Tak, wielu takich sytuacji można uniknąć, stosując zasady jazdy defensywnej. Czyli takiej, która po pierwsze stawia bezpieczeństwo na priorytetowym miejscu, a po drugie - wyrabia umiejętności, pozwalające przygotować się na pesymistyczny bieg wydarzeń i w porę zareagować. Ale najpierw zobaczmy, co się stało…

Miejska droga jednokierunkowa o dwóch pasach ruchu. Do przejścia dla pieszych dochodzi człowiek ze słuchawkami na uszach. Zatrzymuje się tuż przy krawężniku. Tymczasem po lewym pasie nadjeżdżają samochody. Kierowca pierwszego z nich dostrzega pieszego, ale – mimo braku kontaktu wzrokowego – uznaje, że ten nie wejdzie na jezdnię.

Kiedy jednak pieszy, nie rozglądając się, robi pierwszy krok, kierowca w panice naciska na hamulec. Jest już za późno, by wytracić prędkość. Gwałtownym szarpnięciem skręca kierownicę w prawo. Jego auto przejeżdża na prawą stronę jezdni i uderza w parkujące na chodniku inne samochody, po czym staje w poprzek jezdni.

W tym samym momencie pojazd, który jechał z tyłu lewym pasem, bez odpowiedniego odstępu, uderza pieszego… Jego kierowca jechał tak blisko pierwszego samochodu, że nie miał szans zahamować. Był człowiek, nie ma człowieka. Dobrze, że na chodniku po prawej stronie, gdzie pierwszy samochód zniszczył kilka zaparkowanych aut, nie było akurat ludzi, bo szkody byłyby jeszcze większe.

Foto: Auto Świat
Rozmowa przez komórkę na przejściu dla pieszych to kiepski pomysł. Czy naprawdę tak trudno się powstrzymać?

W tym miejscu niezręcznie jest dyskutować o winie wobec faktów. A fakty są takie, że ktoś nie żyje, ktoś inny ma traumę na całe życie. I jest to jedna z tych sytuacji, którym można jedynie zapobiegać zanim się wydarzą, bo po fakcie nie da się już naprawić wyrządzonej szkody. Dlatego warto się zastanowić nad tym, jak takim sytuacjom zapobiegać.

Czy ta historia mogłaby mieć inne, szczęśliwe zakończenie? Tak. Przeczytaj, jak to mogło wyglądać, gdyby kierowca zastosował zasadę ograniczonego zaufania i podjął odpowiednie środki zapobiegawcze. I od razu zdradzimy, że nie są to żadne alitarne umiejętności, każdy może się tego nauczyć.

Wyobraź sobie tę samą jezdnię o dwóch pasach ruchu w jedną stronę. Jedziesz swoim samochodem lewym pasem. Na lewej krawędzi jezdni przy przejściu stoi ten sam pieszy ze słuchawkami na uszach. Dostrzegasz go z dużej odległości i pierwsze, co robisz, to szukasz kontaktu wzrokowego. Niestety, pieszy nie patrzy w Twoją stronę, a więc sytuacja jest niepewna.

To jest moment, w którym musisz pomyśleć za pieszego, żeby uniknąć wypadku. Zaczynasz działać. Kontrolujesz widok w wewnętrznym lusterku wstecznym. Aha – z tyłu, niebezpiecznie blisko, jedzie inne auto. Zdejmujesz więc stopę z gazu i stawiasz ją na hamulcu. Nie tylko po to, by delikatnie zwolnić, lecz także dlatego, by dać sygnał światłami hamulcowymi – wtedy jest szansa, że kierowca jadący za Tobą też zwolni i zwiększy odstęp do Twojego samochodu.

Foto: Auto Świat
Wjazd na przejście, na które właśnie wszedł pieszy, prowokuje kierowców z tyłu, by także kontynuowali jazdę.

Ten odstęp jest bezcenny – pozwoli bowiem kierowcy za Tobą nie wjechać Ci w tylny zderzak, kiedy mocno zahamujesz. Pamiętaj, że nawet wtedy, gdy uda Ci się bezpiecznie zahamować przed pieszym, ktoś może Cię na niego wepchnąć, jeżeli będzie jechał tuż za Tobą. Dojeżdżasz do przejścia dla pieszych, nadal nie masz kontaktu wzrokowego z pieszym.

