W tym roku Maserati GranTurismo obchodzi swoje 10. urodziny, co oznacza, że w świecie galopujących faceliftingów i nowych modeli prezentowanych co kilkanaście miesięcy jest po prostu samochodowym dinozaurem. To także oznacza, że jego niedoładowany silnik V8 produkcji Ferrari, który wydaje z siebie jeden z najpiękniejszych dźwięków w historii motoryzacji nadal jest dostępny pod maską. Jednostka o pojemności 4,7 l ma moc 460 osiąganą przy 7 tys. obr./min i 520 Nm maksymalnego momentu obrotowego.

Samochód dostępny będzie w dwóch wariantach – Sport i MC (Maserati Corse), oba wyposażone w sześciostopniową automatyczną skrzynię ZF. Sport ma przyśpieszać do 100 km/h w 4,8 s i rozwijać maksymalnie 299 km/h, podczas gdy MC będzie o 0,1 s i 2 km/h szybsze.

Z zewnątrz odświeżone modele najłatwiej rozpoznać po zmienionym zderzaku przednim z atrapą chłodnicy z zaostrzonymi krawędziami na wzór konceptu Alfieri. Nowe są także zderzaki z tyłu i wzory felg. I tyle. Więcej nie trzeba, bo GranTurismo zestarzało się z klasą i każda próba ingerencji w jego bryłę byłaby jak nieudana operacja plastyczna.

W środku największą zmianą jest zastosowanie bardziej nowoczesnych multimediów z dotykowym ekranem o przekątnej 8,4 cala oraz systemu audio Harman Kardon. Pokładowa elektronika dogaduje się też ze smartfonami i wyświetla ich funkcje na monitorze. Wnętrze można zamówić w wykończeniu skórzanym lub zamszowym.

Maserati GranTurismo zostało zaprezentowane statycznie przed siedzibą nowojorskiej giełdy papierów wartościowych, a debiut dynamiczny zaplanowano na najbliższy weekend podczas Goodwood Festival of Speed.