Rok po premierze na salonie motoryzacyjnym w São Paulo Volkswagen zaprezentował Taiguna w naturalnej scenerii dróg w okolicach Buenos Aires. Volkswagen Taigun musi uważać, by nie dostać się pod koła innych samochodów. Dlaczego? Bazujący na up!-ie Taigun mierzy 3,86 m długości – od Tiguana jest więc o dobre pół metra krótszy i może się za nim spokojnie schować. Albo wpaść w gigantycznej wielkości dziurę w drodze – poza Europą jest to przecież dość prawdopodobne.

Mimo niewielkich wymiarów Volkswagen Taigun został zaprojektowany z myślą o gorszych drogach. Tak przynajmniej twierdzi menedżer odpowiedzialny w Wolfsburgu za małego SUV-a. Można nim wjechać wszędzie tam, gdzie klasyczne auto nie poradziłoby sobie tak łatwo, ale nie oznacza to, że poradzi sobie w trudnym terenie. Skąd w ogóle pomysł na taki model? Segment up!-a obejmuje 8,7 mln samochodów sprzedanych w zeszłym roku na całym świecie.

Tendencja rośnie, a analitycy rynku mówią nawet, że w ciągu kilku lat liczba ta może się podwoić. Żeby tak było, klienci muszą dostać coś nowego – do tej pory w klasie małych aut można było co najwyżej wybierać między 3- lub 5-drzwiowymi hatchbackami. VW Taigun ma za zadanie wyznaczać nowe trendy. Jest tylko jedno „ale”:nie dostał jeszcze ostatecznego błogosławieństwa zarządu VW.

Co jest już jednak pewne? Volkswagen Taigun nie może kosztować więcej niż 16 tys. euro, a więc być dużo droższy od Polo i trochę tańszy niż Golf. Od Tiguana mają dzielić go cenowe lata świetlne (ok. 10 tys. euro). Pod względem stylistyki Taigun wygląda bardzo dojrzale i tylko detale różnią go od wersji seryjnej – nawet dzielona tylna klapa jest bardzo prawdopodobna, bo w Ameryce Południowej auta tego typu mają z tyłu montowane koło zapasowe.

Ludzie Volkswagena zapewniali, że także we wnętrzu nie znajduje się nic, czego nie można by przenieść do seryjnego pojazdu. To dobrze, bo dwie butelki na napoje pod centralną konsolą i stacja dokująca do smartfona na środkowym panelu bardzo nam się podobają. Do tego kontrastowe barwy wnętrza i matowe plastiki tworzące duże, płaskie powierzchnie – w samochodzie tej wielkości wyglądają dobrze. Jak na auto VW Taigun robi wrażenie bardzo świeżego i ożywczego – w ten sposób koncern chce odmłodzić klientelę marki.

VW Taigun ma o 5 cm większy rozstaw osi niż w up!-ie, więc na tylnej kanapie od biedy będą mogli podróżować także dorośli, przynajmniej na krótkich miejskich trasach. Najciekawsze zostawiliśmy na koniec: napęd. Otóż wcale nie jest przesądzone, że Taigun będzie miało napędzane wyłącznie przednie koła, jak chcieliby księgowi.

Niewykluczone, że ze względów prestiżowych VW zdecyduje się opcjonalnie oferować 4Motion. Pod maską znajdziemy silnik 1.0 o mocy 60 i 75 KM, a później także przygotowywany do up!-a GT motor o mocy 110 KM. Ważące niecałe 1000 kg auto ma się rozpędzać do „setki” w 9,2 s, prędkość maks. to 186 km/h, a średnie spalanie – 4,7 l/100 km.

Podsumowanie

Forma i wielkość Volkswagena Taiguna budzą sympatię – takiego samochodu brakuje VW. Przy okazji koncern ma szansę stać się trendsetterem, tak jak blisko 40 lat temu zdarzyło się z Golfem. Pozostaje tylko pytanie: gdzie Taigun będzie produkowany? Jeśli w Ameryce Południowej, to import do Europy może być nieopłacalny.