Ford i premium? Brzmi absurdalnie? To pozwólcie, że zaczniemy od krótkiej lekcji historii. W 1922 r. amerykański gigant przejął firmę Lincoln za 8 milionów dolarów, żeby rozszerzyć portfolio o auta z wyższej półki i móc konkurować z Cadillakiem. Auta były palce lizać, a markę rozwijano przez wprowadzenie w 1940 r. linii Continental, której szczyt świetności przypada na lata 50. – wówczas były to najdroższe auta z USA. Firma przeżyła kilka kryzysów paliwowych oraz finansowych, model Town Car latami należał do najchętniej przedłużanych limuzyn na świecie, a i dziś amerykańska elita finansowa oraz raperska jeździ Lincolnami.

Na fali sukcesów lat 50. zdecydowano się na utworzenie kolejnej marki dla wymagających klientów. Mowa o Edselu. Niestety, rzekomo kontrowersyjna stylistyka i problemy z jakością wykonania sprawiły, że już po dwóch latach i sprzedaniu nieco ponad 100 tys. egzemplarzy Ford postawił krzyżyk na Edselu.

W latach 70. Amerykanie wykupili włoską firmę Carrozzeria Ghia. Przez kolejne 35 lat logo Ghii zdobiło topowe odmiany wyposażeniowe europejskich Fordów, w tym także komfortowe duże limuzyny Granada i Scorpio. Apetyt Forda na posiadanie w swojej grupie marek z wyższej półki zawsze był duży. W latach 80. i 90. dokupiono: Jaguara, Land Rovera, Astona Martina i Volvo. I choć Ford dziś żadnej z nich już nie kontroluje, a fani tych marek mają do niego pretensje o kilka decyzji, to jednak gigant z Dearborn uchronił niejedną z nich od upadku.

A teraz Vignale. Użycie nazwy renomowanej włoskiej firmy karosującej w przypadku topowych odmian modeli Forda może przypominać strategię Ghii. Tym razem jednak na znaczku i ekskluzywnych opcjach się nie kończy. Nabywcy Forda Mondeo Vignale mogą dziś wybrzydzać i liczyć na szczególne traktowanie, tak jak niegdyś klienci zlecający szczególne „ubranie” swoich aut w zakładzie Carrozzeria Alfredo Vignale w Turynie.

Dzisiejsze normy bezpieczeństwa nie pozwalają jednak już na tak wymyślne przeróbki nadwozia, jak te w Ferrari czy Lanciach z lat 50. Tyle że pierwszy kontakt potencjalnego klienta z marką Ford Vignale pobudza wyobraźnię. W salonie jest on obsługiwany w specjalnej strefie. Auto pomaga mu skonfigurować asystent, który według zapewnień Forda jest do tej roli specjalnie wybrany i przeszkolony. Podczas dobierania opcji nabywca korzysta z dużego tabletu wielkości stołu.

Ford oferuje w Mondeo Vignale dodatki, które dotychczas były zarezerwowane dla o wiele droższych samochodów. Obszycie deski rozdzielczej skórą? Wentylowane fotele z masażem? Polerowane felgi? Proszę bardzo – Vignale spełnia takie życzenia bez kręcenia nosem.

Po zakupie też można liczyć na szczególną troskę. Ford obiecuje dostęp do centrum pomocy, które służy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Wycieczki do serwisu odpadają. Przedstawiciel Vignale odbierze pojazd i po przeglądzie lub naprawie odstawi go – sprawny i umyty – w wyznaczone miejsce. Bieżące utrzymanie czystości auta także jest w cenie. Idea Vignale brzmi: oszczędność czasu właściciela, bo jest to najcenniejsze dobro. Takie założenie ma sens, a w pozostałych firmach kosztuje to ekstra.

A jak jeździ nowe Ford Mondeo Vignale? Szybko, ponieważ jest dostępne z najmocniejszymi silnikami (o mocy do nawet 240 KM) i dwusprzęgłowymi skrzyniami biegów. Adaptacyjne zawieszenie gwarantuje komfort, a skórzane wykończenie – jak okiem sięgnąć – szlachetny zapach i luksusową atmosferę we wnętrzu. Z zewnątrz Mondeo Vignale wyróżniają dyskretne dodatki, które cieszą właściciela, jednocześnie nie drażniąc sąsiadów. A świadomość posiadania auta marki z taką historią? Bezcenna.

Ford Mondeo Vignale - nasza opinia

Pod pewnymi względami Mondeo Vignale oczywiście nie może się mierzyć z Mercedesem czy BMW. Trzeba jednak oddać Fordowi to, że w szlachetny sposób przywrócił włoską markę, która zawsze symbolizowała motoryzacyjne piękno, rzemieślnicze wykończenie i troskę o specjalne życzenia klienta. To premium dla tych, którzy nie muszą niczego udowadniać.