A co to za dziwoląg? Citroen Cactus nie przeszedł w redakcji niezauważony. „Kaczka naszych czasów” w czasie testu długodystansowego budziła emocje, których dawno nie doznaliśmy. Krwistoczerwony lakier, trzycylindrowy silnik benzynowy o mocy 110 KM, na drzwiach wypełnione powietrzem osłony, które Citroën nazywa „Airbumps”. Nie było chyba nikogo, kto – przynajmniej początkowo – nie chciałby się do nich... przytulić.

Jednak to nie tylko kwestia lakieru i osłon na drzwiach – Citroen C4 Cactus jest po prostu tak inny, że bardziej już się chyba nie da. I wcale nas nie dziwi, że na zbudowanie takiego pojazdu odważył się nie kto inny, jak właśnie Citroën. Bo jak nie Francuzi, to kto?! Cena testowanej wersji (wyposażenie Feel, turbobenzyniak 1.2 R3/110 KM), gdy zaczynaliśmy test, startowała od 65 900 zł, po doliczeniu opcji przekroczyła 75 000 zł, a w dzienniku testowym skrajne opinie: od „Nareszcie! Dajcie mi go!” po „Tylko nie to...”.

Citroen C4 Cactus - przyjemne auto na co dzień

Początkowo Citroen C4 Cactus budził głównie pozytywne emocje. Zarówno jeśli chodzi o karoserię – nie było chyba przechodnia, który nie obejrzałby się za naszą „cytryną” – jak i jazdę. Silnik 1.2 PureTech/110 KM bez problemu radził sobie z ważącym 1100 kg Cactusem i potrzebował naprawdę mało paliwa. Na odcinku testowym wyszło 5,6 l/100 km (świetny wynik!), a średnia z całego testu to ok. 7 l/100 km.

Zresztą silnik to jeden z mocniejszych – dosłownie – punktów Citroëna, gdyż okazał się wystarczająco dynamiczny i nawet na koniec testu rozpędzał naszego Cactusa do prędkości 191 km/h. Raz na niemieckiej autostradzie udało nam się tak urazić kierowcę pewnego BMW, że ten – gdy minęliśmy go przy prędkości 150 km/h – natychmiast wyprzedził nas, po czym zjechał na prawy pas i... zwolnił.

Citroen C4 Cactus - nie wszystko było idealne

Na tym jednak pochwały powoli zaczynają się kończyć. Dlaczego? Ponieważ poza silnikiem i wyglądem nie mieliśmy wielu powodów do radości. Weźmy zawieszenie: niby komfortowe i przyjemne podczas tzw. normalnej jazdy, ale w trakcie ostrego hamowania Citroen Cactus bardzo mocno „nurkował”, a gdy pokonywaliśmy nierówności, do naszych uszu dolatywały nieprzyjemne odgłosy z okolic podwozia (przypominały tłuczenie). Prawie jak stara dobra „kaczka”, tyle że nieco bezpieczniejsza.

Układ kierowniczy? Nieprzyjemnie tępy, na dodatek podatny na tzw. torque steer – podczas ostrego przyspieszania Cactus prawie zawsze próbował wyrwać nam wolant z rąk. „Idealny przykład antysportowca” – dziennik testowy naszego „maratończyka” nie pozostawia złudzeń. No właśnie, dziennik. Po przeczytaniu zapisków innych kierowców można odnieść wrażenie, że tak naprawdę w redakcji mieliśmy dwa Cactusy. Jeden zbierał pochwały za wygodne fotele i przestronną kabinę (wpis np. kobiety o wzroście 160 cm), drugi był ganiony za... niewygodne fotele, wywołujące ból pleców (mężczyzna słusznej postury).

Citroen C4 Cactus - to auto ma swój styl

Czym więc tak naprawdę jest Citroen C4 Cactus? Z zewnątrz trochę przypomina SUV-a – swoje robią nieco zwiększony prześwit, wystylizowanie nadwozia i relingi dachowe, które, notabene, podczas szybkiej jazdy radośnie (i donośnie) pogwizdują. Wnętrze tak naprawdę jest dość ciasne, na dodatek wykończone materiałami jak w niedrogim samochodzie segmentu B. W „prawdziwych” kompaktach z reguły jest ładniej. Do tego: mało miejsca z tyłu, wysoki próg załadunku (morderca kręgosłupów!), bardzo słabe światła mijania. Naprawdę żałujemy, że Cactus nie okazał się choć odrobinę bardziej praktyczny.

