Zdecydowaliśmy się na typową jazdę na długim dystansie – szybką, ale też oszczędną. Najpierw naszym celem był Frankfurt nad Odrą (oddalony od Warszawy o 478 km), następnie: Wrocław, Katowice i powrót do Warszawy przez Częstochowę. Z Warszawy wyjechaliśmy w piątkowe popołudnie, gdy jeszcze nie było dużego tłoku na ulicach. Szybko dotarliśmy do S8 i dalej autostradą A2 udaliśmy się w kierunku zachodniej granicy. Przez pierwszą część (ok. 100 km) staraliśmy się jechać naszym Cruze’em z prędkością do 120 km/h, ale już kolejne kilometry pokonaliśmy nieco szybciej. Mogliśmy więc zbadać średnie zużycie paliwa – z 6,7 l/100 km wzrosło do 8,5 l/100 km – i dynamikę auta (średnio obciążonego). Do 120 km/h Cruze okazuje się dynamiczny, przy ok. 140 km/h jego animusz nieco gaśnie, ale nadal nie jest źle.

Za bezpieczeństwo trzeba płacić

Tak przy okazji: jazda autostradą A2 jest znacznym ułatwieniem dla osób wybierających się za zachodnią granicę. Można do niej dotrzeć z Warszawy bez problemu w 4,5 godziny, z 20-minutowym przystankiem na kawę. Jednak przejazd A2 to także dodatkowe koszty. Cztery razy zapłacicie za korzystanie z tego dobrodziejstwa: raz 9,90 zł, 2 razy 15 zł i raz 33 zł. Na ostatnim, najdłuższym odcinku ruch jest najmniejszy, gdyż wielu kierowców decyduje się na korzystanie z alternatywnej trasy.

Krótka przerwa i... w drogę

Po jednodniowym odpoczynku i zwiedzeniu Frankfurtu nad Odrą – miasta pisarza Heinricha von Kleista i Europejskiego Uniwersytetu Viadrina – udaliśmy się w drogę powrotną. Pierwszy etap biegł drogami lokalnymi do autostrady w Chociebużu (Cottbus), a dalej autostradą łączącą Berlin z Wrocławiem. Po przekroczeniu niemiecko-polskiej granicy tylko chwilę cieszyliśmy się z dobrej nawierzchni. Zaczęła się bowiem kilkudziesięciokilometrowa męka. To jedyny odcinek europejskiego szlaku E36, który nie został jeszcze zmodernizowany – na części zachowanej betonówki, którą wciąż łatano asfaltem, powstały poprzeczne garby.

Dla naszego Cruze’a to wielka próba, bo możemy się przekonać, jak jego zawieszenie zachowuje się na takich nierównościach. Przyznajemy: auto bez problemu dało sobie radę. Nawet gdy zwiększyliśmy prędkość do ok. 120 km/h, Cruze nie podskakiwał jak piłka, a hałasy dochodzące z układu jezdnego nie były męczące.

Po 60 km wreszcie osiągnęliśmy autostradę A4, którą dojechaliśmy do Krapkowic. Dalej drogami lokalnymi do czeskiej granicy. Krótka przerwa w Karniowie (Krnov) na apetyczne knedliczki i powrót tą samą trasą do zjazdu na autostradę A4 w Gogolinie. Kolejny wydatek: opłata za przejazd autostradą w Sośnicy (16,20 zł). Następnie kierunek Katowice i zjazd na „gierkówkę”, którą przez Częstochowę i Piotrków Trybunalski wróciliśmy do stolicy.

Intensywnie, ale bez przemęczenia

Po dotarciu do celu i podsumowaniu zużycia paliwa okazało się, że po przejechaniu 1600 km Cruze kombi z dwoma osobami na pokładzie i kilkoma walizkami spalił średnio 7,6 l/100 km. Nie jechaliśmy oszczędnie, raczej normalnie – przyspieszaliśmy dynamicznie podczas wyprzedzania, zwalnialiśmy na ograniczeniach. Większość naszej trasy wiodła drogami szybkiego ruchu i autostradą.

Pozytywnie oceniamy spalanie, jak i przednie fotele, które są ergonomiczne i z całą pewnością nadają się do długich podróży. Pochwalić też trzeba 500-litrowy bagażnik, gdyż w pełni sprostał naszym potrzebom.

Generalnie pokonanie 1600 km w jeden weekend Cruze’em nie męczy i nie stanowi problemu – oczywiście, dla osób, które lubią jeździć.