Dlatego wybraliśmy się na tor Misano World Circuit położony niedaleko Rimini we Włoszech. To właśnie tam Audi zaprezentowało odświeżone R8. Zmiany są niewielkie, ale widoczne. Rewolucji nie trzeba było robić, gdyż Audi zaprezentowało supersportowe auto 5 lat temu. Okazało się ono na tyle nowoczesne (wręcz futurystyczne), że kilkuletnią próbę czasu zniosło znakomicie, nic nie straciło na atrakcyjności. Ale drobny lifting, tak jak dobry makijaż u kobiety, nigdy nie zaszkodzi.

Co zatem zmieniono? Przede wszystkim reflektory – teraz w standardzie są LED-owe. Już z daleka łatwo odróżnić nowy model od dotychczasowego – LED-owy pasek jest na górze reflektora, a był na dole. Wytrawni znawcy R8 dostrzegą także zmienione: pas przedni, osłonę chłodnicy i zderzak. Z tyłu lampy są również LED-owe, zmodyfikowano nieco dyfuzor, a wydech ma teraz dwie potężniejsze końcówki.

Nowa skrzynia automatyczna S-tronic

Jednak to wszystko kosmetyka. Dla fanów R8 ważniejsze jest to, czy zmieniło się coś pod maską. Silniki pozostały te same: 4,2 litra, V8 o mocy 430 KM oraz 5,2 litra V10 o mocy 525 KM (550 KM w wersji Plus) z Lamborghini Gallardo. Zmieniono natomiast skrzynię biegów: 6-stopniowego R-tronica zastąpiono teraz 7-biegowym S-tronikiem. Nowa skrzynia to nic innego, jak znana z innych modeli dwusprzęgłowa DSG. Pozwala na bardzo szybką zmianę biegu (zajmuje to zaledwie 0,2 sekundy – znacznie mniej niż w przypadku ręcznej zmiany). R8 dostępne jest także z 6-biegowym „manualem”.

Pora teraz zająć miejsce w kokpicie „R-ósemki” i wyjechać na tor. To najlepsze środowisko dla tego supersportowca. Potencjalne możliwości Audi są imponujące. 430-konna wersja do „setki” przyspiesza w 4,3 s, a jej prędkość maksymalna wynosi 300 km/h. 525-konny silnik z Gallardo zapewnia „setkę” w 3,6 sekundy i prędkość maksymalną 314 km/h. Nasz 550-konny Plus do „setki potrzebuje 3,5 s, a maksymalna prędkość to 317 km/h.

Misano – tor w kształcie kotwicy

Ruszamy w połowie długiej prostej. Niestety, pada deszcz. Po kilkuset metrach pierwszy zakręt w prawo, potem lewo-prawo i trudny technicznie prawy zakręt Rio, przechodzący raz jeszcze w prawy i natychmiast w lewy. I nareszcie kilkusetmetrowa prosta. Można przycisnąć – silnik R8 wydaje z siebie miły dla uszu prowadzącego ryk, przyspieszenie wbija w fotel, intuicyjnie ściskamy mocniej kierownicę. S-tronic niewyczuwalnie i błyskawicznie zmienia biegi, wskazówka obrotomierza przekracza cyfrę 8 – to obroty silnika w tysiącach na minutę! Wskazówka na prędkościomierzu dochodzi do 200, ale trzeba zwolnić, bo przed nami kolejny zakręt w lewo – Quercia.

Po blisko 100 metrach mamy zacieśniający się w prawo Tramanto i znów długą prostą, więc silnik naszego R8 pracuje na najwyższych obrotach. Prawie nie zwalniając, pokonujemy trzy łagodne łuki i ostro wyhamowujemy na „agrafce” Carro. Potem jeszcze dwa zakręty w lewo i jesteśmy na linii mety. Jedno okrążenie ma długość 4064 metry. Rekord toru? 1:33,918 min. Na motocyklu Ducati. Nasz czas jest dwa razy dłuższy.

Wrażenia z pierwszego okrążenia? Długie proste zachęcają do tego, by przycisnąć gaz, ale mogą być też niebezpieczne – łatwo się zbytnio rozpędzić i wylecieć z zakrętu. R8 przyspiesza jak pocisk, ale dzięki napędowi quattro nie odbywa się to spektakularnie, w obłokach dymu. Ostre hamowanie nie robi na R8 żadnego wrażenia. Nie manurkowania przodem czy zmiany toru jazdy.

Tylko kierowca i ewentualnie pasażer na kilka sekund zawisną na pasach. W zakrętach, nawet tych, w których robi się pełną nawrotkę, trudno wytrącić R8 z toru jazdy. Napęd quattro, doskonałe wyważenie auta, a także szerokie opony powodują, że Audi „klei się” do nawierzchni.