Ta historia ma swój prolog, a dokładnie rzecz biorąc: kilkadziesiąt prologów. Już blisko 100 testów długodystansowych przeprowadziliśmy w ciągu kilkunastu lat wspólnie z kolegami z „Auto Bilda”. Dla niektórych aut była to bułka z masłem, dla innych – droga przez mękę. Kilka modeli dostało ocenę celującą, ale tylko jeden zakończył nasz maraton z tak marnymi stopniami na świadectwie: VW Touran 2.0 TDI z 77 punktami karnymi do dziś okupuje ostatnie miejsce w rankingu.Relacja z tamtej próby otrzymała wiele mówiący tytuł: „Podnośnik to jego życie”. Kompaktowy van Volkswagena spędzał bowiem tyle czasu w serwisie, że już szykowaliśmy się do rozbicia namiotu pod bramą ASO.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

Cóż, w naszej opinii pierwszy Touran z silnikiem 2.0 TDI (PD) pod maską to auto wysokiego ryzyka, a od egzemplarzy z początku produkcji powinniście szczególnie trzymać się z daleka. Żeby było ciekawiej, tym razem również wybraliśmy wersję 2.0 TDI/ 140 KM. Jednak to już zupełnie inna jednostka: otrzymała zasilanie common rail, została też zmodernizowana i poprawiona od czasów nieszczęsnego prologu z Touranem I w roli głównej.

Volkswagen Touran - wnętrze

Bogate bazowe wyposażenie wersji Highline dodatkowo rozszerzyliśmy o: dwusprzęgłowy „automat” DSG, nawigację GPS, amortyzatory ze zmienną siłą tłumienia i trzeci rząd siedzeń. Ponadto dorzuciliśmy: tzw. asystenta pasa ruchu, system ułatwiający parkowanie, brązowy lakier metalizowany i sporo innych dodatków, które wiele rodzin chciałoby mieć, ale... nie może. Niestety, ceny wyposażenia dodatkowego trudno w przypadku VW uznać za promocyjne. Za tak bogato skompletowanego Tourana musieliśmy zapłacić prawie 140 tys. zł – to naprawdę dużo. Oczekiwania były więc adekwatnie wysokie.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

Już po pierwszych dłuższych trasach zorientowaliśmy się jednak, że pod nazwą „Touran” kryje się teraz całkowicie inny samochód, który nie powinien mieć problemów z pokonaniem 100 tys. km. Diesel zasilany common railem pracował cicho oraz łagodnie i sprawiał, że za dawnym „młóceniem” pompowtryskiwaczy raczej nie tęskniliśmy. Pochwały należą się też inżynierom Volkswagena za adaptacyjne zawieszenie – dobrze wyciszone i przyjemnie komfortowe. Wysoka jakość wykonania to już standard w Volkswagenach – pozytywne odczucia potwierdza dziennik testowy.

Kolejny wpis: ta 1000-kilometrowa podróż minęła w mgnieniu oka! Nawet sceptycy – którzy z początku określali Tourana mianem topornego wózka do wożenia dzieci – szybko pozbyli się wątpliwości. Im dłuższa trasa, tym bardziej pochlebne opinie: przestronny, praktyczny i łatwy w obsłudze rodzinny samochód, na dodatek całkiem żwawy. Ciężko byłoby za to o naszym „maratończyku” powiedzieć, że jest ładny.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

Doznania estetyczne zeszły jednak na drugi plan dzięki ponadprzeciętnej funkcjonalności auta. Widoczność we wszystkich kierunkach okazuje się doskonała, a oba pierwsze rzędy siedzeń zapewniają podróżnym mnóstwo miejsca. Dodatkowe siedziska w bagażniku nadają się co prawda jedynie dla dzieci, ale to akurat normalne w przypadku kompaktowego vana – konkurenci nie są w tym względzie lepsi. Wyprostowana pozycja za kierownicą niektórym z testujących przypadła do gustu – przypomina te najstarsze, urocze generacje VW Transportera – inni mieli wrażenie podróżowania ciągnikiem siodłowym.

Volkswagen Touran - układ napędowy

Zgodność panowała w kwestii oceny jednostki napędowej. Dobra dynamika, przyzwoite spalanie – Touran średnio w trakcie testu zużył 7,4 l oleju napędowego na każde 100 km. Narzekano jedynie na działanie systemu start-stop. Otóż czasem silnik uruchamiał się z wyraźnym szarpnięciem, innym razem układ zwlekał z odpaleniem motoru akurat wtedy, gdy trzeba było szybko ruszyć. Najbardziej „ekologicznego pomocnika” ogłupiały sytuacje, kiedy bezpośrednio po wyłączeniu silnika konieczny był ponowny rozruch. Cóż, najważniejsze, że sam motor przetrwał trudy naszego maratonu w bardzo dobrej kondycji.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

W pamięci mieliśmy jeszcze poważne problemy Tourana 2.0 TDI PD, ale tym razem wszystko skończyło się dobrze – demontaż jednostki napędowej nie wykazał w zasadzie żadnych śladów zużycia. Natomiast powszechnie chwalona inteligentna skrzynia DSG zaczęła po przejechaniu 50 tys. km nieprzyjemnie poszarpywać, wyczuwalnie wydłużył się też czas zmiany przełożeń. Przy stanie licznika 65 421 km w przekładni wymieniono jednak olej i przykre objawy ustały.

