozycję półleżącą. Nawet jeśli nie macie klaustrofobii, to najpóźniej w tym momencie się jej nabawicie. Rozglądacie się i zastanawiacie, jakim cudem się stąd kiedykolwiek wydostaniecie. Jeśli tego byłoby mało – trzeba jeszcze zapiąć 6-punktowe pasy. Tymczasem mechanicy zdejmują maskę i zaczynają majstrować przy waszych nogach – fotel jest bowiem nieruchomy, ustawiane są pedały.

Niemal unieruchomieni siedzimy w twardym karbonowym pudełku. Ktoś zatrzaskuje maluteńkie drzwi, zza kierownicy widać tyle, co nic. Próba łagodnego ruszenia przypomina pierwsze jazdy samochodem w życiu – wyczynowe sprzęgło ma tak krótki skok pedału, że między zdławieniem silnika a startem z buksującymi oponami są milimetry ruchu lewej stopy. W końcu niezgrabną „żabką” ruszamy z miejsca. Ale wstyd! Na szczęście skrajnie lewego pedału używa się tylko podczas ruszania. Żeby zmienić kolejne przełożenia, wystarczy pociągnąć za manetkę przy kierownicy.

Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą Foto: Auto Świat
Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą

Dwulitrowy, czterocylindrowy silnik konstrukcji Renault Sport jęczy i jazgocze niemiłosiernie tuż za plecami kierowcy. Jeśli zapomnieliście o stoperach do uszu, to w momencie przekroczenia 5 tys. obrotów na minutę zakwalifikujecie się na wizytę u laryngologa. Teoretycznie można by sądzić, że to masochizm, i przy okazji należałoby skontaktować się z psychiatrą, jednak apogeum mocy osiągane jest dopiero przy 7 tys. obr./min – robi się wtedy jeszcze o wiele głośniej.

Świat za oknami wibruje, jakby było trzęsienie ziemi. Takich tortur nie zniosłoby wielu kierowców Audi, przyzwyczajonych do komfortu. Pierwsze okrążenia mijają w pełnej koncentracji, ale ostrożnie i powoli. W końcu udaje nam się wykrzesać z siebie dość odwagi, by przekonać się, co to znaczy aerodynamic car.

Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą Foto: Auto Świat
Praga R1 w starciu z Audi R8: diabeł jeździ sobie Pragą

Powinno się jechać szybciej, niż podpowiada rozsądek, a nawet doświadczenie za kierownicą większości sportowych aut. Trzeba wiele samozaparcia, by odruchowo nie hamować, tylko po prostu skręcać na szybkim wejściu w zakręt. Bo wtedy dzieje się cud – auto wchodzi w łuki, jakby było przyklejone do jezdni. Czyżby Słowacy znaleźli sposób na przechytrzenie praw fizyki? Nie, oni je po prostu bezwzględnie naginają na swoją korzyść.

Nasze zaufanie do potężnych spoilerów zaczyna wzrastać i zwiększamy tempo. Z każdym kolejnym okrążeniem ważące niespełna 600 kg auto pogrąża „R8-kę”. OK, ma założone opony typu slick, jednak pod koniec dnia różnica czasu okrążenia wyniosła ponad 12 s!