W drugim odcinku cyklu "ryzykowne za..." podwajamy naszą kwotę z 10 do 20 tys. zł, ale temat pozostaje ten sam – prezentujemy auta, które powinniście omijać szerokim łukiem, bo mogą narazić was na duże wydatki!

Większa suma, ale ryzyko wcale nie jest mniejsze!

Najczęstszym powodem problemów w przypadku aut za „dwie dychy” są awaryjne i bardzo drogie w naprawach silniki oraz wszechobecna korozja. W porównaniu z samochodami za 10 tys. zł naprawy potrafią być dużo droższe albo wręcz ekstremalnie drogie, tak jak np. w Mercedesach klasy S (W220) i ML 1. generacji. W tych modelach, gdy problemy pojawią się równocześnie, może się zdarzyć, że na naprawy wydacie drugie tyle, ile zapłaciliście za auto, a tego przecież nigdy nie odzyskacie podczas odsprzedaży!

Złe silniki i korozja

Korozja również jest tu powszechnym zjawiskiem, szczególnie wśród prezentowanych w naszym porównaniu aut na literę „M”, bo to właśnie Mazdy i Mercedesy są na nią najbardziej podatne. Sporo egzemplarzy nie nadaje się już do naprawy, bo koszty nie są współmierne do wartości.

Nie wszystkie są tanie!

Do grona niepolecanych aut za 20 tys. zł załapały się różne modele, niemal z każdego segmentu. Zwykle ich cena odzwierciedla to, że są ryzykowne, ale nie w każdym przypadku. Wyjątkiem jest VW Touran, który nie należy do najtańszych aut.

Naszym zdaniem: unikajcie aut w tych wersjach!

Koszty obsługi lub napraw zaprezentowanych przez nas pojazdów są zwykle niewspółmierne do ich wartości. O ile w przypadku Mazdy RX-8 możemy je jakoś uzasadnić, bo ten samochód ma zadatki na klasyka, o tyle w pozostałych – już nie. Rdza, awarie silników i zawodna elektryka to ich główne problemy.