Darmowe sprawdzenie VIN

Wprowadź Numer VIN
i sprawdź Historię Pojazdu

Jak samodzielnie sprowadzić samochód zza granicy? Sprawdzamy, gdzie warto jechać po auto

24 lis 14 18:00
Udostępnij
0
Skomentuj

Dziś nawet Niemcy ściągają „używki” z Belgii, Danii, Holandii, Francji oraz Włoch. Sprawdzamy skąd warto sprowadzić używane auto

Zagraniczne auta używane przeznaczone na sprzedaż można podzielić na kilka kategorii. Najlepsze – bez wad, roczne i 2-letnie odbierane przez firmy leasingowe lub sprzedawane przez floty – nie trafiają do oferty publicznej. Wracają do... producentów, którzy rozprowadzają je przez swoje sieci dilerskie w różnych krajach.

Na aukcje „premium” nie są zapraszani ani klienci indywidualni, ani zewnętrzne firmy. Zresztą ceny tych aut i tak byłyby dla polskich klientów nieakceptowalne. Roczne i 2-letnie egzemplarze z zagranicy są u nas prawdziwą rzadkością nawet w komisach dilerskich. Powód? Po doliczeniu opłat urzędowych roczne „używki” z zagranicy byłyby droższe od ich nowych odpowiedników!

Druga kategoria to auta już nie tak dobre, a czasem wręcz wyraźnie niespełniające kryteriów stawianych samochodom, które mogą wrócić do producenta i trafić do europejskiego „rozdzielnika”. Są one jednak przynajmniej sprawdzone, dobrze opisane i mają z reguły niecofnięte liczniki. Można je kupić na aukcjach dostępnych online dla zarejestrowanych firm z całej Europy albo tylko dla dilerów samochodowych, lecz nie dla osób fizycznych.

W praktyce – mając firmę albo znajomego posiadającego REGON, można do takich samochodów dotrzeć. Niestety, nie sposób na nich zarobić. Kupujemy je na fakturę, której nie da się bez ryzyka wpadki zaniżyć ani też zmniejszyć polskich opłat urzędowych, w Polsce trzeba ponadto zapłacić pełny VAT. Nawet ceny wyjściowe są – dla przeciętnego Polaka – bez sensu. Ostatecznie o dobrym samochodzie z takiego źródła mogą myśleć osoby, które kupują go dla siebie i wolą przepłacić, niż polegać na uczciwości pośrednika.

Interesuje nas więc inne rozwiązanie: jedziemy w dwie-trzy osoby do Niemiec, Danii lub Holandii, znajdujemy interesujący nas samochód, kupujemy i wracamy – w miarę możliwości – na kołach. Ewentualnie, o ile celujemy w auta z widoczną wadą (mającą także wpływ na cenę), wynajmujemy lawetę. To zresztą najpopularniejszy – szczególnie wśród handlarzy – sposób kupowania używanych samochodów za granicą.

Żeby się opłacało, trzeba brać towar z dolnej półki: poobijany, z dużym przebiegiem, z widocznymi usterkami.

Żeby wstępnie zapoznać się z zagraniczną ofertą, wystarczy zajrzeć na strony internetowe takich portali, jak Mobile.de czy Autoscout24. Szybko zorientujecie się, że marże miejscowych handlarzy są raczej wysokie, prywatne oferty wyglądają ciekawiej. Inna sprawa, że trudno z nich skorzystać. Zanim dojedziecie na miejsce, auto często będzie już kupione przez miejscowego handlarza o arabskim lub tureckim nazwisku.

Czy warto jechać po auto do Niemiec?

Okazje się skończyły. Pojazdy wysoko wycenione i opisane w ogłoszeniach jako idealne to nierzadko złom, którego w Polsce nikt nie zechce – dziwne, że mają ważny przegląd.

Kolejna rzecz to wiarygodność ogłoszeń: niemiecki rynek samochodowy pod względem nasycenia oszustami cofającymi liczniki i robiącymi ładne, retuszowane zdjęcia niewiele różni się od naszego. Niestety, o ile w przypadku ofert handlarzy często od razu wiadomo, z czym mamy do czynienia (podany jest adres, widać plac komisowy na zdjęciach i można sobie wyrobić wstępną opinię, jakiego rodzaju jest to firma), o tyle pod hasłem „sprzedawca prywatny” może kryć się wszystko.

