Początki nie były łatwe. Przypomina mi to trochę randkę z dziewczyną z polecenia przyjaciela. Wiesz, że ma cechy, które cenisz, ale inaczej ją sobie wyobrażałeś. Spoglądam na najnowsze wcielenie BMW Z4 i poza dwiema pękatymi nerkami trudno znaleźć elementy charakterystyczne dla bawarskiej marki. A reflektory nowego Z4 wyglądają tak, że mogłyby być zamontowane w aucie dowolnej marki. Poza tym zderzaki na obrzeżach nie są tradycyjnie dla BMW zaokrąglone, więc kiedy spoglądasz na Z4 z profilu masz wrażenie przesadnie wydłużonych zwisów. A że nie przepadam za sztucznym upiększaniem, wciąż zachowuję dystans. Lubię natomiast usportowione wersje więc podziwiam efekt zamontowania pakietu M z twardszym zawieszeniem, kubełkowymi fotelami, grubą kierownica i mocniejszymi hamulcami. Przechodzę, by spojrzeć na najnowszego roadstera od tyłu. Znaczek 3.0i informuje, że mamy do czynienia z czterocylindrowym silnikiem o pojemności dwóch litrów. Rury wydechowe obiecują więcej.

BMW Z4 sDrive30i – wóz Bonda

Wskakuję za kierownicę. Włączam zapłon i rozbłyskują nowe ciekłokrystaliczne zegary. Wskazówki prędkościomierza i obrotomierza rozchylają się jak uda, zachęcając do dodania gazu. Ale trudno się skupić, skoro jedna wskazówka wędruje w prawo, a druga w lewo. To trochę jakbyś ścigał dwóch złodziejaszków, którzy się rozbiegają. Może BMW, które należy do elitarnej grupy wozów Jamesa Bonda zainspirowało się Aston Martinem? Z tym że w Z4 będziesz musiał na nie spoglądać codziennie, a nie jak w Astonie tylko w przyjemne weekendowe wieczory, podczas przejażdżki na wykwintną kolację. W tym rozdarciu odkrywam możliwości konfiguracji zegarów. Szkoda, że BMW nie pozostawiło opcji tradycyjnej grafiki zegarów przeznaczonej dla odpornych na zmiany panów w wieku Roberta De Niro.

Moje rozterki łagodzi basowe mruczenie z układu wydechowego, które w ciągu 10 s wzmacniam składając materiałowy dach. Tę czynność można wykonywać do prędkości 50 km/h, więc w mieście burza mnie nie zaskoczy. Wraz z najnowszą generacją Z4 G29, BMW wraca do materiałowego dachu. Wygląda dobrze, jest świetnie wyciszony i lekki. Tylko śnieżną zimą może wypaść gorzej od twardego składanego dachu z poprzedniej generacji. Do moich uszu docierają wysublimowane wibracje powietrza, których źródłem jest sprzęt Harman Kardon. Z nim na nowo odkrywam brzmienie słynnych utworów oraz prawdziwą naturę BMW Z4.

BMW Z4 sDrive30i – cztery cylindry wystarczają

Otacza mnie nienagannie wykonana deska rozdzielcza i wysokiej jakości materiały. Perfekcyjna pozycja za kierownicą wywołuje wrażenie złapania byka za rogi. Mam ochotę dodać więcej gazu. W dłoniach ściskam grubą i miękką M-pakietową kierownicę, a mnie przytrzymuje wygodny i obszerny fotel. Zaczynam się czuć dobrze w BMW Z4, które aparycją nie zachęcało, by się w nim zanurzyć. Dodaję gazu i okazuje się, że czterocylindrowy silnik jest optymalnym napędem dla tego typu rekreacyjnego roadstera. I nawet przyjemnie brzmi. Odzwierciedla obciążenie i strzela z wydechu po odjęciu gazu. Przede mną kręta górska droga. Micheliny Supersporty kleją się do asfaltu jak dziewczęta po koncercie do Justina Biebera. A perfekcyjne wyważenie połączone wysoką sztywnością karoserii i znakomicie tłumiące zawieszenie powodują, że szybko zbliżam się do granicy przyczepność. Samochód przyjemnie układa się w zakrętach. Choć oczywiście siedzisz na tylnej osi i czujesz dokładnie jak Z4 wierzga tyłem. Nawet na nieprzyjemnych nierównościach nie docierają do wnętrza drgania wynikające z niewłaściwie dobranych elementów gumowych w zawieszeniu. W nowym Z4 znowu masz wrażenie, że samochód jest monolitem. Właśnie tak powinien pracować układ jezdny BMW. 

W zakrętach okazuje się, że Z4 ma też jeden z najlepszych elektrycznych układów kierowniczych na rynku, z przyjemnym oporem wstępnym i dobrze dobraną siłą wspomagania. Pod tym względem chyba tylko Porsche wyraźnie wyprzedza BMW. Do perfekcji brakuje naturalności z działaniu systemu kasowania sił jakie pojawiają się na kołach i wpływają na kierownicę. To tego celu potrzebne jest bardzo skomplikowane oprogramowanie. Niestety w Z4 nie działa perfekcyjnie. Zdarza się, że zmienia siłę wspomagania, co kierowca czuje na kierownicy i odbiera jako brak powtarzalności. Udało się za to usunąć efekt martwego pola w pozycji na wprost, który doskwierał w BMW, po wprowadzeniu elektrycznych układów kierowniczych. 

W Z4 czuję się jak w starszych modelach BMW – lepszym kierowcą niż jestem. Co ciekawe do charakteru komfortowego roadstera pasuje silnik czterocylindrowy o mocy 258 KM. Nie brakuje mu dynamiki, ma całkiem przyjemny dźwięk, który płynie z układu wydechowego i jest bardzo oszczędny. Można się spodziewać spalania od 6,6 do 9,5 na trasie, a w mieście Z4 mieści się przy spokojnej jeździe w 10 l/100 km. 

BMW Z4 sDrive30i – wrócić na słuszną drogę

BMW wreszcie zbliża się do kierowcy, wschodząc w jego mózg tak głęboko, że ciężko oderwać się od kierownicy. Oczywiście nie ma pod maską wolnossącej R6, ale Z430i potrafi to znakomicie zamaskować. Jeśli dobrze przyprawisz tofu to w sałatce smakuje prawie jak kurczak. Poza tym w ofercie jest wersja 40i z 6. cylindrami, ale za ten poziom emocji trzeba zapłącić nie 236 800 zł, ale 292 700 zł. Kończę przygodę z nowym roadsterem BMW zadowolony, z przekonaniem, że to najlepsza generacja Z4 w historii. Jednak warto posłuchać przyjaciół. 

BMW Z4 sDrive30i M Sport – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1998 cm3, R4, turbo benz.
Moc 258 KM przy 5000 obr./min
Moment obrotowy 400 Nm przy 1550 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 8-biegowa automatyczna, napęd na tył
Prędkość maksymalna 250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 5,4 s
Średnie zużycie paliwa 6,0 l/100 km (producent)
Masa własna 1415 kg
Cena od 236 800 tys. zł