W ramach półrocznego testu długodystansowego Seat Leon z dynamicznym dieslem pod maską zaliczył właśnie kolejne wymagające zadanie – musiał zabrać czteroosobową rodzinę z solidnym pakietem bagaży w liczącą 4800 km (!) podróż po Europie.

Czas na raport o tym, jak auto spisało się na malowniczych szlakach Czech, Słowacji, Węgier, Serbii i Bułgarii. Żeby jednak wyruszyć w podróż, najpierw trzeba się spakować. I tu pierwsza bardzo miła niespodzianka. Mimo dynamicznej sylwetki Seata wszystkie bagaże (nie licząc zabawek dla dzieci, które zabraliśmy do środka kabiny) zmieściły się bez trudu i nawet można było zasunąć roletę bagażnika!

Dzięki temu byliśmy spokojni nie tylko o bezpieczeństwo podróżnych (załadowane po dach bagaże mogłyby podczas hamowania wpaść na pasażerów), lecz także o zawartość kufra, kiedy musieliśmy pozostawić zapakowany samochód na parkingu. Zawsze to lepiej, gdy bagaży nie widać.

Od początku trasy Leon ST bardzo przypadł nam do gustu. Miał na pokładzie wszystko to, czego potrzebuje czteroosobowa rodzina do tego, żeby wakacyjny wyjazd się udał. Parowanie telefonu z systemem audio Seata odbyło się bezproblemowo (30 s), a podczas jazdy nie było zakłóceń.

Udało się też połączyć z autem iPada dla dzieci. Co prawda, wszyscy wówczas w głośnikach słyszeli bajki, ale czego nie robi się dla najmłodszych! Ważna uwaga: jeżeli planujecie ładowanie urządzeń mobilnych (gniazdo w schowku), to najpierw powinniście kupić kabel przejściówkę.

Fabryczna nawigacja zawsze skutecznie prowadziła do celu, ale trzeba pamiętać o jej aktualizacji (nie pracuje online). W drodze do Bułgarii (w jedną stronę ponad 2 tys. km) doceniliśmy siedzenia i pozycję za kierownicą. Fotele – typowo dla aut z Grupy Volkswagena – są duże i mają dość twarde oparcia, co sprawdzało się podczas długiej jazdy. Również 2-strefowa klima zdała egzamin – sprawnie schładzała auto w największe upały, które dochodziły do 41°C.

Na autostradzie (ten typ dróg stanowił około 95 proc. całej trasy) Seat jechał jak po szynach. Boczny wiatr nie zmieniał kierunku jazdy obciążonego auta. Leon dzięki mocnemu dieslowi bez najmniejszego trudu wspinał się na strome i długie podjazdy, i to bez konieczności redukcji biegu. Jest to zasługa wysokiego momentu (380 Nm), dostępnego w szerokim zakresie obrotów.

Bardzo spodobała nam się praca precyzyjnego układu kierowniczego i zawieszenia. Reakcję obu systemów można regulować za pomocą przycisków wyboru trybu jazdy. Najczęściej używaliśmy trybu normalnego, ponieważ w sportowym skrzynia zmieniała bieg na wyższy dopiero przy wysokich obrotach – zbędne wobec takiej rezerwy mocy silnika.

Podczas jazdy z prędkościami autostradowymi (poza Polską 120 lub 130 km/h, w zależności od kraju) w Seacie można było rozmawiać bez podnoszenia głosu, a spalanie wyniosło 6,7 l/100 km. Jeżeli mielibyśmy wytypować najciekawszy odcinek trasy do Bułgarii, to najbardziej malownicza okazała się droga w Serbii wzdłuż Dunaju. Najwyższy szczyt pasma gór, przez które wiodła, to Midżur (2169 m n.p.m.). W następnym odcinku testu sprawdzimy, jak Leon wypada w starciu z rywalami, i ocenimy koszty jego zakupu oraz serwisu.

Seat Leon ST FR 2.0 TDI - nasza opinia

W tym samochodzie trudno znaleźć wady, może poza wysoką ceną zakupu – ta niejednego odstraszy. Jednak w zamian dostaniecie pojemne kombi, dzięki któremu dalekie wojaże nie będą męczące ani zbyt kosztowne. Leon ST sprawdza się jako pojazd dla czteroosobowej rodziny, a kierowcy zapewnia dużą frajdę z prowadzenia.