Pomorscy terenowcy na początku marca spotkali się w małej miejscowości Karsina niedaleko Bobolic. To okolica z dużymi tradycjami offroadowymi, niedaleko prowadziła trasa takich rajdów jak Magam Trophy czy Bobek Trophy. Choć zdawało się, że słoneczna pogoda przepędziła zimę, piloci brodzący na bagiennych odcinkach w wodzie mogli ją jeszcze wyraźnie odczuć. Była też walka z piachem oraz jazda po stromych zboczach, gdzie do asekuracji przydały się wyciągarki. Cała trasa liczyła ok. 20 km, jednak w tym przypadku chodziło nie o wyścig, a o zdobywanie pieczątek umieszczonych w trudno dostępnych miejscach.

Samochody podzielono na pięć klas (również grupy bez wyciągarek) – tak żeby każdy mógł rywalizować wśród podobnie przygotowanych pojazdów. Pierwsze awarie pojawiły się już zaraz po opuszczeniu bazy. Jeden z Patroli znaczył swoją pozycję gęstymi kłębami pary wydobywającymi się z uszkodzonego węża układu chłodzenia, z L200 wypadło koło umieszczone luźno na skrzyni ładunkowej. Na odcinkach wystąpiły poważniejsze problemy: urwane liny od wyciągarek, rozładowane akumulatory, drobne uszkodzenia nadwozi, uszkodzone mosty i sprzęgiełka w piastach. Niektórzy, np. Tomasz Gołka, szybko wracali do rywalizacji, inni musieli skorzystać z pomocy lub wycofać się z zawodów.

Trasa była krótka, ale wymagająca terenowo.

Obok pętli terenowej organizatorzy przygotowali też dodatkową o długości 3420 m, pokonywaną na czas. Zwyciężył tu Gołka z czasem 3 min i 6 s, jednak największym wydarzeniem było dachowanie Sebastiana Matyszczuka. Prowadząc Patrola GR, chciał pokonać kierowcę popularnej Cobry (obydwa auta z silnikami Skyline, w Cobrze z mocą ok. 350 KM), jednak zakończył rywalizację w bardzo efektowny sposób. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

W klasie extrem mechanik zwyciężyli Jacek Matyszczuk z Krzysztofem Kapuścińskim, w extrem elektryk – Piotr Chodalski i Robert Makarewicz. Następne spotkanie z cyklu PLT odbędzie się 12 lipca niedaleko Koszalina.

Czytaj również: