• Zawsze warto sprawdzić czy auto na zdjęciach z ogłoszenia odpowiada rocznikowi? Nie zawsze tak jest…
  • Sposób i miejsce sprawdzenia używanego auta powinny zależeć od modelu i rocznika samochodu
  • Często nie potrzeba skomplikowanych narzędzi – wystarczą oględziny fachowca, żeby wykryć poważne uszkodzenia i ustrzec się dodatkowych kosztów

Zakładamy, że wiecie już, jaki samochód używany chcecie kupić – znacie jego wady i zalety, macie świadomość, jaki egzemplarz można nabyć w określonym budżecie. Stajecie więc przed koniecznością wyboru najlepszego egzemplarza. W niektórych przypadkach wybór jest tak duży, że czekają na was nawet nie setki, tylko tysiące egzemplarzy. Najszerszy wybór mają amatorzy takich modeli, jak Opel Zafira B, Astra III (H), Audi A4 czy Volkswagen Golf i Passat – nietrudno się domyślić, że to auta najchętniej obecnie sprowadzane z zagranicy.

Niestety, oznacza to, że wiele tych egzemplarzy przyprowadzili handlarze i nie są to – ogólnie mówiąc – najlepsze sztuki. Poza tym wiele nie zostało jeszcze zarejestrowanych w Polsce, przez co nabywcę czeka też kontrola dokumentów. 

Pierwsza sprawa to wybranie ogłoszeń, którymi warto się zainteresować. Zdecydowana większość transakcji zaczyna się od przeglądania anonsów na portalach ogłoszeniowych. Jak zweryfikować te dane? Na pewno warto zwrócić uwagę na drobne „nieścisłości” – czy na pewno i sprzedający, i kupujący mają na myśli rok produkcji auta (ci pierwsi często wolą podać rok modelowy lub rejestracji…). Jak rozumieć określenie „bezwypadkowy”? Jaką formę umowy oferuje sprzedawca? Czy będzie to umowa? Czy podpisujecie ją bezpośrednio ze sprzedawcą, czy też „na Niemca”?

Oczywiście, wszystkiego tego możecie dowiedzieć się na miejscu, ale jeśli np. nie bierzecie pod uwagę takiej formy sprzedaży lub zaniżonej kwoty na umowie (to ciągle popularny proceder), to po prostu nie ma co umawiać się na oględziny takiego auta. Dlatego warto wcześniej przygotować się do rozmowy, żeby nie tracić potem czasu. Oczywiście, zupełnie inaczej trzeba podejść do oględzin auta, które stoi na drugim końcu Polski, a inaczej, gdy okazuje się, że wystawia je komis za rogiem. Przed dalszym wyjazdem na pewno warto poprosić o numer VIN i poświęcić trochę czasu (a także pieniędzy) na zebranie jak najwięcej informacji o danym egzemplarzu. Jeśli jest zarejestrowany w Polsce, można zacząć od bezpłatnej urzędowej bazy danych (historiapojazdu.gov.pl). Warto cały czas mieć szeroko otwarte oczy. Jeśli samochód ewidentnie sprzedaje handlarz, ale robi to rok po zakupie za granicą, wniosek może być tylko jeden – samochód był naprawiany po jakimś wypadku.

Załóżmy, że rozmowa ze sprzedającym i opis wypadły pozytywnie. Jaki więc powinien być następny krok? Koniecznie trzeba samochód obejrzeć. Ale nie zawsze warto robić to samodzielnie. Jeśli jest to daleko, wyjazd będzie kosztowny (paliwo, pociąg to często wydatek nawet 300-400 zł) i zajmie cały dzień. Może więc skorzystać z usług rzeczoznawcy? Na wielu portalach można znaleźć takie oferty – np. oględziny w 24 godziny. Jeśli zdecydujecie się na ofertę, koniecznie trzeba omówić zakres badania – często przewidziano kilka pakietów (oczywiście, zależnych od ceny): podstawowe sprawdzenie z miernikiem lakieru, uzupełnienie oferty o oględziny podwozia lub też – dodatkowo – o podłączenie komputera.

Który zakres wybrać? Wiele zależy od modelu i dalszego sposobu postępowania – czy mimo wszystko wybierzecie się tam sami, czy zamierzacie pojechać do warsztatu na kontrolę itp. Ważne kwestie to też konkretny model oraz egzemplarz i jego typowe bolączki – czy to auto sportowe, jak jest udokumentowany przebieg itp. 

Foto: Auto Świat

Przed wyjazdem warto wydrukować ogłoszenie lub zapisać na komputerze – po co? W razie niezgodności z opisem będzie to dobry dowód w ewentualnym sporze. Co warto zabrać na oględziny? Właściwie głównie miernik grubości lakieru. Oczywiście, sam przyrząd to nie wszystko, trzeba jeszcze umieć z niego korzystać (to akurat proste) i właściwie zinterpretować wyniki – to, że jakiś element był malowany, nie oznacza jeszcze, że pojazd jest powypadkowy! Poza tym zakres zdarzeń i możliwości naprawy są tak szerokie, jak… różnorodność wypadków.

Czasem blacharze wymieniają całe drzwi (na takie w oryginalnym kolorze), czasem… spawają całą „ćwiartkę” – w takiej sytuacji więcej wniosków wyciągnie osoba, która ma doświadczenie warsztatowe. Jednak nawet laik będzie w stanie sprawdzić, czy lakier jest oryginalny. Poza tym trzeba mieć… oczy szeroko otwarte (np. porównać wyniki pomiaru lakieru z szybami). Dlatego też na oględziny warto zabrać ze sobą osobę „trzecią”, która chłodnym okiem oceni rzeczywisty stan techniczny. 

Czy warto odwiedzić warsztat? Zdecydowanie tak – nawet jeśli macie doświadczenie z mechaniką, bez oględzin podwozia może wam umknąć coś naprawdę ważnego. Kiedyś znajomy kupił na giełdzie VW Golfa w – wydawałoby się – idealnym stanie: z przebiegiem 30 tys. km (okazał się prawdziwy!), zadbanego, z wzorowym wnętrzem. Miał świadomość, że z jednej strony coś było malowane, ale trudno – machnął na to ręką. Niestety, potem okazało się, że podłogę „zdobi” od spodu niezbyt elegancki, za to naprawdę duży spaw wzdłuż progu. 

Zaletą wizyty w warsztacie może też być natychmiastowy (przynajmniej przybliżony) kosztorys naprawy usterek. Wyciek oleju? Trudno, to się zrobi. Tak, ale jeśli mówimy np. o wycieku pomiędzy silnikiem a skrzynią, to trzeba dopisać do rachunku demontaż tej ostatniej, a przy okazji wymiany sprzęgła i „dwumasu” – z drobnego wycieku może się zrobić… 5 tys. zł! Tak samo będzie z rozrządem, huczącymi łożyskami skrzyni biegów itp. – wszystko da się naprawić, niestety, nie wszystko jest sens naprawiać!

W warsztacie można też od razu poprosić o dodatkową diagnozę: wątpliwości z silnikiem? Może warto od razu sprawdzić ciśnienie sprężania! Pali się kontrolka? Podłączenie komputera nie da oczywiście jasnej diagnozy, ale może wskazać kierunek poszukiwań i przynajmniej z grubsza określić koszty. Pamiętajcie jednak: w większości przypadków, jeśli naprawa rzeczywiście jest błaha i tania, to… wykonałby ją dotychczasowy właściciel! Zazwyczaj więc oznacza dodatkowe kłopoty. Warto też przed wizytą w warsztacie ustalić zakres usługi – czy auto zostanie podłączone do komputera, czy będzie zmierzona grubość lakieru, może serwis potrafi też rozkodować VIN?

Czy warto jechać z samochodem do ASO? Czasem ma to uzasadnienie, innym razem – zdecydowanie nie. Jeśli mowa o starszym aucie, wiadomo, że nie będzie sensu naprawiać go w ASO, więc nie poznacie realnych kosztów usunięcia niedomagań. Za to czasem możecie poznać informacje, których nie znajdziecie gdzie indziej. Przykłady z życia? Oto znajomy sprzedawca wiedział co prawda o tym, że oferowana przez niego Toyota RAV4 miała stłuczkę, ale dopiero w ASO sam się dowiedział, że była to… szkoda całkowita, po wycenie jednak samochód został zabrany z ASO. Jak i gdzie go naprawiono? Tego już nie wiemy!

Innym razem oglądaliśmy w komisie Almerę 1.5 dCi – sprzedawca podkreślał, że „cały czas serwisowana w ASO”. Sprawdziliśmy więc gdzie i udaliśmy się po informację: Tak, była u nas na wszystkich przeglądach, mam też kilka napraw! Ale zaraz – ostatni wpis to przyjazd auta na lawecie z uszkodzonym silnikiem, podejrzenie panewek. Nawet nie podchodziliśmy do remontu, bo byłby nieopłacalny… Takich rzeczy nie dowiedzielibyśmy się w innej bazie poza autoryzowaną stacją!

Foto: Auto Świat

Czasem lepiej skorzystać z pomocy stacji diagnostycznej – w przeciwieństwie do większości mechaników postawią samochód na tzw. szarpakach (demaskujących luzy w zawieszeniu), skontrolują hamulce i amortyzatory, obejrzą auto od spodu. W cenie 100 zł mogą nawet od razu… przedłużyć ważność dowodu rejestracyjnego. Ale za to będą mieć mniejsze pojęcie o kosztach napraw silnika, zazwyczaj też nie mają odpowiedniego sprzętu diagnostycznego.

Jak zinterpretować wyniki badania technicznego? Oczywiście, większość samochodów używanych ma jakieś wady – nie ma innej opcji w 10-letnich czy starszych pojazdach lub takich, które przejechały po 100 lub więcej tys. km. Sprawdzenie ma na celu przede wszystkim poznanie – w miarę rzetelne – realnego stanu. Tak, żebyśmy mieli świadomość, co kupujemy. W uzasadnionych przypadkach lepiej oczywiście zrezygnować z transakcji lub też np. negocjować obniżenie ceny. 

Bardzo ważną rzeczą jest oczywiście kontrola dokumentów – tu nie ma miejsca na ustępstwa, chociaż np. można kupić auto bez karty pojazdu. Zdecydowanie odradzamy dwie, ciągle popularne „zagrywki” handlarzy. Pierwsza: umowa in blanco z Niemcem (lub poprzednim właścicielem w Polsce). Wtedy oni umywają ręce i nie odpowiadają za nic. Druga sprawa to zaniżenie kwoty transakcji – oczywiste tłumaczenie to obniżenie podatku, ale z drugiej strony potem trudno (np. w razie sporu) dowieść, ile tak naprawdę wydaliśmy. Daje też dodatkowy argument dla sprzedawcy: Informowałem kupującego o problemach z silnikiem, stąd też atrakcyjna cena zakupu – przecież ten rocznik zazwyczaj kosztuje znacznie więcej! Warto jednak wiedzieć, że – przynajmniej na razie – nie ma problemu z nabyciem auta od osoby, która nie widnieje w dowodzie rejestracyjnym, ale ma ciągłość oryginalnych umów. 

Jak przeanalizować ogłoszenie sprzedaży używanego auta?

Warto zacząć od zobaczenia, ile innych pojazdów oferuje dany sprzedawca (zwykle da się to sprawdzić). Generalnie ogłoszenia handlarzy mają zwykle podobną formę i często charakterystyczne sformułowania. Tutaj „pierwszy właściciel” oznacza często pierwszego właściciela w Polsce, a „bezwypadkowy” wcale nie wskazuje na to, że nic nie było lakierowane. Warto też na przyszłość zachować screeny ogłoszenia, bo mimo tego, co często można przeczytać pod nim, ma ono moc prawną i nie można w nim oszukiwać (jeśli sprawa oszustwa trafi do sądu, jest to dodatkowy dowód!).

Radzimy również poświęcić czas na analizę zdjęć. Programy do obróbki są, niestety, już na porządku dziennym i tego raczej nie przeskoczycie. Czujność trzeba wzmóc, gdy fotografowane auto jest mokre – to prosty patent na to, żeby lakier wyglądał lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości. Zbyt czysty silnik to za to spore prawdopodobieństwo, że samochód ma wycieki, które postanowiono ukryć.

Wnętrze w nieskazitelnym stanie w kilkunastoletnim samochodzie może oznaczać, że elementy, które się zużyły, wymieniono na takie w lepszym stanie lub po prostu polakierowano. Radzimy także ocenić, czy szpary między elementami nadwozia są równe, a lakier ma ten sam odcień na wszystkich elementach. Wygląd auta musi też zgadzać się ze specyfikacją i rokiem produkcji.

Jak rozmawiać ze sprzedającym używany samochód?

Foto: Robert Pykała / Auto Świat
  • Sprawdź, czy to handlarz – często auto wystawione przez „osobę prywatną” pochodzi od handlarza. Prostym sposobem jest zatelefonowanie i powiedzenie, że to telefon w sprawie auta, bez podania, o które chodzi!
  • Forma sprzedaży – ważne jest, kto oferuje auto. Handlarze często próbują sprzedawać pojazdy na umowę „na szwagra” lub „na Niemca”, bo to pozwala im uniknąć w przyszłości ewentualnych roszczeń (od firmy łatwiej coś odzyskać). Dobrze jest zapytać też o cenę, która będzie na umowie! 
  • Pytanie o historię napraw – nie wierzcie w słowa, że profesjonalny sprzedający nie zmierzył grubości lakieru. Tego typu historia może się zdarzyć w przypadku prywatnego właściciela. Czasem warto go pomęczyć, żeby zmierzył grubość i podał wam wartość.
  • Informacje dodatkowe – trzeba wynotować sobie wszystko, co nas interesuje, np. to, czy auto ma historię serwisową, co było naprawiane i czy są na to rachunki, jakie w ogóle dokumenty są dostępne i – w przypadku auta importowanego – co zostało już opłacone.

Co warto sprawdzić przed podróżą na drugi koniec Polski?

Foto: archiwum / Auto Świat

Jeśli auto ma polską historię, to można sporo dowiedzieć się o nim z bazy danych CEPiK-u. Za dodatkową opłatą (15-90 zł) warto skorzystać z Autobazy lub autoDNA, które badają historię ubezpieczeniową, kradzieżową itp. Oczywiście, wymagany jest numer VIN. Auta z USA i Kanady to odpłatny Carfax. Pojazdy ze Szwecji można sprawdzić po numerach rejestracyjnych. Warto spróbować też w ASO, bo czasem coś jest dostępne bez zgody właściciela po podaniu VIN-u, np. wyposażenie czy też rok produkcji auta.

Oględziny używanego auta krok po kroku

Foto: Andrzej Kondratczyk / Auto Świat

Pomiar grubości lakieru - obecnie mierniki mają na tyle niskie ceny, że warto się w nie wyposażyć. Pomiar grubości trzeba wykonać zarówno na zewnątrz, jak i we wnękach, pod matą bagażnika i wszędzie tam, gdzie dotrzecie. Zwykle auta mają grubość lakieru od 90 do 150 mikronów (we wnękach 40-80). Wartości od 150 do 300 mikronów świadczą o ponownym lakierowaniu, wyższe oznaczają, że blacharz stosował szpachlę. Bać należy się jej na dachu, w bagażniku i we wnękach. Niestety, dobrze pospawany z kilku aut egzemplarz jest trudny do rozpoznania!

Uwaga na korozję - ta może pojawić się nawet w stosunkowo nowych autach

Foto: Auto Świat

Jednym z większych problemów używanych samochodów jest korozja. Gdy ta zaatakowała już auto, koszty naprawy i polakierowania są zwykle bardzo wysokie. Do tego taki samochód od razu traci na wartości, bo przecież był już naprawiany!

Najmniej kosztogenne są rdzawe naloty na układzie wydechowym czy też przewodach hamulcowych (te mogą być groźne), bo elementy tego typu najłatwiej wymienić. Zaakceptować można też rdzę na elementach zawieszenia, bo jest charakterystyczna zwłaszcza dla używanych w Polsce aut japońskich marek. Oczywiście, zardzewiałe śruby sprawiają, że wymiana elementów zawieszenia będzie droższa, bo trzeba poświęcić na nią więcej czasu pracy mechanika, ale auta to nie dyskwalifikuje.

Co innego rdza w podwoziu albo w miejscach mocowania przednich kolumn resorujących – nie dość, że niebezpieczna, to do tego dość trudna w naprawie. Nie polecamy też aut, w których skorodowały progi, choć oczywiście da się je wymienić. Zastanowić można się nad skorodowanymi nadkolami, ale ten problem na pewno w przyszłości powróci, wszystko zależy więc od ceny egzemplarza.

Jak sprawdzić silnik używanego auta?