Tureccy czy libańscy fachowcy od handlu zużytymi samochodami zwyczajnie podszywają się pod prywatnych właścicieli. Bywa i tak, że auto jest fotografowane pod eleganckim dużym placem z samochodami, a gdy przyjeżdżamy pod wskazany adres, trafiamy pod blok mieszkalny czy też dom jednorodzinny, pod którym stoi kilka zmęczonych aut bez tablic rejestracyjnych (w Niemczech handlarze mogą wyrobić specjalne tablice, które wolno im założyć na dowolne niezarejestrowane auto w celu odbycia jazdy próbnej).

Tak czy inaczej, jeśli zależy wam na ładnym samochodzie z dobrym stosunkiem wartości do ceny, w pierwszej kolejności szukajcie prywatnych ofert, wystawianych przez rodowitych Niemców (a także Holendrów, Duńczyków itp.) w cenach na tyle wysokich, że nie są one atrakcyjne dla handlarzy. Unikniecie marży pośrednika, a praktyka uczy też, że przeciętny użytkownik auta (także w Polsce) jest mniej od handlarza skłonny do kręcenia liczników czy maskowania usterek.

W drugiej kolejności zainteresujcie się ofertą ładnych, dużych, a nawet dilerskich komisów, choć w tym wypadku szansa na znalezienie oferty przystępnej cenowo będzie nieduża. Dopiero w przypływie desperacji ogląda się auta sprzedawane przez drobnych pośredników (Turków, Libańczyków itp.).

Na giełdach i skupiskach placów, skąd złom odjeżdża do Europy Wschodniej, panuje wolnoamerykanka: auta są picowane, usterki maskowane, liczniki rutynowo cofane – jeśli nie znasz się dobrze na rzeczy, nawet tam nie jedź! Wyjazd na giełdę czy plac, gdzie urzędowy język danego kraju nie jest właściwie używany, to ostateczność!

Zwiedzamy skupisko komisów pod Berlinem, jesteśmy na placu zarządzanym przez Polaka. Wśród mniej lub bardziej zdezelowanych samochodów pod ścianą stoi powypadkowe Audi TT. Jest po dachowaniu, uderzone także tyłem, przodem i jednym bokiem. Szef właśnie opisuje stan samochodu przez telefon: No tak, oferta jest aktualna. Superauto, skóry, full wypas. No, jest porysowane, widzę, że jedną felgę trzeba będzie wypolerować, ale to nic dużego, wina pierzynkę dosłownie. Zapraszam, będzie Pan zadowolony.

W ten sposób wabi się naiwnych klientów z Polski. Oczywiście, rozmówca tego Audi nie kupi, ale skoro już zainwestuje w podróż, to łatwiej mu będzie poszerzyć budżet i wybrać coś innego. Szukanie samochodu ułatwia to, że handlarze używanych aut – czy to w Niemczech, czy w Holandii – otwierają swoje interesy po sąsiedzku.

Jeśli już traficie na „zagłębie”, będziecie mieli przed sobą tysiące ofert. Jeżeli jednak szukacie konkretnego modelu, najlepiej przed wyjazdem wydrukujcie kilka, a jeszcze lepiej kilkanaście ogłoszeń z internetu, z góry jednak przyjrzyjcie się każdemu z podejrzliwością. Nie ma sensu włóczyć się po Europie i spalać benzynę tylko po to, żeby obejrzeć kolejne auto, którego stan nie zgadza się z opisem.

Poleć
Udostępnij
0

Polecamy także:

gazeta
W tym tygodniu w sprzedaży: A w nim: Wskazujemy auta, które nie są odporne na korozję oraz co psuje się w elektronice samochodów. Sprawdzamy też kto produkuje trwalsze diesle, BMW czy VW? Oceniamy czy warto założyć instalację LPG i czy opłaca się regenerować amortyzatory ze zmiennym tłumieniem.
Czy sprowadzałeś samodzielnie auto zza granicy?
Tak

49 %

Nie

51 %

Tak
Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze (66)