Trzymasz obie dłonie na kierownicy, w pozycji „za piętnaście trzecia” i jesteś gotowy do podjęcia jednego z dwóch manewrów obronnych: awaryjnego hamowania, albo ominięcia pieszego, gdyby wtargnął na jezdnię. Wiesz, że możesz go ominąć, bo w prawym lusterku sprawdziłeś, że prawym pasem nie nadjeżdża żadne inne auto. W ostateczności możesz też użyć na krótko sygnału dźwiękowego, jeżeli znajdujesz się odpowiednio daleko od pieszego.

Użyjesz go zgodnie z przeznaczeniem, czyli aby zapobiec niebezpieczeństwu. Jest szansa, że gdy krótko zatrąbisz, zwrócisz uwagę pieszego i złapiecie kontakt wzrokowy. Ale pieszy może się różnie zachować, może się np. wystraszyć i stracić równowagę, a poza tym ten konkretny pieszy ma jeszcze na uszach duże słuchawki.

Patrzysz w lusterko wsteczne – drugie auto już nie jedzie tuż za Tobą. Podejmujesz decyzję o hamowaniu. Bezpiecznie wytracasz prędkość, drugie auto hamuje tuż za Tobą. Twój samochód ma ABS, więc nie ma pisku opon, wszystko dzieje się bezgłośnie – pieszy w słuchawkach robi dokładnie to samo, co w pierwszym scenariuszu, czyli bez rozglądania wchodzi na jezdnię.

Foto: Auto Świat
Widzisz starszego człowieka, przechodzącego przez jezdnię? Nie popędzaj go - daj mu więcej czasu.

W ostatniej chwili dostrzega nadjeżdżające auta. Ale jest już na jezdni. Gdyby nie Twoja roztropność, nie miałby szans. Dzięki temu, że zachowałeś się mądrze i przewidziałeś, że pieszy tak właśnie zrobi, uratowałeś mu życie, a sobie spokojne życie bez traumy.

Ktoś teraz zapyta: „No dobrze, ale czy to znaczy, że mam się zatrzymywać przed każdym przejściem dla pieszych?” Nie. Ale na pewno przed każdym przejściem dla pieszych, gdzie oczekują oni na przejście przez jezdnię, warto zdjąć nogę z gazu i postawić na pedale hamulca, a także skontrolować sytuację za samochodem.

Natomiast jeżeli zobaczysz, że pieszy stoi na krawędzi jezdni i nie możecie nawiązać kontaktu wzrokowego, albo ten człowiek patrzy w zupełnie inną stronę, to bądź przygotowany na najbardziej pesymistyczny bieg wydarzeń.

Nie sposób jednak zapobiec wszystkiemu – ktoś może np. wbiec na przejście dla pieszych tuż przed Twoim samochodem w taki sposób, że wcześniej nie miałeś szansy go dostrzec. Nie powinien tego robić, ale takie prawdopodobieństwo istnieje. Co wtedy?

Zapewne to, co teraz przeczytasz, będzie niepopularne, ale możesz ocalić życie pieszego, przestrzegając na terenie zabudowanym ograniczenia prędkości do 50 km/h. To taka magiczna liczba, powyżej której szanse pieszego na przeżycie drastycznie maleją.

Foto: Auto Świat
Staraj się dokładnie obserwować drogę, a nie tylko wlepiać wzrok w tył auta, które jedzie z przodu. Patrz na lewą i prawą krawędź jezdni - tam może pojawić się pieszy.

Na koniec napiszemy coś – mamy nadzieję – motywującego do bezpiecznej jazdy i przewidywania sytuacji na drodze. Pieszy to niechroniony uczestnik ruchu. Kiedy prowadzisz auto, masz przed sobą strefę zgniotu, poduszki powietrzne, a na fotelu trzymają Cię pasy bezpieczeństwa.

A pieszy? Jego nie chroni nic poza jego i Twoim rozsądkiem. Niech więc będzie to przestroga dla lekkomyślnych pieszych, którzy myślą, że auto hamuje w miejscu, a zachęta dla kierowców, by myśleć za pieszego, jeżeli temu nie wystarczy rozsądku.

Jakie jest Wasze zdanie na temat zachowania pieszych i kierowców na przejściach dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej? Czy częściej błędy popełniają kierowcy, czy może to piesi są tak pewni swojego pierwszeństwa, że zapominają o prawach fizyki? Zapraszamy do komentowania!