2 tys. zł mandatu i 15 punktów karnych - to jedno z tych wykroczeń, które w taryfikatorze zostały "wycenione" najsurowiej. Co prawda omawiany przepis powoduje również tak skrajnie niebezpieczne sytuacje jak na poniższym nagraniu, ale w zdecydowanej większości przypadków wina kierowców jest jednoznaczna.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Powyższą sytuację szczegółowo opisaliśmy w tym artykule: Kierowcy dostali po 2000 zł mandatu. A kto zawinił?, dlatego dziś skupimy się na przepisie będącym podstawą do wystawiania tak wysokich mandatów.

Mandaty dla tych, którym nie chce się poczekać

W polskich przepisach znajdziemy taki oto zapis:

Przepisy te są doprecyzowane w taryfikatorze mandatów, który stanowi, że:

  • Naruszenie przez kierującego pojazdem zakazu objeżdżania opuszczonych zapór lub półzapór oraz wjeżdżania na przejazd, jeśli opuszczanie ich zostało rozpoczęte lub podnoszenie ich nie zostało zakończone – 2000 zł (lub 4000 zł w przypadku recydywy).
  • Naruszenie przez kierującego pojazdem na przejeździe kolejowym zakazu wjazdu za sygnalizator przy sygnale czerwonym, czerwonym migającym lub dwóch na przemian migających sygnałach czerwonych, lub za inne urządzenie nadające te sygnały – 2000 zł (lub 4000 zł w przypadku recydywy).

Dodatkowo taryfikator punktów karnych przewiduje za powyższe wykroczenia karę 15 punktów.

Długi weekend a mandaty

W okresie dużego natężenia ruchu, korków i pośpiechu towarzyszącego wyjazdom na długi weekend jest jeszcze łatwiej o złamanie powyższych przepisów. Tymczasem ze statystyk wynika, że za 99 proc. wypadków na przejazdach kolejowych odpowiadają kierowcy, w tym ci, którym się spieszy. Właśnie dlatego policjanci bezwzględnie egzekwują opisywane przepisy i surowo karzą kierowców za ich złamanie. Kto nie poczeka, ten musi się liczyć z surową karą.