Takie rzeczy się nie zdarzają, a już na pewno nie podczas aukcji tak prestiżowego domu, jak RM Sotheby's. A jednak widzieliśmy to na własne oczy i udało nam się też nagrać całe wydarzenie. Zobaczcie poniższy film:

Co tu się wydarzyło?

Sobota, 17. sierpnia 2019, godzina 21:05. Końcówka trzeciego dnia aukcji kolekcjonerskich samochodów, organizowanej przez renomowany dom RM Sotheby's w ramach Monterey Car Week. Na sali wiele wielkich nazwisk i znanych twarzy ze świata motoryzacji. Obok mnie stoi Marc Lichte (naczelny stylista Audi), na wyciągnięcie ręki mam też Magnusa Walkera (niepokornego modyfikatora i kolekcjonera Porsche), ponoć na sali jest także Wolfgang Porsche, czyli wnuk Ferdynanda, nestor rodu i de facto współwłaściciel koncernu VW. Inni kolekcjonerzy, którzy wolą pozostać anonimowi, robią swoje „zakupy” za pośrednictwem telefonu lub internetu.

Pod młotek poszły już 172 samochody, z czego najdroższy – McLaren F1 LM – sprzedał się za 19 805 000 dolarów. Czyli przeszło 78 milionów złotych! Sensacja, jednak to wcale nie ten samochód jest gwoździem programu, lecz obiekt z numerem aukcyjnym 362: Porsche* (wyjaśnienie gwiazdki na końcu tekstu) Typ 64 z 1939 r. – najstarszy sportowy samochód z napisem Porsche na masce, jeden z trzech zbudowanych i jedyny kompletnie zachowany. Z oryginalną, poprzecieraną tapicerką, na której niegdyś siadał sam Prof. Dr. Ferdinand Porsche. Gdzieś zza pleców słyszę „That's a f**ing big deal, man!” W rzeczy samej, gruba sprawa.

Wielki „hype” wokół „świętego graala”

Inne samochody tej aukcji po prostu wjeżdżają lub są wpychane kolejno na scenę i rozpoczyna się licytacja. Aukcję Typu 64 poprzedza jednak krótka projekcja pięknego filmu z tym samochodem. „Hype” jest niesamowity. Chris Harris z Top Geara miał nawet zaszczyt kilka tygodni wcześniej przejechać się tym „świętym graalem” i podzielić wrażeniami przed kamerą. Medialnie temat został rozgrzany do czerwoności. Ceny minimalna i szacunkowa są „available upon request” czyli „powiemy Ci, jeśli uznamy, że ta wiedza jest Ci naprawdę niezbędna”. Licytować mogą tylko osoby uprzednio zarejestrowane i zweryfikowane. Opcja uczestnictwa przez internet w przypadku obiektu nr 362 nie działa. A sala zaczyna pękać w szwach i ciągle dochodzą kolejni goście.

Film się kończy, auto wjeżdża na scenę, aukcjoner w kilku zdaniach wymienia kluczowe fakty o Typie 64 i rozpoczyna licytację: „we'll start bidding at thirteen milion dollars” (rozpoczniemy licytację od trzynastu milionów dolarów). Sala odpowiada jękiem niedowierzania, po czym aukcjoner jakby chcąc jeszcze bardziej podkręcić atmosferę mówi „I know, thirty milion dollars!” (wiem, trzydzieści milionów dolarów). Wśród publiczności pojawiają się szepty „does he mean thirty or thirteen?” (on ma na myśli trzydzieści czy trzynaście?) Typowe... Jakiś miliard mówiących po angielsku osób na świecie zna ten problem. Fonetyczna różnica w wymowie liczb 13 i 30 w języku angielskim jest dość subtelna, a w sytuacjach szybkiego ich wypowiadania (jak w tym przypadku) wręcz niemożliwa do wychwycenia – bo kluczowe na końcu „długie i” lubi być skracane, a „n” wręcz „zjadane” przez mówcę. I tak samo jest z liczbami 14 i 40, 15 i 50... aż do 19 i 90.

Aukcja startuje od... 30 milionów dolarów!

Na telebimach jednak pojawia się kwota... $30,000,000. Czyli jednak? Atmosfera robi się gorąca, sala wstrzymuje oddech. A cena zaczyna rosnąć w zawrotnym tempie. Z tyłu sali, gdzie stałem, las podniesionych rąk z telefonami sprawiał, że nie sposób było wychwycić tych, którzy podnosi rękę by licytować. Ale najwyraźniej aukcjoner ze sceny widział ich bardzo dobrze, bo błyskawicznie podbijał stawkę. 30,5 miliona..., 40..., 40,5..., 50..., 50,5 miliona dolarów! W tym momencie wyglądało na to, że Porsche* Typ 64 zostanie najdroższym samochodem kiedykolwiek sprzedanym na aukcji. Rok temu, dokładnie w tym samym miejscu podczas tego samego wydarzenia ten rekord pobiło Ferrari 250 GTO, które zmieniło właściciela za 48,4 mln dolarów. A Ferrari 250 GTO zachowało się kilkadziesiąt razy więcej niż Typów 64.

