Ostatnie doniesienia prasowe informują, że Ferrari rozważa produkcję czteroosobowego SUV-a, który miałby zwiększyć profit firmy. Niektórzy inwestorzy obawiają się, że taki ruch może osłabić pozycję marki jako producenta samochodów sportowych czystej krwi. Ale biorąc pod uwagę przykłady Porsche, Bentleya, czy nawet Lamborghini można sądzić, że rzeczywiście SUV ze znaczkiem Ferrari nie oznacza już końca świata.

Ferrari zanotowało ostatnio rekordowe zyski. Sprzedaż w drugim kwartale wzrosła o 14 proc. Ale Marchionne podkreśla, że marka osiągnęła już limit sprzedanych egzemplarzy w obecnej gamie, który gwarantuje ekskluzywność. Dlatego Ferrari powinno wykraczać poza przyjętą wizję marki.

Marchionne zaznacza, że jeśli Ferrari zdecyduje się na produkcję SUV-a, będzie to model, który zachowa elitarny charakter marki. Bynajmniej nie ma być konkurencją dla Porsche. Jeśli dodamy do tego informację, że nie będzie to auto do wspinaczki po skałach to można się spodziewać, że powstanie niewysoki ekskluzywny crossover z napędem na cztery koła, który będzie mógł zabrać na pokład 4 osoby.

Czy rzeczywiście sprzedaż większej liczby Ferrari nie osłabi ekskluzywności marki? Ferrari przewiduje, że w 2017 roku z salonów wyjedzie 8400 samochodów, a 2019 przekroczona zostanie liczba 9 tys. egzemplarzy. Jeśli do gamy trafi SUV można się spodziewać, że rocznie Ferrari będzie sprzedawało znacznie więcej niż 10 tys. samochodów.