Gdy dowiedzieliśmy się od kolegów z „Auto Bilda”, że w ich ręce trafi BMW 525 tds z przebiegiem około miliona kilometrów, nasze oczekiwania były bardzo duże. Po pierwsze, tę wersję uznaje się za ryzykowną, bo mimo że znamy kierowców, którzy chwalą 143-konnego turbodiesla 2.5 tds, to jednak zdecydowana większość użytkowników serii 5 (E39) ma przykre doświadczenia z tym silnikiem.

Po drugie (i najważniejsze), trafił się prawdziwy rodzynek: BMW 525 TDS z przebiegiem 991 000 km. Nie, to nie pomyłka! Do redakcji w Hamburgu zadzwonił przedsiębiorca z Holandii i za symboliczne 1 euro postanowił sprzedać dziennikarzom swoje BMW, którym jeździł 14 lat.

Auto pochodzi z 1997 r., jest w wersji sedan, a pod maską ma wspomnianego turbodiesla 2.5 tds. BMW trafiło w ręce „darczyńcy” w 2000 r. (jako 3-latek z przebiegiem 136 000 km) i do 991 000 km służyło jako „wół roboczy”, średnio przejeżdżając 60 tys. km rocznie.

Wrażenie robi i przebieg, i dokumentacja – nazbierała się cała sterta faktur dotyczących eksploatacji auta (głównie paliwa). Naprawy? Przez ponad 850 000 km wykonano ich kilkanaście – przeważnie drobnych. Z poważniejszych (i najkosztowniejszych) należy wspomnieć o zmianie głowicy przy przebiegu 650 000 km.

Mimo upływu lat „piątka” E39 nadal robi groźne wrażenie, ale na jej wizerunku widać oznaki zmęczenia. Wygląda trochę jak... Chuck Norris!

„Dół” silnika, a także automatyczna skrzynia biegów pamiętają jeszcze... 1997 r. i montaż w fabryce BMW. Po przeprowadzeniu dokładnych oględzin i wykonaniu skrupulatnych obliczeń okazało się, że poprzedni właściciel auta jednak nie szastał pieniędzmi. Miał do tego prawo, bo wygląd „beemki” – jak widać – mało go obchodził. Tu rdza, tam głębokie rysy, brakujące znaczki, schodzący klar z maski i urwana klamka w prawych przednich drzwiach – holenderski przedsiębiorca najwyraźniej wyszedł z założenia, że dopóki samochód jeździ, nie ma się czym przejmować.

BMW zostało więc na dzień dobry gruntownie sprawdzone. Tym sposobem aż do końcowego demontażu (przy stanie licznika 1 005 776,6 km) „piątka” nie sprawiała poważnych problemów. Po zakupie auta wymieniono nieszczelną chłodnicę pompy wspomagania, a 2000 km przed zakończeniem testu poddało się łożysko jednego z kół. I to tyle.

Zużycie oleju? Na poziomie 0,1 l na 1000 km, czyli tę wartość można pominąć, zwłaszcza w tak starym aucie. Co więcej, „piątka” całkiem nieźle jeździła (oczywiście, jak na pokonanie blisko miliona kilometrów), a przyjemny dla ucha szmer sześciocylindrowego turbodiesla potrafi przypaść do gustu.

Czy widząc tak czyste gładzie cylindryczne i denko tłoka, powiedzielibyście, że ten silnik ma za sobą milion kilometrów w trudnych warunkach?

Wiele osób może więc zdziwić to, że „beemka”, zamiast jechać dalej, w spektakularny sposób zakończyła żywot. Demontaż potwierdził, że jednak warto było to zrobić. Sprawdzenie auta pod okiem rzeczoznawcy Dekry i rozbiórka na części dowiodły, że stan techniczny „piątki” jest – delikatnie mówiąc – nie najlepszy (tak naprawdę pojazd nie powinien być już dopuszczony do ruchu).

Zaawansowana korozja (podwozia i nadwozia), problemy z elektryką, kiepskie opony, słabe hamulce i luzy w zawieszeniu zagrażały bezpieczeństwu jazdy. Doprowadzenie BMW do zadowalającego stanu w polskich realiach kosztowałoby ponad 10 000 zł. Zdecydowanie zatem za dużo.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że obok zwykłego zużycia materiału o losie tego egzemplarza zdecydowały zaniedbania serwisowe i korozja. Cóż, zapewne byłoby jej mniej, gdyby BMW trafiło na bardziej sprzyjający (suchszy!) klimat – 17 lat na słonym i wilgotnym wybrzeżu Morza Północnego zrobiło swoje.

Projekt wnętrza BMW serii 5 (E39) nawet dziś robi niezłe wrażenie. Nieco gorzej wypada trwałość wykończenia

Zaniedbania serwisowe? Weźmy choćby chłodnicę powietrza doładowującego: widać, że od nowości nikt jej nie czyścił. Dziś element ten przypomina gnijącą kupę kompostu. Nie należy się więc dziwić, że podczas każdej próby ostrzejszego przyspieszenia BMW dostawało zadyszki niczym nałogowy palacz zmuszony do przebiegnięcia sprintem kilkunastu metrów – bez powietrza jechać się nie da. Wrażenie robi zwłaszcza czas rozpędzania od 0 do 100 km/h. Zmierzyliśmy – równe 17 sekund. A powinno być 11.

Mimo wszystko szkoda. Bo demontaż na części – obok wspomnianego zużycia – ujawnił też i dobre strony 17-letniego BMW. Główne elementy mechaniczne silnika oraz skrzyni biegów są w naprawdę dobrym stanie, a nawet zaryzykujemy stwierdzenie, że oba te podzespoły bez problemu wytrzymałyby kolejny milion kilometrów. Do tego jednak nie dojdzie, bo podróż do zakładów BMW w Monachium (tam samochód rozebrano na części) była dla „piątki” ostatnia w karierze.

Po przejechaniu 1 000 000 km BMW zostało rozebrane na części

BMW serii 5 - nasza ocena

Gdy dostaliśmy wszystkie informacje od kolegów z „Auto Bilda” dotyczące kondycji auta po przebiegu 991 000 km, z niecierpliwością czekaliśmy na moment rozebrania BMW serii 5 na części. Silnik i przekładnia wypadły bardzo dobrze, inne elementy – raczej słabo. Generalnie jednak auto oceniamy naprawdę wysoko!