Kiira wydaje dźwięki raczej w rodzaju tych niepokojących. Coś stuka, coś piszczy, coś szumi. Nie budzi to zaufania. Ale Paul tylko beztrosko i głośno się śmieje, w ogóle nie przejmuje się „niedoróbkami” samochodu. Mówi: Ludzie muszą uwierzyć w nas i w to, co reprezentujemy. Wówczas będziemy sprzedawać dużo samochodów.

Paul patrzy dumnie na swoją Kiirę EV Smack, ten skrzypiący, piszczący, trzeszczący i chroboczący ulep, i przez chwilę można zauważyć w jego spojrzeniu cień niepewności, że być może jednak kolejki nie będą się ustawiały po jego auto.

Willi przy Kimera Road strzeże ochroniarz uzbrojony w karabin maszynowy. Posesję otacza wysoki mur, zwieńczony drutem kolczastym. Nic nie wskazuje na to, że mieści się tu centrala firmy samochodowej – żadnej tabliczki, choćby dzwonka. Witamy w Kiira Motors. Na drugim piętrze znajduje się biuro Paula Musasiziego, który kieruje projektem „Kiira EV Smack”. Ma to być hybrydowa limuzyna, w 100 proc. skonstruowana i produkowana w jednym z najbiedniejszych krajów świata.

Paul siedzi rozbawiony za swoim biurkiem i cieszy się na nasz widok: Pewnie chcecie zobaczyć samochód! Ale najpierw musicie poznać historię jego powstania. To było tak... Musasizi zaczyna snuć opowieść, jakby opowiadał ją małemu dziecku. W ciągu następnych 2 godzin mówi o 2006 r., gdy na Uniwersytecie Makarere w Kampali, na którym jest docentem w dziedzinie technologii, designu i sztuki, zapoczątkował projekt. Miał on być odpowiedzią na potrzebę stworzenia dla Ugandy zespołu inżynierów, specjalistów z dziedziny ekologii i zrównoważonego rozwoju.

Pamięta też swoje zwątpienie, które co rusz się pojawiało. Ważnym impulsem była wizyta prezydenta Ugandy na uniwersytecie i wsparcie projektu Musasiziego kwotą 150 tys. dolarów. Nagle ze studenckiego przedsięwzięcia powstała Kiira Motors, zarejestrowany, państwowy producent samochodów. Do dziś rząd Ugandy wpompował w Kiira Motors 70 mln dol., dlatego oczekiwania wobec 20-osobowego zespołu Musasiziego są duże. Już za 3 lata w jeszcze nieistniejącej fabryce ma powstawać 3 tys. aut rocznie.

W Afryce próbowano już uruchomić seryjną produkcję aut i Paul Musasizi twierdzi, że zna przyczyny porażki każdego z tych projektów. Co zamierza zrobić lepiej? Będziemy eksportować Smacka na cały świat i sprzedawać go za 20 tys. dolarów. Przenosimy się na podwórze, prototyp Kiiry EV Smack wyjeżdża z garażu. Zwykle takie samochody nie są najlepiej dopracowane, ale w tym przypadku chyba gorzej być nie może.

Ludzie tu pracujący wkładają wiele serca w swoją pracę i wierzą w nią, ale ich sukces będzie mierzony efektami. A te powinny wyglądać inaczej, jeżeli mówimy o prowadzeniu biznesu samochodowego. Nasze pierwsze wrażenie: nic się tu nie zgadza. Proporcje, zwisy, fugi, przetłoczenia, łączenia, kształty... Kto miałby coś takiego kupować? – pyta Gordon Wavamunno, biznesmen i jeden z najbogatszych ludzi w Ugandzie.

Kraj potrzebuje tanich małych aut i pikapów, a nie 3-drzwiowych hybryd. Trudno nie przyznać mu racji. Tymczasem dostaliśmy zaproszenie do wnętrza pojazdu. Zaskakuje nas bardzo szeroki, bo aż 30-centymetrowy próg, ale fotele są nawet wygodne. 25-letni Tom Kigezi, odpowiedzialny w zespole za performance, naciska przycisk startera. Auto skrzypi, trzeszczy, ale jedzie. „Z technicznych względów” nie możemy wyjechać na ulicę.

Junior Africa (26 lat) tytułuje się Powertrain System Engineer i pokazuje nam akumulatory umieszczone w bagażniku. Na bagaż zostaje niewiele miejsca, jednak Africa zdaje sobie z tego sprawę, a mimo to nie wydaje się tym zaniepokojony. Łatwiej już wybaczyć to, że wiele części zapożyczono z Toyoty i Daihatsu. Brenda Nagginda (23 l.) odpowiada za wnętrze: Klienci będą mogli wybrać między dwiema liniami wyposażenia – Veneta Beige i Dakota Black – i to bez dopłaty.

Brenda i jej koledzy twierdzą też, że jeszcze w tym roku dojdzie do wmurowania kamienia węgielnego pod fabrykę, która w 2025 r. ma produkować do 60 tys. samochodów. Inwestycja na 200 mln dol.! Od 2018 r. Kiira będzie podbijać wschodnioafrykańskie rynki. Potem Indie, Azję, Europę i nawet USA. Wówczas będziemy też spełniali amerykańskie normy zderzeniowe – zapewnia nas Paul. Nazwa auta – Smack – to skrót od St. Mary’s College Kisubi.

Z kolei „Kiira” to słowo z jednego z tutejszych dialektów i określa spadanie wody na wodę z dużej wysokości. Przód auta ma bowiem nawiązywać do wodospadu. Pozostaje tak naprawdę tylko jedna kwestia – cały czas mówimy o hybrydzie plug-in.

Auto nie ma jednak gniazdka do podłączenia ładowarki. Bo to nie jest hybryda plug-in. Pierwsze seryjnie produkowane auta nie będą miały nawet elektrycznego silnika, tylko 4-cylindrowy spalinowy – przyznaje Paul. Po czym znów zaczyna się głośno śmiać i wszyscy, naprawdę wszyscy, śmieją się razem z nim.

Kiira EV Smack - nasza opinia

To auto nie zasłużyło na złośliwości. Należy mu się szacunek. Jest wyrazem marzeń o produkcji własnego samochodu. Pragnienie indywidualnej, szybkiej mobilności okazuje się uniwersalne kulturowo. Choć projekt nie ma szans, bardziej niepokoi to, że rząd Ugandy utopi w tym przedsięwzięciu ogromne sumy pieniędzy, których mieszkańcy tego kraju potrzebują gdzie indziej.