W trakcie testu na uznanie zapracowały systemy wspomagające bezpieczeństwo jazdy. W końcu asystent pasa ruchu, który robi kawał dobrej roboty – chwali dziennik testowy. Nasi kierowcy docenili też adaptacyjne ksenony, gdyż układ zawsze bezbłędnie wybierał moment, w którym należało przełączyć ze świateł drogowych na mijania. Bardzo przydatny dodatek!

Niewiele dobrego powiemy za to o systemie nawigacji RNS 510. Urządzenie to krytykowaliśmy zresztą już nieraz w przypadku innych modeli koncernu VW: nieintuicyjny sposób wpisywania celu, dziwny algorytm wyznaczania trasy, brak systemu Bluetooth. Układ RNS 510 po prostu nie licuje z wysokimi aspiracjami koncernu VW i jest za drogi jak na możliwości, które oferuje. Nowy Golf nieprzypadkowo otrzymał zmieniony system nawigacyjny. Skoro już mowa o wadach naszego „maratończyka”, to tylna klapa zamykała się bardzo niechętnie i z reguły trzeba było mocno nią trzasnąć, strasząc przy okazji dzieci siedzące z tyłu.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

Z kolei przymocowanie fotelików wymagało mozolnych poszukiwań zaczepów Isofix, ukrytych głęboko w fałdach beżowej tapicerki. Owszem, wnętrze wyglądało po 100 tys. km całkiem znośnie, mimo to rozsądni rodzice powinni zamówić jednak ciemniejsze fotele.

Na koniec usterki. W przednim podłokietniku zabrakło blokady, co powodowało jego ciągłe przesuwanie się w przód (podczas hamowania) i w tył (w trakcie rozpędzania). Jednemu z testujących podczas ustawiania oparcia fotela zostało w ręku pokrętło do regulacji. I to wszystko, więcej defektów nie było. Jak na 100 tys. km oraz auto, w którym często jeździły dzieci, to chyba niezły wynik? Koniec końców kompaktowy van VW otrzymał dwa punkty karne i w pełni zasłużoną szóstkę.Zadanie udało się zatem wykonać – Touran w dużej części odzyskał twarz. Jest trzecim Volkswagenem (obok Golfa VI oraz Tiguana), który zapracował na ocenę celującą. Wygląda więc na to, że dla Wolfsburga nastały naprawdę lepsze czasy.

Volkswagen Touran - rozbiórka auta po 100 tys. km

Rzeczoznawca Dekry, który z aptekarską dokładnością bada dane auto, ale nie potrafi stwierdzić żadnych uchybień, to naprawdę przykry widok... A tak było właśnie w przypadku Tourana. Zamiast poważnych usterek i ciekawego materiału do analizy – tylko drobne niedociągnięcia. Urwane pokrętło do regulacji odcinka lędźwiowego w jednym z foteli, brak blokady przedniego podłokietnika czy poluzowane mocowania maty wygłuszającej komorę silnika naprawdę trudno uznać za poważne wpadki.

Może więc napęd? Przez chwilę wydaje się nawet, że fachowiec z Dekry wreszcie odkrył poważną usterkę: oto na bloku jednostki napędowej widać wyraźne ślady oleju. Szybko jednak wychodzi na jaw, że środek smarny wydostał się z manszety półosi napędowej, a za całe zamieszanie prawdopodobnie odpowiada kuna (charakterystycznie nadgryziona gumowa osłona). Najwyraźniej zwierzę postanowiło sprawdzić, jak smakuje guma, z której wykonano osłony przegubów.

Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?
Foto: Auto Świat
Volkswagen Touran na dystansie 100 tys. km: czy okazał się bezawaryjny?

Tymczasem nieco zrezygnowany rzeczoznawca Dekry zapisuje w notatniku uwagę dotyczącą powierzchniowej korozji na elementach przedniego i tylnego zawieszenia. Natomiast badanie profili zamkniętych i karoserii wypadło pomyślnie – nigdzie ani śladu brązowego nalotu. W dobry obraz całości wpisują się wyniki pomiarów. Wizyta na hamowni wykazała, że nasz Touran rozwija moc o 2,5 KM wyższą od deklarowanej przez Volkswagena. Średnie spalanie na odcinku próbnym (7,0 l na 100 km) też zasługuje na uznanie.

Wada: na początku testu niemiecki van lepiej przyspieszał i był bardziej elastyczny. Spadek osiągów jest co prawda minimalny (i raczej nieodczuwalny dla kierowcy), lecz większość naszych „maratończyków” po przejechaniu 100 tys. km mogła pochwalić się osiągami lepszymi od tych zmierzonych tuż po rozpoczęciu testu. Nieznacznie spadła też skuteczność układu hamulcowego, ale niecałe 38,5 m potrzebne do zatrzymania z prędkości 100 km/h to i tak przyzwoity wynik. Na początku testu Touran zatrzymywał się o niecały metr bliżej.

Podsumowanie

W tym miejscu refleksja może być tylko jedna: czemu tak nie od razu? Czy naprawdę potrzebna była wpadka z pierwszym Touranem? Przecież modele z Wolfsburga nigdy nie należały do specjalnie atrakcyjnych cenowo, a adekwatna jakość pojawiła się dopiero niedawno. Na uwagę zasługuje fakt, że jest to trzeci model Volkswagena z tak wysoką oceną końcową – wygląda na to, że Wolfsburg w końcu wziął się do roboty i buduje naprawdę dobre samochody.