Ale tym razem będzie zupełnie o czymś innym. Pośpiesznych kierowców „goniących węża” zostawię w spokoju, choć oczywiście życzę im pozytywnej przemiany. Napiszę natomiast o kilku sytuacjach, w których nadgorliwość w używaniu kierunkowskazu – a może raczej niewiedza na temat tego, kiedy należy go włączyć – może doprowadzić do kolizji.

Włączaj kierunkowskaz dopiero przed ostatnią możliwością skrętu

Wyobraź sobie, że czekasz na wyjazd z drogi podporządkowanej. Po poprzecznej drodze głównej z lewej strony zbliża się czerwone auto z włączonym prawym kierunkowskazem.

Zakładasz – poniekąd całkiem słusznie – że skoro ten kierowca sygnalizuje skręt w uliczkę, z której Ty zamierzasz wyjechać, to dokładnie tak zrobi. Wyjeżdżasz więc powoli i ku swojemu przerażeniu stwierdzasz, że czerwone auto w ogóle nie hamuje, tylko – mimo włączonego prawego kierunkowskazu – wcale nie zamierza skręcić i jedzie dalej prosto!

W ostatniej chwili naciskasz z całej siły na hamulec, kierowcy czerwonego auta udaje się ominąć przód Twojego samochodu bez podejmowania manewru obronnego. Ten kierowca następnie dojeżdża do kolejnego skrzyżowania – cały czas z włączonym prawym kierunkowskazem – i tam spokojnie skręca w prawo.

Postulat do kierowcy czerwonego auta i jemu podobnych: pamiętajcie, aby kierunkowskaz włączać dopiero przed ostatnią możliwością skrętu. Nie włączajcie go, jeżeli mielibyście ominąć wcześniejsze możliwości skrętu, a pojechać prosto.

Foto: Auto Świat
Kolizja na skrzyżowaniu

Jeżeli na przykład zamierzacie skręcić w prawo, a do miejsca skrętu ominiecie jeszcze kilka wyjazdów z osiedla z prawej strony, to kierunkowskaz włączajcie dopiero przed tym wyjazdem, w który zamierzacie skręcić. Inaczej dezorientujecie innych uczestników ruchu i narażacie kierowców na bardzo niebezpieczne uderzenie w drzwi kierowcy.

Wniosek dla kierowców wyjeżdżających z drogi podporządkowanej na drogę główną: upewnijcie się, czy auto, sygnalizujące zamiar skrętu w uliczkę, z której zamierzacie wyjechać, rzeczywiście zahamuje i w nią skręci. Jeżeli nadjeżdżające auto długo nie zwalnia, to miejcie się na baczności – może pojechać prosto!

Nigdy nie włączaj kierunkowskazu wtedy, kiedy ktoś Cię jeszcze wyprzedza!

To jest bardzo ważna uwaga. Powiedzmy, że wyprzedzasz dwa samochody, na drodze dwukierunkowej, poza terenem zabudowanym. Wszystko zrobiłeś zgodnie ze sztuką: skontrolowałeś widok w lusterkach, zredukowałeś bieg, zasygnalizowałeś rozpoczęcie manewru kierunkowskazem z odpowiednim wyprzedzeniem.

Rozpoczynasz najbardziej niebezpieczną fazę wyprzedzania: znalazłeś się na przeciwległym pasie ruchu. Kiedy już prawie wyprzedziłeś pierwsze auto, jego kierowca nagle włącza lewy kierunkowskaz!

Foto: Igor Kohutnicki / Auto Świat
Wyprzedzanie

To był odruch – szarpnąłeś kierownicą w lewo. Twoje auto na moment utraciło stabilność jazdy, wyniosło je na lewą stronę drogi. Nacisnąłeś na hamulec. Na szczęście Twój pojazd ma ABS i ESP. Po kilku sekundach walki Twój samochód wytracił prędkość i wylądował na poboczu dla przeciwnego kierunku ruchu. Całe szczęście, że było bardzo szerokie, a z przeciwka nic nie jechało.

A kierowca samochodu, który spowodował całe to zamieszanie, spokojnie pojechał dalej. Co on właściwie takiego zrobił? Według niego – nic dziwnego. Po prostu uznał, że skoro ma zaraz po Tobie rozpocząć wyprzedzanie, to trzeba włączyć kierunkowskaz… Odpowiednio wcześniej.

Bo czy tego nie słyszał na kursie? Sygnalizuj przed, a nie w trakcie manewru? No tak, ale w tym przypadku warunki do bezpiecznego rozpoczęcia manewru nie były spełnione. Jego auto było jeszcze wyprzedzane przez Twoje. Włączył kierunkowskaz o kilka sekund za wcześnie.

Kierunkowskaz, który miga, miga, i nic się nie dzieje. Co robisz?

Inna sytuacja. Jedziesz za samochodem, który próbuje wyprzedzić autobus. Próby polegają na tym, że ma ciągle włączony lewy kierunkowskaz. Podjeżdża do osi jezdni, przyspiesza, zwalnia. Kierunkowskaz ciągle jest włączony.

W końcu uznajesz, że zrezygnował z wyprzedzania i sam się za nie zabierasz. Oczywiście dokładnie w tym samym momencie kierowca auta przed Tobą też rozpoczyna ten manewr.

Kierunkowskaz włączaj we właściwym momencie.

Ktoś może powiedzieć, że to Twoja wina, bo zignorowałeś sygnalizowanie manewru przez kierowcę przed Tobą. Ale z drugiej strony jego zachowanie było bardzo nieroztropne, bowiem trzymając kierunkowskaz non stop włączony przez ponad minutę, uniemożliwił Ci odczytanie właściwego momentu rozpoczęcia wyprzedzania.

Inna sprawa, że takiego zachowania mogły go nauczyć… Polskie drogi, na których kierowcy powoli zabierający się do wyprzedzania i próbujący zachować bezpieczny odstęp od poprzedzającego auta są brutalnie wyprzedzani przez innych kierowców, którzy wciskają się tuż przed zderzak, kiedy z przeciwka coś nadjedzie.

A jakie są Twoje doświadczenia z używaniem kierunkowskazów przez kierowców innych aut? Przytrafiła Ci się kiedyś jedna z sytuacji, opisanych w tym artykule? Zapraszam do komentowania!