• Dzięki stanowczości konstruktora niegdyś zatrudniowego w BMW, w Stingerze można całkowicie wyłączyć układ ESP - to nieczęsto spotykane zjawisko w dzisiejszych czasach
  • Sportowa limuzyna Kii w wersji 2.0 T występuje tylko w wersji z napędem na tylne koła
  • Układ jezdny Stingera skonstruowany jest tak, że jest gotów na znacznie wyższą moc niż 255 KM

Choć Stinger to nie Audi i nie BMW, to wstydu nie ma. Mówiąc szczerze, jeśli chodzi o wykończenie wnętrza Stingera w wersji GT-line, można je uznać za wzorcowe w tej klasie aut: mamy tu przyjemne, miękkie tworzywa, skórę i dużo aluminium. Za umiarkowaną dopłatą jest też dostępny zestaw elektronicznych kładów asystujących, ale w cenie są multimedia z Android Auto i Apple Car Play oraz mapami TomTom i 7-letnią aktualizacją.

Mniejsza zresztą o wyposażenie, które składa się z niemal wszystkiego, co spotyka się w tym segmencie. Ciekawsze jest to, jak się tym samochodem jeździ. Wsiadamy więc i siadamy bardzo nisko w pozycji charakterystycznej dla wielu usportowionych modeli. Wydaje się, że fotel niemal leży na podłodze. Przez chwilę, jednak niezbyt długą, będziemy się do tej pozycji przyzwyczajać.

Kia Stinger - sztuczny klang silnika

Po włączeniu silnika i podkręceniu go na wyższe obroty słychać dźwięk jakby zbyt rasowy na 4-cylindrową, 2-litrową jednostkę. Rozwiązanie zagadki: klang jest wspomagany głośnikami. Warkot silnika, który dociera do naszych uszu, generowany jest przez nagłośnienie pokładowe, a nasila się on w trybie sportowym. To akurat w niczym nie przeszkadza, bo większość producentów teraz tak robi. Świadomi, że 2-litrowa wersja Stingera wyposażona jest w napęd na tylne koła (wersja benzynowa o poj. 3,3 litra ma, a 2,2-litrowy diesel może mieć napęd na cztery koła), zaczynamy ostrożnie.

Szybko okazuje się, że... strachy na lachy! Układ jezdny Stingera jest bardzo dobrze zrównoważony, a przede wszystkim bardzo dobrze wspomagany przez ESP. Na ciasnych, zbyt szybko zaatakowanych zakrętach, ESP interweniuje wielokrotnie, ale bardzo delikatnie. Często tak subtelnie, że niewprawny kierowca może tego nie zauważyć i swojej sprawności przypisać szybkie i płynne pokonywanie śliskich zakrętów. Dopiero gdy zdecydowanie przesadzimy, system gwałtownie odcina moment obrotowy silnika.

A co by się stało, gdybyśmy wyłączyli ESP? W Stingerze „off” znaczy „off”: nie róbcie tego na drodze publicznej, bo auto naprawdę potrafi „pójść bokiem”. Pytanie tylko, czy kierowca jest na to gotowy. Stingerem można upalać opony, choć... nie do końca do tego on służy. Auto oferuje raczej dobry kompromis pomiędzy komfortem a osiągami.

Kia Stinger - osiągi mogłoby być lepsze

Niestety, w wersji 2-litrowej (255 KM) kompromis jest odczuwalny. Ćwierć tysiąca koni mechanicznych to niby niemało, ale samochód jest ciężki, a cztery cylindry to tylko cztery cylindry. W rezultacie największy brak mocy odczuwalny jest w sprincie na wprost, a towarzyszy mu gwałtowna, szarpana praca 8-biegowej przekładni automatycznej. W ogóle przekładnia ta nie do końca zgrywa się z silnikiem.

Podczas dynamicznej jazdy zauważymy, że system potrafi się zagubić – raz działa intuicyjnie i dokładnie tak, jakbyśmy tego oczekiwali, a innym razem pojawia się zwłoka albo szarpnięcie. Żeby być sprawiedliwym, trzeba dodać, że podobnie twarda praca pojawia się w europejskich konstrukcjach o tej samej pojemności silnika i zbliżonej mocy wyposażonych w przekładnię dwusprzęgłową – ten typ tak ma. Zużycie paliwa, które poza miastem trzyma się bezpiecznie poniżej granicy 10 l/100 km, w mieście chętnie szybuje do 14-15 litrów.

To kolejny argument za tym, by dopłacić do wersji V6. I jeszcze jedna zauważalna wada, czy też cecha pojazdu, która na szczęście w ogóle nie jest odczuwalna w ruchu drogowym: wiotkość nadwozia, która powoduje, że wraz z wjazdem do podziemnego, cichego garażu słychać, jak trzeszczy wnętrze. Co ciekawe, podczas normalnej jazdy, choćby i w szybkim slalomie na drodze, te hałasy w mniejszym stopniu dochodzą do uszu pasażerów.

Kia Stinger - nie ma takiego auta w tej cenie

Reasumując... mimo wszystkich wad Stingera, które dotyczą jednak głównie wersji 2.0, jest to absolutnie znakomita oferta. Nawet jeśli do ceny 174 900 zł dodamy kilkanaście tysięcy za pakietowe wyposażenie, wciąż za te pieniądze nie dostaniemy lepszego, równie dobrze wyposażonego, komfortowego, usportowionego auta tej wielkości.

Kia Stinger 2.0 T-GDI - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1998 cm3, R4, turbo benz.
Moc 255 KM przy 6200 obr./min
Moment obrotowy 353 Nm przy 1400-4000 obr./min
Skrzynia biegów i napęd aut. 8-biegowa, napęd na tył
Prędkość maksymalna 240 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 6,0 s
Średnie zużycie paliwa 8,3 l/100 km (producent), 12,5 l/100 km (w teście)
Masa własna 1642 kg
Cena od 149 900 zł