No photo
No photo ~TrzyKa Użytkownik anonimowy
~TrzyKa :
No photo ~TrzyKa Użytkownik anonimowy
Uważajcie na komisy w przygranicznych landach. Ostatnio dziwiliśmy się, dlaczego lawety z autami jeżdżą do Niemiec, gdy te same auta były kilkanaście dni wcześniej targane do Polski. Tajemnica się rozwiązała - one przyjeżdżają do Polski na naprawy mechaniczne i blacharskie (sic!). A potem w komisie niemieckim będzie kartka z napisem unfall (czy jakoś tak). Niestety, uczciwość Niemców już nie jest taka jak kiedyś, szybko uczą się od Turasów, Polaków, itp.
10 sty 15 13:09 | ocena: 83%
Liczba głosów:12
83%
17%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~spec Użytkownik anonimowy
~spec :
No photo ~spec Użytkownik anonimowy
Generalnie kupuję auto nowe i jeżdżę nim do śmierci technicznej. Uważam, że jest to bardziej opłacalne niż kupienie za połowę ceny nowego "szrota" kilkuletniego, z nie wiadomo jakim przebiegiem, ile razy "pukniętego" - jeśli nie rozwalonego i "zdrutowanego" itp. Zaraz pewnie usłyszę, ile rocznie tracę na takim aucie. Odpowiadam więc "from moubtaun", że nic nie tracę, bo tego auta nie sprzedaję ;-). Jeden raz kupiłem auto używane, bo potrzebowałem czteronapędowca do ciągnięcia przyczepy z łódką, którą z tej przyczepy slipuję. Po długim namyśle kupiłem auto w Anglii z kierownicą po prawej stronie i przerobiłem na "left drive" w warsztacie, który profesjonalnie zjmuje się takimi przeróbkami na oryginalnych częściach. Wyszło drożej niż zakup auta z kierownicą po lewej w Niemczech czy we Francji, ale miałem pewny i niższy niż na kontynencie przebieg.
Generalnie - dużo lepiej kupić auto nowe, znać całą jego historię i mieć pewność, że dostawało w terminie i odpowiedniej jakości to, co dostać powinno.
14 wrz 14 15:19 | ocena: 73%
Liczba głosów:11
73%
27%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Bochumer Użytkownik anonimowy
~Bochumer
No photo ~Bochumer Użytkownik anonimowy
do ~anonim:
No photo ~anonim Użytkownik anonimowy
14 wrz 14 11:52 użytkownik ~anonim napisał
Corka mieszka w Germani na stale i robi rocznie 70 \ 100 tys km rocznie i jezdi nowym autem 2\ 3 lata i zmiana,jak kiedys napisalem na forum o jej przebiegach to wiekszosc uwazala ze to niemozliwe bo mysla , jak kupuje 2\ 3 letnie auto to ma niecale 10
Łżesz jak pies. Ty nie masz córki w Niemczech. Twierdzisz, że córka albo Niemiec jeździ w roku 70 do 100 tysięcy km. To wychodzi na dzień 330 do 480 km, na pokonanie takiej trasy potrzebujesz 35 do 60 litrów benzyny dziennie a to kosztuje 60 do 100 euro na dzień, czyli miesięcznie na benzynę potrzebowałbyś wydać całą pensję (okolo 2 tysiące euro). Auto jest używane głównie jako środek transportu do pracy. Nikt nie dojeżdża do pracy 200 km w jedną stronę. W takim przypadku Niemiec się przeprowadza. Dalej auto ze średnio niskiej półki kosztuje 25 do 35 tysięcy euro. Aby po 2 lub trzech latach odłożyć na nowe auto musisz odkładać jeden tysiąc euro miesięcznie. Reasumując aby było tak jak ty twierdzisz to ten przeciętny Niemiec musiałby zarabiać około 4,5 tysięcy euro miesięcznie na rękę. Tyle zarabia normalny Niemiec w przeciągu 2 lub 3 miesięcy. A przeciętny Niemiec jeździ rocznie swoim autem 12 do 15 tysięcy km. Zastanów się zanim znowu napiszesz jakieś głupstwa.
14 wrz 14 15:09 | ocena: 70%
Liczba głosów:20
70%
30%
| odpowiedzi: 1
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~ja Użytkownik anonimowy
~ja :
No photo ~ja Użytkownik anonimowy
Kupiłem Passata od Niemki Na liczniku było 170 tys km . Pasek OK więc kupiłem .Jak w domu sprawdziłem to było około 350 tys. Tyle tylko .że samochód i tak był wart ceny.Oczywiście trzeba było zrobić to i owo.Niema bogatych Niemców Francuzów Belgów itd.którzy sprzedają samochody bo im się kolor znudził Na rok robią 50 tys km i nie ma przeproś.A jak żona mało jezdzi to syn.mąż lub siostra nabije kilometrów Kuzyn mieszka na stałe to wiem.
14 wrz 14 10:12 | ocena: 72%
Liczba głosów:39
72%
28%
| odpowiedzi: 5
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~ZIOM Użytkownik anonimowy
~ZIOM
No photo ~ZIOM Użytkownik anonimowy
do ~Arek:
No photo ~Arek Użytkownik anonimowy
14 wrz 14 12:34 użytkownik ~Arek napisał
Tak, jestem handlarzem. Sprowadzam auta ponad 10lat. Powiem tak, ten artykuł wygląda jak typowa propaganda kierowana tylko w jednym kierunku. Nauczcie się nie być kierowani stereotypami. I w Niemczech, i w Polsce i nawet w Kazachstanie można kupić auto su
Tw oj libijczyk powie Ci część prawdy - ale część tez powie - Ty z tej częsci powiesz część - suma sumaróumklinet zna tylko pólprawdy ... Tak samo jak tyt je teraz piszesz. PRawda jest taka, że każdy chce zarobić maxymalnie. Zwłaszcza tenm, który klienta widzi jeden jedyny raz.. czyli TY właśnie - co do Twojego Libijczya to tez będącna Twoim miejscumiałbym do niego wieksze zaufanie - jego interesem jest ciągły zrównoważony zysk a Ty żyjesz przecież z tzw złotych strzałow...