Przed odpaleniem silnika trzeba zobaczyć, czy nie ma wycieków. Warto też ocenić, jakiego koloru jest olej (zużyty to informacja o tym, jak użytkowano auto). Po zapaleniu trzeba zobaczyć, jaki kolor mają spaliny, koniecznie należy też posłuchać silnika – wszelkie stuki oznaczają zwykle kosztowne naprawy (mogą hałasować panewki, ale też np. rozciągnięty łańcuch rozrządu). Radzimy poczekać, aż jednostka się rozgrzeje – można wtedy ocenić, czy motor nie grzeje się oraz to, czy dobrze działa układ chłodzenia. Uważajcie na palące się kontrolki – mogą oznaczać kosztowne awarie.

Ocena stanu wnętrza i wyposażenia używanego samochodu

Foto: Piotr Szykana / Auto Świat

Wnętrze używanego auta nie może wyglądać lepiej niż nowego! Wymieniona kierownica czy też fotele mogą świadczyć o tym, że ktoś starał się zatuszować wysoki przebieg. Auto powypadkowe powinno mieć wymienione elementy odpowiedzialne za bezpieczeństwo na nowe. Gdy np. pasy nie zwijają się, to znak, że ktoś nie zadał sobie trudu, żeby je wymienić.

W dobrym aucie używanym powinno działać jak najwięcej elementów. Dotyczy to zwłaszcza tych droższych, jak np. klimatyzacja. Jeśli nie chłodzi, a sprzedający twierdzi, że wystarczy ją nabić, to znak, że awaria jest zazwyczaj poważniejsza! We wszystkich autach powinno też działać elektryczne wyposażenie, bo w tych najnowocześniejszych ewentualne niedomagania potrafią pociągnąć za sobą ekstremalnie wysokie koszty napraw.

Znaczenie ma też zapach kabiny – za dużo choinek zapachowych może oznaczać, że macie do czynienia z samochodem po powodzi!

Co warto sprawdzić podczas jazdy próbnej?

Foto: archiwum / Auto Świat

Jeśli tylko sprzedający wyraża na nią zgodę, trzeba odbyć jazdę próbną. Jeżeli samochód nie jest zalegalizowany w Polsce, warto nawet kawałek przejechać się nim poza drogami publicznymi, np. po komisowym placu. Idealnie, gdy można jednak wyjechać na drogę, ale zalecamy, żeby to sprzedający prowadził. Jazda pozwala na ocenę wielu elementów, których „na sucho” nie sprawdzicie – od działania sprzęgła przez skrzynię biegów, silnik, zawieszenie, aż do układu hamulcowego. Można ocenić, czy samochód prosto jedzie i czy turbina, jeśli jest, nie hałasuje. Nie rozmawiajcie podczas jazdy, żeby jak najwięcej wychwycić.

Co warto sprawdzić podczas wizyty w warsztacie?

Foto: auto świat / Auto Świat
  • Wycieki oleju, stan silnika - od spodu często widać więcej, szczególnie gdy odkręcimy osłonę silnika – zaolejona jednostka napędowa może oznaczać niewielki wydatek, np. na uszczelkę pod pokrywą zaworów, ale też znacznie poważniejszy, gdy np. cieknie na połączeniu silnika oraz skrzyni biegów. Co prawda, sam uszczelniacz kosztuje 40-200 zł, ale trzeba zdemontować skrzynię lub silnik, a więc przy okazji warto wymienić sprzęgło, koło dwumasowe itp… Sporo może powiedzieć rzut oka na turbinę – duże zaolejenie to często zwiastun konieczności remontu (chyba że prawdziwym miejscem wycieku jest np. uszkodzona odma).
  • Kontrola podwozia - Bardzo wiele warsztatów ma w cenniku pozycję „przegląd przedzakupowy”. Różne są ceny usługi (zazwyczaj 100-400 zł), ale też różny bywa zakres kontroli, dlatego warto ustalić to przed umówieniem się w serwisie. Na pewno nie powinno zabraknąć dokładnych oględzin podwozia. Można wtedy ocenić stan zabezpieczenia antykorozyjnego, określić kondycję wydechu, ale też wykryć ewentualne naprawy powypadkowe czy uszkodzenia mówiące o stylu jazdy kierowcy (obite progi, wgniecenia itp.). Może się okazać, że do wymiany są np. skorodowane: zbiornik paliwa, przewody hamulcowe lub rama pomocnicza (przypadłość „japończyków”). Uwaga: korozja dotyka nie tylko kilkunastoletnie auta, bo nawet kilkuletnie miewają takie problemy! Kolejna rzecz to sprawdzenie zawieszenia, nie zawsze jednak luzy da się wykryć ręką czy też łomem – tu lepsza może być wizyta nie w typowym warsztacie, lecz w stacji diagnostycznej zajmującej się przedłużaniem ważności dowodów rejestracyjnych. Szarpaki i tester amortyzatorów to najlepszy sprzęt do takiego sprawdzenia. 
  • Kontrola geometrii zawieszenia - Kontrola zbieżności czy nawet całej geometrii podczas przeglądu przedzakupowego. Jeśli robicie podstawową diagnostykę, to jest to zadanie na wyrost – lepiej najpierw doprowadzić do perfekcji zawieszenie (luzy itp.). Po co więc namawiamy do kontroli geometrii? Będzie to przydatne, gdy macie podejrzenia co do bezwypadkowości nadwozia – można mierzyć tzw. punkty bazowe płyty podłogowej (drogie, trudno o specjalistów) lub przynajmniej sprawdzić ustawienie kół.
  • Diagnostyka komputerowa - nie palą się kontrolki, teoretycznie wszystko działa prawidłowo? Brak znienawidzonej przez kierowców kontrolki „check engine” nie oznacza, niestety, że wszystko jest w porządku. Podłączenie komputera z programem diagnostycznym (nieco bardziej zaawansowanym niż darmowe aplikacje wykorzystujące gniazdo OBD) daje mechanikowi nowe możliwości kontroli. Często zapisany jest tam przebieg (niestety, w wielu markach można go zmodyfikować i w komputerze), może się też okazać, że jednak silnik zgłasza sporo błędów – tylko część z nich sprawia, że pali się kontrolka. Błędy mogą pochodzić też z innych podzespołów. Ale uwaga: często odłączenie akumulatora owocuje zapisaniem sporej ilości błędów, które po skasowaniu już nie powracają.

