Choć to już październik, pogoda była niemal wiosenna. Słońce było wysoko, nie raziło w oczy, komfort prowadzenia samochodu był znakomity. Taka jazda to przyjemność, szczególnie że ruch był bardzo niewielki. Można powiedzieć – sielanka. Nagle, bez dającego się zrozumieć powodu, srebrne auto skręca gwałtownie w lewo. Przecina oś jezdni, dachuje i ląduje w rowie.

Mimo że samochód nie uderzył w drzewo, a takie uderzenie byłoby wyjątkowo niebezpieczne, to prędkość okazała się na tyle duża, że w wyniku kontaktu z gruntem doszło do znacznego naruszenia struktury karoserii i odkształcenia kabiny kierowcy. Takie zdarzenia z reguły kończą się tragicznie, chyba że kierowca i wszyscy pasażerowie przypięci są pasami i mają naprawdę bardzo dużo szczęścia.

Tylko co tak naprawdę się stało? Dlaczego kierowca tego samochodu wykonał tak niezrozumiały manewr? Przyczyna okazuje się dość zaskakująca. On po prostu kichnął. I gdyby trzymał kierownicę pewnie w pozycji „za piętnaście trzecia” lub „za dziesięć druga”, to prawdopodobnie nic by się nie stało.

Ale ten kierowca lubił trzymać kierownicę jedną ręką. Tak się przyzwyczaił, tak było mu wygodnie. Do tej pory jeździł bezwypadkowo, co utwierdzało go w przekonaniu, że wszystko robi dobrze. Przecież auto miało wspomaganie, to po co trzymać kierownicę obiema rękami?

Foto: ACZ / Auto Świat
Ten kierowca nawet nie trzyma kierownicy - jego dłoń po prostu na niej spoczywa. Szanse na skuteczną reakcję w sytuacji awaryjnej - żadne.

Jest kilka powodów. Przede wszystkim dwie dłonie zapewniają znacznie szybszą reakcję w sytuacji awaryjnej. Poza tym bardzo istotna jest symetria chwytu względem pionowej osi kierownicy. Gdyby ten kierowca trzymał kierownicę lewą i prawą dłonią na tej samej wysokości – choćby we wspomnianej pozycji „za piętnaście trzecia” – to podczas kichnięcia odruch napięcia mięśni zadziałał by na obie strony kierownicy z taką samą siłą.

W efekcie od kichnięcia kierownica lekko by się tylko poruszyła i kierowca mógłby bezpiecznie kontynuować jazdę. Zasada, która to umożliwia, jest prosta: jeżeli lewa dłoń ciągnie obwód kierownicy w dół po lewej stronie, a prawa z taką samą siłą w dół po prawej stronie, to momenty obrotowe tych sił – a to one decydują o tym, czy kierownica się obróci – znoszą się nawzajem. Z tej zasady korzysta na co dzień każdy, kto prawidłowo trzyma kierownicę: obie dłonie ciągną kierownicę w dół pod ciężarem ramion, a jednak auto jedzie prosto.

Prawda, że to wygląda niegroźnie? Tymczasem trzymanie kierownicy jedną ręką może kiedyś doprowadzić do nieszczęścia.

Kiedy kierowca srebrnego auta trzymał kierownicę jedną tylko dłonią, podczas kichnięcia napięcie mięśni spowodowało gwałtowny skręt w lewo i tragiczny w skutkach wypadek. Gdyby stosował prawidłowy chwyt, prawdopodobnie mógłby szczęśliwie kontynuować jazdę.

Ale prawda jest taka, że nawet, gdyby trzymał kierownicę w obu dłoniach, ale niesymetrycznie – czyli np. lewa dłoń na szczycie kierownicy, a prawa na godzinie piętnastej – to również nie udałoby się utrzymać kierunku jazdy. Załóżmy, że podczas kichnięcia, ramiona nacisną kierownicę w dół. Lewa dłoń znajduje się na szczycie kierownicy, więc ta siła nie spowoduje powstania momentu obrotowego wywołującego skręt. Ale prawa ręka mocno naciśnie w dół i ona już spowoduje skręt. W prawo.

Prawidłowy chwyt kierownicy w pozycji "za piętnaście trzecia" lub "za dziesięć druga" może kiedyś uratować komuś życie.

Symetria chwytu kierownicy ma też kluczowe znaczenie podczas manewru omijania. Dzieje się tak dlatego, że tylko prawidłowy chwyt kierownicy zapewnia taką samą szybkość reakcji i taki sam zakres skrętu kół w lewo i w prawo bez odrywania rąk od kierownicy.

Jest jednak przypadek, kiedy chwyt wygląda na symetryczny, ale nie zadziała dobrze w sytuacji awaryjnej. Jeżeli ktoś na przykład trzyma kierownicę lewą dłonią na szczycie, a prawą na dole, to owszem, będzie w stanie ostro odbić w lewo w sytuacji awaryjnej, ale zakres skrętu w prawo bez odrywania rąk od kierownicy wyniesie zaledwie 90 stopni.

To może być za mało, żeby wykonać skuteczny manewr obronny awaryjnego omijania z prawej strony. Co więcej, jeżeli sytuacja zdarzy się akurat podczas pokonywania zakrętu w prawo, kierowca tak trzymający kierownicę może nie mieć już zakresu skrętu, który umożliwiłby mu uniknięcie niebezpieczeństwa.

To wszystko może wyglądać na nieco skomplikowane, ale mamy powód, by o tym napisać. Są bowiem kierowcy tak mocno przywiązani do swojego chwytu kierownicy, że nie trafiają do nich żadne argumenty. Mówią, że tak są przyzwyczajeni, że tak im wygodnie, że mają doświadczenie i nikt im nie będzie dyktował, jak mają jeździć. Dlatego napisaliśmy o prawach fizyki, których nie da się obejść – a one podpowiadają, że najbezpieczniejszym sposobem na trzymanie kierownicy jest chwyt w pozycji „za piętnaście trzecia” lub „za dziesięć druga”.