Możecie obejrzeć najnowsze Lambo, ale tylko stojące – no cóż, fajniej byłoby móc się kawałek przejechać, ale nie ma co narzekać – w końcu samochód zostanie oficjalnie zaprezentowany w marcu 2014 r. w Genewie. Wchodzimy w to! Może uda się odpalić silnik?

Udało się! Dziesięciocylindrowy motor słychać pewnie w oddalonej od miejsca naszej prezentacji o 10 km siedzibie firmy w Sant'Agata Bolognese. Jest ostry, nieokrzesany i do tego głośny. Bardzo głośny. Pełen szacunek! Nowa jednostka rozwija 610 koni – o 40 więcej niż w Gallardo. Co równie ważne: choć Lamborghini nie stosuje turbodoładowania, udało się wykrzesać aż 560 Nm maksymalnego momentu obrotowego.

A ponieważ nasz „włoch” ma nadwozie wykonane z lekkich materiałów (karbon i aluminium) udało się osiągnąć niską masę własną – 1422 kg. Ludzie z Sant'Agata zapewniają, że auto ma spalać średnio 12,5 l/100 km, ale jakoś nie robią tego zbyt przekonywująco.

Co innego sprint do 100 km/h – tu inżynierowie Lambo zapowiadają, że bolid będzie w stanie wykręcić czas 3,2 s, a rozpędzenie się do 200 km/h ma zabrać mu niecałe 7 s. Prędkość maksymalna to 325 km/h. Na szczęście firma odesłała na zasłużoną emeryturę sekwencyjną, 6-biegową skrzynię i zastąpiła ją 7-biegową przekładnią dwusprzęgłową.

Ten, komu wydaje się, że Huracan to purystyczny pojazd, może przeżyć szok, gdy zajrzy do środka. Nawet potężni, 2-metrowi mężczyźni zmieszczą się tu bez problemu. Pozycja żaby za kierownicą to już przeszłość. A do tego ten aromat wnętrza – wszystko wyłożono delikatną, pachnącą skórą najwyższej jakości, listwy są wykonane z prawdziwego karbonu, wszystko dopracowano w najmniejszych nawet detalach. Elementy znane z Audi, które często można było zobaczyć w Gallardo, zniknęły!

Najważniejszy przycisk znajduje się na konsoli środkowej. Pod czerwonym zabezpieczeniem znajduje się klawisz start/stop, który uruchamia 610 koni. Naciskamy!