Wszystkie nowe auta sprzedawane od 2001 roku w Europie muszą być obowiązkowo wyposażone w układy samodiagnozy – elektronika sama powinna wykrywać usterki, szczególnie takie, które mogą być niebezpieczne dla pasażerów lub zagrażać środowisku. O tym, że auto ma taki układ, kierowca zwykle dowiaduje się wtedy, gdy na desce rozdzielczej zapala się kontrolka z symbolem silnika lub komunikat „check engine”. Radzimy, co wówczas robić?

Do zapalenia się kontrolki check engine wystarczy, że komputer sterujący silnikiem odnotuje nieprawidłowy sygnał z jednego z czujników lub wartości zmierzone przez czujnik wykroczą poza parametry założone przez producenta. Często powodem jest to, że np. zaśniedzieje styk lub do wtyczki dostanie się odrobina wilgoci. W przypadku mniej istotnych sygnałów, np. odczytu temperatury zasysanego powietrza, sterownik przyjmuje uśrednione, bezpieczne wartości.

Silnik może wtedy pracować z pozoru normalnie, ale np. pali więcej lub nie rozwija pełnej mocy. Trzeba wówczas pojechać do warsztatu i sprawdzić, co było przyczyną zapalenia się kontrolki check engine.

Uwaga! Wiele serwisów w takiej sytuacji proponuje skasowanie błędu, czyli wyczyszczenie pamięci komputera z informacji o zarejestrowanej usterce. Kontrolka check engine wtedy oczywiście zgaśnie, ale jeśli nie usuniemy przyczyny, wkrótce zapali się znowu. W większości aut taką pseudonaprawę możemy nawet wykonać sami – najczęściej, żeby „wyczyścić” komputer, wystarczy odpiąć na kilka minut akumulator.

Jeśli odnotowana przez sterownik usterka nie powtarza się, to po określonym czasie lub np. po pewnej liczbie uruchomień silnika kontrolka check engine zwykle gaśnie sama, kod błędu później może też być samoczynnie wykasowany z pamięci sterownika. Przyczyny takich znikających usterek bywają błahe, m.in. zbyt niskie napięcie w instalacji podczas rozruchu na mrozie, wypadające zapłony, gdy np. silnik zamókł w czasie wizyty w myjni.

Jeżeli jednak kontrolka check engine zapala się przy normalnej jeździe, to – nawet jeśli później sama gaśnie – lepiej pojechać do warsztatu, nie czekając na to, aż kod błędu zniknie z pamięci sterownika, i podłączyć auto do komputera diagnostycznego. Uwaga! Takie objawy występują po niefachowym zamontowaniu instalacji gazowej, ale to nie powód, żeby je ignorować. Nieuczciwi gazownicy stosują często tzw. emulatory, które samoczynnie gaszą kontrolkę. Przez to kierowca może nie dowiedzieć się w porę o poważnej awarii.

Taki objaw świadczy o tym, że sterownik zakwalifikował usterkę jako poważną i pozwala na kontynuowanie jazdy w tzw. trybie awaryjnym, przy ograniczonej mocy. W takiej sytuacji nie ma mowy o zwlekaniu z wizytą w serwisie. Czasem auto da się na jakiś czas zmusić do normalnej jazdy, np. poprzez skasowanie błędów, ale w ten sposób ryzykujemy, że usterka tylko się powiększy.

  • Awaria sondy lambda: usterka powoduje niewłaściwy skład spalin, gorsze osiągi, wyższe zużycie paliwa.
  • Usterka katalizatora lub filtra DPF: spaliny nie są dostatecznie oczyszczane ze szkodliwych substancji.
  • Usterka układu wtryskowego: do cylindrów trafiają niewłaściwe dawki paliwa, co zakłóca pracę silnika.
  • Zablokowanie zaworu recyrkulacji spalin (EGR): ogranicza skuteczność układu oczyszczania spalin.
  • Niesprawność układu zapłonowego: usterka wpływa na osiągi, niespalone paliwo może zniszczyć katalizator.