Choć wszystkie opony wyglądają z zewnątrz podobnie, to w rzeczywistości różnice między nimi bywają znaczne. Każdy z producentów stosuje własne receptury mieszanek gumowych. Od tego, ile kauczuku, krzemionki, sylikonu, popiołu i innych dodatków zawierają opony, zależy więcej niż od kształtu bieżnika.

To dlatego tanie opony z Azji – mimo że ich bieżniki to często dokładne kopie renomowanych modeli uznanych producentów – w testach wypadają znacznie gorzej od swych pierwowzorów. W zależności od konkretnej receptury mieszanki gumowej zmieniają się parametry opon: przyczepność na suchej i mokrej nawierzchni, opory toczenia.

Niestety, wciąż nie udało się wynaleźć takiego materiału, który w każdych warunkach sprawdzałby się równie dobrze. Stąd właśnie bierze się dylemat: co jest najważniejsze? Z reguły, jeśli uda się obniżyć opory toczenia, cierpi na tym przyczepność na mokrej nawierzchni. Gdy poprawi się przyczepność, nie dość, że opory wzrosną, to na dodatek opony zrobią się głośniejsze.

Oczywiście, część tych problemów uda się wyeliminować poprzez zastosowanie zaawansowanych technologicznie materiałów, tyle że to z kolei oznacza zwykle znacznie wyższy koszt opracowania i produkcji ogumienia. Zachodzi więc klasyczny konflikt interesów, który szczególnie mocno ujawnia się w przypadku ekologicznych opon, mających wyróżniać się przede wszystkim niskimi oporami toczenia.

Mimo wszystko to właśnie do „zielonego ogumienia” należy przyszłość. Po części jest to też wina (a może zasługa) obowiązku oznaczania opon ekologicznymi etykietami. Klienci, nawet jeśli nie do końca rozumieją, co znaczą poszczególne symbole i litery na etykiecie, niechętnie sięgają po produkty oznakowane literami D, E czy F, choć w rzeczywistości mogą to być trwałe i bezpieczne opony.

Znacznie lepiej odbierane są oznaczenia A i B. Dokładnie tak samo jak w przypadku pralek czy lodówek, urządzenia o niższej klasie energetycznej sprzedają się fatalnie i muszą być tańsze, żeby ktokolwiek się nimi zainteresował. Jako doświadczeni testujący jesteśmy jednak odporni na magię etykiet – dla nas ważne są wyniki w próbach na torze testowym i w warunkach drogowych.

Tym razem do testów trafiły opony w popularnym rozmiarze 205/55 R 16 – typowym dla aut klasy średniej i kompaktów z mocniejszymi silnikami. Obok produktów znanych i renomowanych firm próbom poddaliśmy też opony azjatyckiej marki Landsail. Nie dość, że miały oszczędzać paliwo podczas eksploatacji, to na dodatek były znacznie tańsze od pozostałych.

Spośród 8 przetestowanych modeli opon uwagę zwraca przede wszystkim Bridgestone Ecopia EP001, oznaczony podwójną klasą A. Rzeczywiście – w próbach, w których ocenialiśmy oszczędność paliwa, „ekoopony” wypadły znakomicie. Teoretycznie, jeżdżąc na nich, można zaoszczędzić nawet 7-9 proc. paliwa (w stosunku do jazdy na standardowym ogumieniu).

Niestety, cały czar prysnął podczas prób związanych z bezpieczeństwem. Drogi hamowania na mokrej nawierzchni okazały się za długie, a na pokrytym wodą asfalcie przedwcześnie dochodziło do aquaplaningu.

Nasza ocena? Ta opona rzeczywiście oszczędza, tyle że kosztem bezpieczeństwa! Na szczęście w przypadku wielu opon niskooporowych nie trzeba się zgadzać na aż tak niebezpieczne kompromisy. Przetestowane przez nas gumy marek Goodyear, Pirelli oraz Dunlop zapewniają podczas hamowania wystarczający margines bezpieczeństwa – możemy je więc polecić. W takiej sytuacji można się łatwo pogodzić z tym, że oszczędności paliwa nie są aż tak duże – w porównaniu ze standardowymi oponami wynoszą ok. 5 proc.

Foto: Auto Świat
Test opon ekologicznych

Podsumowanie

Z oszczędzaniem nie należy przesadzać. Opon o najbardziej zachęcającej etykiecie z podwójną klasą A nie sposób polecić, bo w ich przypadku niskie zużycie paliwa okupione jest: znacznie niższym marginesem bezpieczeństwa, dłuższymi drogami hamowania oraz gorszym prowadzeniem zarówno na suchej, jak i mokrej nawierzchni.

Nasz test dowodzi też, że etykietom nie warto ślepo ufać. Według deklaracji producenta niskooporowe opony Landsaila (świetna klasa efektywności energetycznej – B) wypadły gorzej pod względem oporów toczenia i zużycia paliwa niż opony Yokohamy (klasa efektywności C).

Z kolei Continentale, które w kategorii „hamowanie na mokrej nawierzchni” według etykiety mają klasę B, w naszym teście (wykonanym z uwzględnieniem innych kryteriów niż oficjalne badania) spisały się lepiej od opon Bridgestone’a o klasie A w tej samej kategorii.