Ford Ranger to nie jest auto do zabawy – zblazowanych mieszczuchów szybko rozboli prawa ręka. Dobrze rokuje natomiast jako pojazd do pracy w lesie itp. Na pewno atrakcyjniejsza jest wersja 3.2 z „automatem”– ta może nadawać się nawet do rekreacji. Jako klient zdecydowałbym się na wygodną przekładnię nawet z silnikiem 2.2. I w mieście, i w terenie byłaby jak znalazł!

W dowodzie rejestracyjnym auta napisano wyraźnie: przeznacznie – ciężarowy. A więc nie jest to samochód rekreacyjny itp. I to prawda – pierwszy kontakt z autem, do którego siłą rzeczy doszło na ulicach Warszawy, był raczej zniechęcający. Sprawne poruszanie się w ruchu miejskim auto wymaga bacznej kontroli trzymania się na obranym pasie ruchu i nieustannego wachlowania dźwignią 6-biegowej przekładni manualnej, która o włączenie „piątki” dopomina się (lampką) przy prędkości 70 km/h.

Na szosie było już znacznie lepiej

W trasie dość opornie chodzący drążek biegów przeszkadzał znacznie mniej, podobnie jak spora siła potrzebna do operowania pedałem sprzęgła. Łatwiej więc było docenić zalety przestronnej, elegancko wykończonej i dobrze wyciszonej kabiny. Wygodne na dłuższą metę okazały się także fotele, żadnych problemów nie sprawiała też obsługa deski rozdzielczej pojazdu (w tym systemu nawigacyjnego, który można zaprogramować bez wcześniejszej lektury podręcznika, jednak nie podczas jazdy, a tylko na postoju!).

Poza szosą nabiera uroku

Aby docenić zalety Rangera trzeba jednak zjechać z asfaltowych dróg. Na szosie, Ford ustępuje komfortem jazdy przeciętnej osobówce. Obliczone na odpowiednią dzielność w terenie zawieszenie pikapa wybiera nierówności co najwyżej przeciętnie, a brak obciążenia ładunkiem skutkuje dość nerwowym podskakiwaniem tyłu pojazdu na poprzecznych nierównościach. Jednak już na szutrówce czy polnej drodze jazda Rangerem jest zdecydowanie przyjemniejsza i mniej stresująca niż autem osobowym. Rozstaw osi i kół, prześwit itd. robią swoje.

Oczywiście polne i leśne drogi dają tylko przedsmak możliwości samochodu. Podczas naszego krótkiego testu nie sprawdzaliśmy go wprawdzie w warunkach ekstremalnych, ale udało się sprawdzić, że np. podjazd pod piaszczystą skarpę to dla niego drobiazg. Słowem – Ranger to samochód stworzony dla ludzi, którzy muszą liczyć się z tym, że nie zawsze będą poruszać się po dobrych drogach, np. leśników, pracowników energetyki itp. Tym bardziej, że na „pakę” można wrzucić ponad tonę ładunku!

Nie żałujcie rolety

Za 144 tys. dostajemy auto, które ma prawie wszystko (w tym skórzaną tapicerkę) oprócz nawigacji i kamery cofania. Tylko dlaczego roletę skrzyni ładunkowej można dokupić tylko do najdroższej wersji Rangera?