14 wrz 14 13:10 | ocena: 67%
Liczba głosów:12
67%
33%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Michał Użytkownik anonimowy
~Michał :
No photo ~Michał Użytkownik anonimowy
Sprowadzenie samochodu z Dani (chodź zasada ta tyczy się w zasadzie całej Skandynawii) jest bardzo trudne i czasochłonne ze względu na rozbudowaną biurokrację.
Coraz więcej ludzi na hasło "sprowadzony" zaczyna się krzywić zwłaszcza, że zdecydowana większość samochodów przyjechała z zachodu. Niedługo "polskie" auta wrócą do łask. Lepsze wytłuczone zawieszenie niż bity i zajechany trup.
9 wrz 14 21:55 | ocena: 73%
Liczba głosów:49
73%
27%
| odpowiedzi: 4
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~Arek Użytkownik anonimowy
~Arek :
No photo ~Arek Użytkownik anonimowy
Tak, jestem handlarzem. Sprowadzam auta ponad 10lat. Powiem tak, ten artykuł wygląda jak typowa propaganda kierowana tylko w jednym kierunku. Nauczcie się nie być kierowani stereotypami. I w Niemczech, i w Polsce i nawet w Kazachstanie można kupić auto super zadbane jak i złom. Turek może Cię oszukać, Niemiec i Polak też. Ja przykładowo mam znajomego Libijczyka, tak - typowego dla was "brudasa" z którym handluję 10 lat i nigdy mnie z niczym nie oszukał, o każdej wadzie auta wiedziałem przed zakupem, bo w jego interesie jest mieć stałego klienta. Wie jakich aut szukam i takie mi wynajduje. A oferty z mobile.de jako odnośnik cen? 70% aut które kupuję, jak i wiele placów z autami nie mają nawet swoich stron... też mi odnośnik cen... Kręcenie przebiegów? Mój kuzyn jest elektronikiem samochodowym. Owszem, to bardzo popularny proceder w Polsce, tyle że połowa klientów to Ci uczciwi, prywatni właściciele którzy chcą się szybko pozbyć auta, i uważają że przecież oni nie są handlarzynami to przebieg mogą skręcić.... żenada
14 wrz 14 12:34 | ocena: 57%
Liczba głosów:14
57%
43%
| odpowiedzi: 1
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~tt Użytkownik anonimowy
~tt :
No photo ~tt Użytkownik anonimowy
5 lat temu kupilem uzywane Volvo 2,4 D, D5 rok prod 2003, w salonie w niemczech, mialo przebieg 280 tys km i bylo w bardzo dobrym stanie, auto ma dzis 600 tyskm i ma sie dobrze, jest doinwestowane, sprawuje sie bardzo dobrze. Nie mam zamiaru go sprzedawac. Po 520 tys wymienilem amortyzatory, bo zaczelo cos pukac delikatnie :) . Nie chce zadnego nowego samochodu, jak to zajeżdże to kupię nastepne używane VOLVO :)
14 wrz 14 11:18 | ocena: 61%
Liczba głosów:18
61%
39%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo ~emigrant Użytkownik anonimowy
~emigrant :
No photo ~emigrant Użytkownik anonimowy
Takuie stwierdzenie to jakiś absurd: "...gdy przyjeżdżamy pod wskazany adres, trafiamy pod blok mieszkalny czy też dom jednorodzinny, pod którym stoi kilka zmęczonych aut bez tablic rejestracyjnych..." Na publicznej drodze w Niemczech może parkować tylko samochód z aktuaną tablicą rejestracyjną. Jeżeli już znajdzie się jakieś auto bez tablic to kontroler z Ornungsamt nakleja na szybę żądanie do wywiezienia auta na złomowisko w terminie maximum 1 miesiąca. Jeżeli auto dalej parkuje na ulicy zostaje przez urząd zawiezione na złomowisko a kosztami i mandatem obciążs się ostatniego właściciela. Do właściciela dochodzi się po numerze fabrycznym samochodu który jest na bloku silnika i na karoserii.
14 wrz 14 14:43 | ocena: 50%
Liczba głosów:6
50%
50%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Jacek Kaczorowski Jacek Kaczorowski Facebook
Jacek Kaczorowski
Jacek Kaczorowski Jacek Kaczorowski Facebook
do ~Michał:
No photo ~Michał Użytkownik anonimowy
9 wrz 14 21:55 użytkownik ~Michał napisał
Sprowadzenie samochodu z Dani (chodź zasada ta tyczy się w zasadzie całej Skandynawii) jest bardzo trudne i czasochłonne ze względu na rozbudowaną biurokrację.
Coraz więcej ludzi na hasło "sprowadzony" zaczyna się krzywić zwłaszcza, że zdecydowana większo
Nie masz racji. Ponieważ sprowadziłem wiele samochodów prywatnie dla siebie i nawet jeśli miały jakieś drobne uszkodzenia to i tak są w lepszej kondycji niż te z polski. W Polsce samochody salonowe są dużo droższe od finalnej ceny po naprawie samochodu dla siebie. A poza tym auta w Polsce są naprawiane po kosztach w większości wypadków już nie mówiąc o flotach. Na zachodzie także nie brakuje nie uczciwych sprzedawców picujących samochody ale jeśli auta nie kupujesz przez internet bez oględzin to prawdopodobieństwo trafienia na złom jest dużo mniejsze niż w Polsce !!!
14 wrz 14 10:07 | ocena: 53%
Liczba głosów:15
47%
53%
| odpowiedzi: 1
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Z kategoriiZobacz więcej »

