Dla koncernu PSA marka DS ma być tym, czym dla Toyoty jest Lexus, dla Nissana – Infiniti czy Audi dla koncernu Volkswagena, czyli prestiżową marką, skierowaną do bardziej wymagających nabywców niż ci, którzy wybierają zwykłe Peugeoty i Citroëny. To dlatego przy okazji liftingu z modelu DS 5 zniknęły emblematy Citroëna, a w Warszawie otwarto niedawno pierwszy w Polsce salon marki DS.

Choć DS 5 to najwyższy model w palecie, na pierwszy rzut oka, szczególnie z daleka, wygląda dość niepozornie. Z racji proporcji i zwartego kształtu nadwozia można go pomylić z wyrośniętym kompaktem. Różnicę widać dopiero z bliska i przy bliższym kontakcie. Samochód jest szeroki (187 cm, czyli o 1 cm szerszy od np. Citroëna C5) i o ok. 20 cm dłuższy od typowego kompaktu. Prawdziwy powiew luksusu czuć dopiero w środku. Ciekawie zaprojektowana skórzana tapicerka, tworzywa o wysokiej jakości i metalowe detale rzeczywiście sprawiają, że wnętrze robi świetne wrażenie.

To, że w swojej ojczyźnie DS 5 jest używane jako limuzyna rządowa (takim autem podróżuje prezydent Francois Hollande, 170 cm wzrostu), nie powinno nikogo zmylić – pod względem przestronności pojazd wypada przeciętnie. Z przodu niby dużo miejsca, ale na podsufitce zamontowano rozbudowany panel z przyciskami (w reklamach jest mowa o nawiązaniach do lotnictwa), który ogranicza wysokim kierowcom przestrzeń wokół głowy i wraz z wysoką konsolą środkową powoduje klaustrofobiczne (lub jak kto woli – przytulne) wrażenie. Tylna kanapa jest wygodna i szeroka, ale miejsca na nogi mogłoby być więcej. Deskę rozdzielczą zaprojektowano nietuzinkowo, jednak ergonomia przegrała z wyglądem.

O ile zaprezentowane w 1955 roku DS pod awangardowym nadwoziem miało rewolucyjne rozwiązania techniczne, o tyle w aktualnym modelu DS 5 na próżno szukać technicznych nowinek – nie ma nawet aktywnego tempomatu ani radaru ostrzegającego przed przeszkodami, a te elementy w tej klasie uchodzą już za standard.

Pod maską testowanego egzemplarza pracował silnik 2.0 BlueHDi o mocy 180 KM, sprzężony z 6-biegowym „automatem”. Ten zestaw zapewnia dobrą dynamikę i niskie zużycie paliwa (średnio nieco poniżej 7 l/100 km). Ciekawostka: nie ma przycisku do wyłączania systemu start-stop, żeby go doraźnie dezaktywować, trzeba znaleźć odpowiednie menu w komputerze.

Nieporozumieniem okazuje się zawieszenie DS 5. Historyczne DS słynęło z tego, że doskonale się je prowadziło i nawet po najgorszych drogach „płynęło”, zapewniając bezkonkurencyjny komfort. 60 lat później nowe DS ma zawieszenie zestrojone za twardo, choć i tak lepiej niż w wersji sprzed liftingu. Układ informuje o najmniejszych niedoskonałościach drogi, a przy tym nie zapewnia wcale sportowych doznań. Autu luksusowemu – a już na pewno francuskiemu autu luksusowemu – to nie przystoi!

DS5 - nasza opinia

DS 5 rzuca się w oczy, głównie dlatego, że to piękne auto rzadko widać na naszych drogach. Takie też zostanie, bo oryginalny wygląd i nawiązująca do kultowego przodka nazwa to zbyt mało, żeby wygrać z konkurentami, choć zapewne znajdą się tacy, których DS po prostu zachwyci.