Darmowe sprawdzenie VIN

Wprowadź Numer VIN
i sprawdź Historię Pojazdu

Pas dla rowerów… z przeszkodami dla samochodów

20 lis 16 13:50

Warszawa bardzo chce być trendy – zabiera miejsce samochodom, aby oddać je rowerzystom

Udostępnij
0
Skomentuj

Ścieżki rowerowe to w cywilizowanych stolicach żaden wyczyn. Ale nie w Warszawie – wystarczy spojrzeć na mapę ścieżek rowerowych, aby przekonać się, że w ich wytyczaniu (podobnie jak w budowaniu coraz to nowych budynków) nie ma żadnego planu ani logiki. Owa mapa, którą można bez problemu wygooglować, prezentowana jest np. tutaj.

Już sama informacja, która wyświetla się na tej mapie, jest dość groteskowa: „Prezentowana w naszym serwisie internetowa mapa Warszawy ma charakter wyłącznie poglądowy i w żadnym razie nie może być traktowana jako dokument oficjalny. (…) Witamy w serwisie Urzędu miasta stołecznego Warszawy”. Zaraz… To kto ma być źródłem pełnoprawnej mapy rowerowej Warszawy jak nie ten właśnie urząd? Jaką wiarygodność ma mapa, opatrzona informacją, że podmiot ją publikujący za nią nie odpowiada?

Przyjdzie zima - rowerzyści, którzy lobbują za zabieraniem miejsca na drodze samochodom na rzecz pasów dla rowerów, wsiądą do samochodów i autobusów. I staną w korkach. A obok będą puste pasy rowerowe.

Wróćmy jednak do samej mapy. Jeżeli ktoś z Was miał kiedyś do czynienia z programem do obróbki grafiki i zdjęć, i wie, co to są warstwy, to owa mapka wygląda jak jedna taka warstwa. Jak coś, co jest częścią całości. Tylko że w tym przypadku tej całości nie ma – mapa dróg rowerowych w Warszawie wygląda jak dziecięca wycinanka albo zdekompletowane puzzle.

Tu kawałek, tam kawałek – zamiast całościowej, przemyślanej sieci tras rowerowych, spinającej miejsca o największej gęstości zaludnienia z miejscami, do których docierają ludzie do pracy czy na chwilę odpoczynku, mamy półprodukt. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy próbują wpłynąć na władze swoich dzielnic i miasta, aby sieć dróg rowerowych uzupełnić.

Tak było na warszawskim Żoliborzu, gdzie w ramach budżetu partycypacyjnego wygrał projekt trasy rowerowej wzdłuż ul. Krasińskiego. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że droga dla rowerów nie powstała np. na szerokim pasie zieleni, oddzielającym jezdnie, tylko została wyznaczona na pasie, którym dotąd jeździły samochody osobowe i autobusy.

Powstają rozwiązania, które się nie sprawdzają

Powstało rozwiązanie, które w praktyce po prostu się nie sprawdza. Kierowcy, którzy przyjeżdżają w to miejsce pierwszy raz, nie wiedzą, co mają robić. Rowerzyści pojawiają się na swoim pasie sporadycznie, za to na pozostałym pasie dla samochodów ruch wyraźnie zgęstniał. Powstało kilka miejsc, prowokujących niebezpieczne sytuacje tak dla samochodów, jak dla rowerzystów. Na powstałych autorskich wysepkach kierowcy „gubią” podwozia.

Wytyczne projektu, którego budżet szacowano na 150 tys. zł, możecie przeczytać tutaj, a my zapraszamy do obejrzenia galerii z tego miejsca. Zobaczycie w niej, że każdy fanatyzm nie jest zdrowy – zarówno ortodoksyjnie „rowerowe” podejście do ruchu, jak i czysto „samochodowe”, nie muszą prowadzić do optymalnych rozwiązań. Warto, żeby ktoś konsultował takie projekty z ludźmi, którzy znają się na inżynierii ruchu drogowego, zanim miejskie pieniądze zostaną zainwestowane w nowe rozwiązania drogowe.

Mieszkańcy głosują na projekty - ale czy wszyscy?

Byłoby także wskazane, aby ktoś się też przyjrzał obecnemu mechanizmowi głosowania na poszczególne projekty w ramach budżetu partycypacyjnego. Głosowanie przez internet nie jest roztropnym rozwiązaniem w dzielnicach o wysokiej średniej wieku mieszkańców i jawnie ich dyskryminuje. Z kolei, aby zagłosować, trzeba podać tyle danych osobowych, że każdy w miarę ogarnięty i zorientowany w bezpieczeństwie danych osobowych internauta trzy razy się zastanowi, zanim poda wszystkie wymagane informacje.

Zabrać miejsce jednym, żeby dać drugim - czy naprawdę nie można inaczej?

I jeszcze jedno zdanie do lobby rowerowego, które dumnie popiera projekty, zabierające pasy ruchu samochodom na rzecz rowerów: pamiętajcie, że kiedy nadejdzie chłodna jesień i zima, wsiądziecie do samochodów lub autobusów. I wtedy będziecie stać w korkach, a obok zobaczycie pusty pas dla rowerów.

Pas, którym mógłby bez korka przejechać Wasz samochód lub autobus, gdyby ścieżka rowerowa była poza jezdnią. W przypadku opisywanego w artykule rozwiązania drogowego, w razie korka pustym pasem dla rowerów nie przejedzie nawet pogotowie czy policja, bo światły projektodawca umieścił tam wysepki, a samochodom nakazał parkowanie jednym kołem na jezdni. A jak pogotowie będzie jechało do rowerzysty?

Zapraszamy do galerii oraz – jak zwykle – do komentowania. Jeżeli w Waszej okolicy jest jakieś rozwiązanie drogowe, które przynosi więcej udręki, niż pożytku, piszcie. Może dzięki Waszym komentarzom ktoś zastanowi się, zanim powieli ten sam pomysł gdzie indziej.

Poleć
Udostępnij
0

Polecamy także:

gazeta
W tym tygodniu w sprzedaży: A w nim: Wskazujemy auta, które nie są odporne na korozję oraz co psuje się w elektronice samochodów. Sprawdzamy też kto produkuje trwalsze diesle, BMW czy VW? Oceniamy czy warto założyć instalację LPG i czy opłaca się regenerować amortyzatory ze zmiennym tłumieniem.
Czy wyznaczanie pasów rowerowych kosztem miejsca na ruch samochodów i autobusów to dobre rozwiązanie?
Tak

17 %

Nie

83 %

Tak

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie – kliknij w link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

Z kategoriiZobacz więcej »

Pokaż więcej

Pas dla rowerów… z przeszkodami dla samochodów (slajd 1 z 23)

Reklamy
Koniec bloku reklamowego