Czasy, gdy w Polsce wielu ludzi dobrze żyło ze składania Polonezów z nowych części i sprzedawania ich z dużym zyskiem, dawno minęły. Dziś, naprawiającauto, szczególnie w autoryzowanych serwisach posługujących się cennikami oryginalnych części, mamy wielokrotnie wrażenie, że ta drobna, jak się wydaje, naprawa kosztuje za dużo – szczególnie biorąc pod uwagę całkowity koszt nowego auta.

Tak na zdrowy rozum: jeśli naprawa układu wtryskowego w 3-letnim aucie z łatwością osiąga rząd wielkości 20 tys. zł, czy oznacza to, że wtrysk paliwa jest najdroższym podzespołem w samochodzie?

Albo: jak to jest, że naprawę niewielkiej stłuczki, gdy samochód dojeżdża do serwisu na własnych kołach i uszkodzone są tylko plastikowe elementy, serwis potrafi wycenić na 15 tys. zł i więcej?

Rozkładamy Peugeota

By poznać odpowiedzi na te pytania, rozłożyliśmy (wirtualnie) na śrubki Peugeota 308 – auto, do którego oryginalne części mają stosunkowo niskie ceny i użytkownicy nie stają przed dylematem: kupić filtr cząstek stałych za 10 tys. zł czy wyciąć cały układ i dymić, ale za darmo.

W cenniku części do tego auta nie znajdziemy turbosprężarki za 15 tys. zł, mamy więc pełną świadomość, że w przypadku wielu konkurentów, szczególnie koreańskich czy japońskich marek, uzyskalibyśmy końcowy wynik o 2-3 razy wyższy coś na poziomie 1,5 miliona zł za części do zbudowania popularnego samochodu. Nie trzeba być fachowcem, aby stwierdzić, że to jakiś absurd.

Co drogie, a co nie

Zaczynamy od szkieletu nadwozia. Tu czeka nas miła niespodzianka: 7200 zł za dach ze słupkami, podłogą, tylnymi błotnikami, przegrodą czołową itp. Zamówienia na takie części są jednak rzadkością.

Można zapytać: po co takie rzeczy ciąć i naprawiać, skoro są tak tanie? Cóż – trzeba by rozebrać cały samochód, wielu części nie dałoby się użyć ponownie i koszt wzrósłby diametralnie. Więcej kosztują części, które choć są mniejsze i wytwarzane w milionach egzemplarzy instalowanych w dziesiątkach modeli, potrzebne są często, np. układ wtryskowy silnika.

Tu sterownik, tam pompa, wtryskiwacze, podkładki, przewody – i kwotę 30 tys. zł przekraczamy z łatwością, a to mniej więcej połowa wartości nowego auta. Drugą połowę nazbieramy, składając z części zawieszenie i hamulce – choć i w tym przypadku widać, że Peugeot, wyceniając elementy eksploatacyjne, nie jest tak łasy na pieniądze jak choćby Mitsubishi czy Hyundai.

Hurtem taniej!

Jeśli kupujesz złożony silnik (bez urządzeń peryferyjnych, wtrysku, alternatora, rozrusznika itp.) – przydatny, gdy np. zerwie się w aucie pasek rozrządu albo obrócą się panewki – i nie chcesz budować nowego silnika ze śmieci, tzw. słupek do „308” kosztuje ok. 25 tys. zł. Ale złożony z części – już nawet 50 tys. zł.

Silnik wraz z kompletnym osprzętem złożymy za, bagatela, 100 tys. zł. Oczywiście nikt tego nie kupi, bardziej opłacałoby się wyjechać z salonu kompletnym samochodem. Jeśli jednak dojdzie do poważnej usterki po gwarancji, to masz, użytkowniku, problem.

Co nabija koszty?

Jeśli jest potrzeba wywindowania rachunku za stłuczkę, to nie da się tego zrobić, zliczając ceny wyłącznie dużych części. Koszty „robi się” na niezbędnych detalach: podkładkach, listewkach, maskownicach, osłonkach, wspornikach itp.

Im droższa wersja samochodu, tym więcej kosztownych detali, silniczków w reflektorach itp. Jeśli do tego doliczymy koszty robocizny, starannie doliczając do rachunku każdy nieśpieszny ruch mechanika, nic dziwnego, że rachunek jest nieakceptowalny dla osoby, która miałaby go pokryć z własnej kieszeni.

Takie faktury pokrywają głównie firmy i ubezpieczyciele, ale oni potrafią się coraz skuteczniej bronić, po prostu zaniżając odszkodowania. A właściciele radzą sobie, kupując części z rozbiórki wraków lub z kradzieży, naprawiając tylko to, co niezbędne i obniżając koszty naprawy o kilkadziesiąt procent – co i tak nie oznacza tanio.

Zamiennik? To nie zawsze możliwe

Koszty napraw podwyższane są przez konstruktorów, którzy umieszczają precyzyjne i drogie elementy w miejscach, gdzie łatwo ulegają one uszkodzeniom. Nie brakuje aut, w których sterowniki silnika (koszt od kilku do kilkunastu tys. zł) usytuowane są tuż za błotnikiem na drgającym silniku. W strefie zgniotu znajdują się różnego rodzaju pompy, wiązki, czujniki i silniczki.

Coraz łatwiej przychodzi „skasowanie” samochodu w taki sposób, by nie opłacało się go naprawiać, a już na pewno nie u dilera. Problemy czekają jednak także tych, którzy nie mają wypadków i dbają o swoje auta, nie narażając ich na złe warunki eksploatacji. Wielu producentów, którzy po kilku latach od sprzedaży aut orientują się, że jakieś elementy są niedopracowane i psują się częściej, niż wynikałoby to ze statystyk, wycenia te właśnie części wyjątkowo wysoko.

Wysokie ceny części nie mają z reguły związku z kosztem ich wytworzenia, większą rolę gra np. to, że są niezbędne i trudno je zastąpić lub kupić inaczej niż w sklepie dilerskim.

Nie wszystko występuje bowiem w formie zamiennika. Dlatego zanim kupimy nowy samochód, warto sprawdzić przynajmniej, ile kosztują części eksploatacyjne do tego modelu i do kilkuletnich podobnych pojazdów tej marki.

Stłuczka czołowa za 35 tysięcy!

Koszt części potrzebnych do naprawy stłuczki jest jedynie szacunkowy, gdyż zależy nie tylko od modelu auta i zakresu uszkodzeń, lecz także od jego wersji. Inną cenę ma reflektor halogenowy (a te występują w różnych wersjach), a inną ksenonowy, mający nie tylko dodatkowe silniczki, lecz także zewnętrzne urządzenia zasilające, które również mogą się popsuć.

Rada: w przypadku stłuczki większość elementów z tworzyw sztucznych, o ile tylko mamy wszystkie połamane elementy, daje się skutecznie naprawiać (spawać). Do naprawialnych elementów należą m.in. zderzaki, ucha reflektorów oraz porysowane listwy – fakturę tworzywa też da się odtworzyć.