Pokaż więcej
Foto: Auto Świat

Niemcy - bieda aż piszczy

Niemiecki rynek, który w 2004 roku pełen był niechcianych kilkuletnich, ale wciąż dobrych samochodów, przez 10 lat naszej obecności w Unii zmienił się nie do poznania. Wyjazd w ciemno z założeniem, że łatwo znajdziemy kilkuletni samochód niezniszczony na dziurawych drogach i do tego tańszy niż jego polski odpowiednik, z dużym prawdopodobieństwem skończy się rozczarowaniem. Na tanich placach w Niemczech (co nie znaczy, że ceny są niższe niż w Polsce) króluje tzw. reimport – auta ściągane z Holandii, Belgii, Włoch czy z Francji. Miejscowi już nie brzydzą się, tak jak kiedyś, korzystania z 6-letniego Audi. Jeśli jedyną wadą auta jest jego wiek, nie ma powodu, żeby się go tanio pozbywać. Dlatego niemieccy handlarze, żeby ustrzec się widma pustych placów, wyruszyli na łowy do innych krajów. Wniosek? Niemcy nie są już krajem, gdzie warto jechać po samochód! Wyjątki to: auta niecenione na tamtejszym rynku (np. stare „japończyki”), pojazdy z dużym przebiegiem (nawet jeśli został już raz cofnięty, w Polsce można to zrobić drugi raz), samochody powypadkowe, które można u nas naprawić (robocizna, szczególnie fachowa, wciąż jest tańsza w Polsce).

Jak samodzielnie sprowadzić samochód zza granicy? Sprawdzamy, gdzie warto jechać po auto (slajd 1 z 7)

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego

Reklamy
Koniec bloku reklamowego