Tymczasem cena Typu 64 „szła dalej w kosmos”. 60 milionów, 60,5 miliona dolarów... Szok i niedowierzanie! Przynajmniej takie kwoty były kolejno wyświetlane na ekranach, od razu przeliczane na funty, franki, dolary hongkońskie oraz jeny i pewnie też komunikowane licytującym przez telefon. Działało to też sugestywnie na obecnych na sali, którzy już nie wsłuchiwali się w to, czy aukcjoner w swoim słowotoku choćby śladowo akcentował „n” na końcu wymawianych liczebników czy też nie. Jednak zastanawiający był fakt, że cena rosła na zmianę o 0,5 i 9,5 miliona...

W 50 sekund do 70 milionów dolarów

Kiedy cena doszła do 70 milionów (a jak widać na filmie trwało to zaledwie 50 sekund od rozpoczęcia licytacji), aukcjoner najpierw wyraźnie powtórzył sześć (!) razy „seventy milion” (siedemdziesiąt milionów), po czym równie wyraźnie wypowiedział „seventeen milion” (siedmnaście milionów). Czyli nagle się zreflektował? Zauważył błąd na ekranie? Nie! Bo zaraz po tym z jego ust padło... „seventy-one” (siedemdziesiąt jeden)! Aukcjoner ostatecznie jednak szybko się poprawił: „It's not seventy, guys, it's seventeen. It's still exciting to write down seven zero, pardon my pronunciation!” (Ludzie, to nie siedemdziesiąt, a siedemnaście. Siedem zero wciąż ekscytuje, wybaczcie moją wymowę!).

I nagle kwota na ekranach zmienia się z $70,000,000 na $17,000,000. W tym momencie jednak już nikt na sali nie ufa temu, co się dzieje na scenie. Rozlega się buczenie, zaczynają głośne dyskusje, niektórzy nawet zaczynają się śmiać. Aukcjoner powtarza jeszcze czterdzieści trzy razy swoje „seventeen” (z czego niektóre nadal brzmią bardziej jak „seventy”), ale jego głos coraz bardziej zagłuszają rozmowy obecnych na sali. Jego słowotok przerywa towarzyszący mu na scenie współpracownik, który przypomina kluczowe fakty z historii auta. Aukcjoner nie daje za wygraną i jeszcze czterdzieści siedem razy przypomina nam aktualną cenę siedemnastu milionów dolarów. W swej rozpaczy zwraca się nawet bezpośrednio do niektórych licytujących, ale nikt już nie ma odwagi podbić ceny. Po niemal 7 minutach pada młotek, auto zjeżdża ze sceny, jak się potem okazuje, niesprzedane. Kolejny obiekt aukcyjny wjeżdża na scenę, tymczasem sala powoli pustoszeje.

Czy to był żart?

Co tu się właśnie wydarzyło? Czy to była zaplanowana akcja by podgrzać jeszcze bardziej atmosferę wokół tego auta? A może wcale nie chodziło o to, by je sprzedać, tylko była to forma „dodatkowej atrakcji” tej aukcji? Czy jednak słaby żart aukcjonera? Czy może po prostu osoba obsługująca telebimy źle go zrozumiała, tak jak większość obecnych na sali? Czy w ogóle ktoś licytował?

W oświadczeniu RM Sotheby's czytamy między innymi, że „W żadnym wypadku nie był to żart, doszło do nieszczęśliwej pomyłki wzmocnionej ekscytacją panującą na sali". Reputacja domu aukcyjnego RM Sotheby's na pewno została przez to wystawiona na próbę. Czy kupujący stracą zaufanie i zyskają na tym konkurencyjne domy aukcyjne? Raczej nie, bo tego samego wieczoru sprzedano jeszcze kilka samochodów. Aczkolwiek ostatecznie zweryfikuje to kolejna duża aukcja organizowana przez RM Sotheby's.

Najbardziej w tym wszystkim stratny jest jednak sam samochód i jego właściciel. Szacuje się, że auto mogło się sprzedać za 20 milionów dolarów. Dom aukcyjny twierdzi, że oferty licytujących były mimo wszystko wiążące i najwyższa wyniosła 17 milionów dolarów, jednak do sprzedaży nie doszło.

Więc ile jest tak naprawdę warte Porsche* Typ 64? Pokaże to następna aukcja tego samochodu. O ile w ogóle kiedykolwiek do niej dojdzie.

Dlaczego Porsche* Typ 64 to nie prawdziwe Porsche?

*O Porsche Typ 64 właściwie powinno się mówić Pra-Porsche, bowiem to auto powstało w 1939 r., jeszcze zanim Porsche funkcjonowało jako marka samochodów sportowych. Typ 64 to ogniwo łączące KdF-Wagena (pierwotnego VW Garbusa) z pierwszymi Porsche, czyli Gmünd Coupe i 356 Roadster. Ma wiele części z KdF-Wagena, ale też z Fiatów i innych samochodów. Na masce faktycznie widnieje napis Porsche i zostało skonstruowane wspólnie przez Ferdynanda Porschego i jego syna, Ferry'ego na zlecenie Adolfa Hitlera. Miało wystartować w rajdzie Berlin-Rzym, który jednak nigdy się nie odbył z powodu wybuchu II wojny światowej. Autem jeździli obaj panowie Porsche i stanowiło ono też pierwszy krok w rozwoju wspomnianych pierwszych, prawdziwych sportowych aut tej marki.