Citroen C4 Cactus Feel - czyli, wersja budżetowa

Brak obrotomierza jakoś przełknęliśmy (bazowa wersja Feel), ale brak tylnych czujników parkowania już nie. A tylny słupek ma chyba szerokość paryskiego Łuku Triumfalnego – manewrowania zdecydowanie nie ułatwia. Na plus: wewnętrzne uchwyty do zamykania drzwi w postaci materiałowych pasków i fajny ciekłokrystaliczny prędkościomierz. Bardzo dobrze radził sobie czujnik deszczu, a tempomat – i tu ciekawostka – był wyskalowany do 254 km/h.

Za to środkowy ekran do obsługi m.in. układu audio i klimatyzacji już trochę nas rozczarował. Układ działa powoli, na dodatek wyświetla mało wyszukany widok mapy, który znika za każdym razem, gdy chcesz zmienić temperaturę lub kierunek nawiewu. „Obsługa radia i klimatyzacji jest niepotrzebnie skomplikowana. Nie widzę żadnej przewagi nad klasycznymi przyciskami lub pokrętłami” – czytamy w dzienniku pokładowym. Poza tym odmiana Feel jest na tyle goła – brak m.in. Bluetooth i sterowania głosem – że centralny ekran poza obsługą klimatyzacji, radia i nawigacji do niczego więcej się nie przydaje.

Citroen C4 Cactus - czyżby zwykły niefart?

To jednak głównie drobnostki, które nazwiemy co najwyżej irytującymi. Naprawdę nerwowo zrobiło się po przejechaniu 30 581 km, kiedy to w dzienniku pojawił się następujący wpis: „Nie da się włączyć piątego biegu. Lewarek raz za razem wyskakuje na luz”. Wyglądało to jak zapowiedź poważnej awarii, która – niestety – po chwili się potwierdziła. Cactus trafił do serwisu, w którym wymieniono całą przekładnię. Diagnoza ASO brzmiała: ktoś na siłę wbijał piąty bieg, stąd uszkodzenie. No jasne, to nasza wina, wynika z tego, że nie umiemy jeździć samochodem...

Ciekawe tylko, dlaczego rzeczony model pięciobiegowej skrzyni w  listopadzie 2016 r. został poddany modyfikacjom? Od tej pory wszystkie modele PSA mają na pokładzie nowy, poprawiony model przekładni. Co dokładnie zmieniono? Na razie nie wiemy. Jakby tego było mało, wkrótce po awarii skrzyni nasz Cactus ponownie odmówił posłuszeństwa.

Tym razem do serwisu trafiliśmy z powodu defektu układu zapłonowego. Jak się okazało, zasłabnięciu naszego „maratończyka” winne były cewki zapłonowe, co raczej uznajemy za pech, gdyż awaria tego typu rzadko zdarza się w przypadku silnika 1.2 PureTech. Użytkownicy częściej donoszą o niskiej jakości paska napędu osprzętu – przeważnie wytrzymuje 30-50 tys. km (u nas wymieniony po 75 tys. km).

A co pokazał końcowy demontaż samochodu? Silnik i wydech były w świetnym stanie, ale też zlokalizowaliśmy powierzchniową korozję i miejsca, w których metal tarł o metal. Na koniec Cactus trochę nas więc pokłuł i z oceną 3+ wylądował w dolnej części naszego zestawienia.

Ciroen C4 Cactus - miał wiernych fanów

Wśród nas byli jednak również tacy, których Citroën mimo to do siebie nie zraził: „Indywidualista, krzykliwy oraz oryginalny – mógłbym spokojnie jeździć nim na co dzień”. I to jest właśnie magia Cactusa.

Citroen C4 Cactus - nasza opinia

Oryginalny, nowoczesny i oszczędny – Cactus potwierdził swoje wszystkie zalety podczas testu długodystansowego. Owszem, awaria skrzyni biegów rzuca cień na wynik końcowy, ale generalnie auto zebrało wiele pochwał. W mojej ocenie ten sympatyczny Citroën zasługuje co najmniej na 4+.