Czy warto sprawdzić używane auto w ASO?

  • ASO dysponują kompletną dokumentacją wizyt w serwisie – często poznacie informacje, których sprzedający z pewnością by wam nie udzielił. A przecież prawie nowe auta na naprawy powypadkowe zwykle trafiają właśnie do ASO. 
  • Koniecznie trzeba potwierdzić gwarancję! Wiele aut (szczególnie koreańskie) mają gwarancję wydłużoną do 5 lub nawet 7 lat. Jeśli kupujecie młode auto, bo liczycie właśnie na ochronę producenta, to warto skontrolować w ASO, czy jest ona ważna, np. czy na czas wykonano wszystkie przeglądy itp.
  • Znajomość aut – kupując stosunkowo młode auta, trzeba się liczyć z tym, że niezależne serwisy nie będą znały ich typowych bolączek, kosztów napraw itp.
  • Akcje serwisowe – przy okazji wizyty w ASO można sprawdzić, czy auto podlega bezpłatnym naprawom.

Autoryzowana stacja może zająć się nie tylko kontrolą problematycznych punktów (patrz lista powyżej), mechanikom można też zlecić klasyczną, kompleksową kontrolę samochodu. Oczywiście, trzeba się liczyć z wyższymi kosztami takiej usługi w stosunku do serwisów bez autoryzacji – wynika to chociażby z wyższej ceny roboczogodziny. Warsztaty niezależne swoją pracę najczęściej wyceniają na 80-150 zł/rbh, ASO biorą od 200 do 500 zł (wiele zależy tu oczywiście od marki oraz lokalizacji).

Podobnie jak w warsztacie niezależnym, warto jednak z góry określić zakres i koszt kontroli. Wizytę w ASO polecimy jednak raczej w przypadku młodych samochodów – tam gdzie obowiązuje jeszcze gwarancja, a mechanicy ze stacji niezależnych nie znają na bieżąco kosztów napraw czy części oraz nie poznali jeszcze słabych punktów danego modelu. Często też ASO dysponuje lepszym sprzętem diagnostycznym, umożliwiającym chociażby kontrolę baterii w aucie hybrydowym.

Kiedy nowym używanym autem można do domu wrócić na kołach?

Foto: Piotr Wróbel / Auto Świat

Sprawa jest oczywista, jeśli samochód jest zarejestrowany w Polsce i ma dowód stały, a nie tymczasowy – wystarczy sprawdzić ważność przeglądu i polisy OC. Jeśli auto jest z zagranicy, sprawa się komplikuje – nie ma znaczenia, czy samochód kupujemy w komisie, czy od osoby prywatnej. Obecność na aucie tablic to za mało – często są one pozbawione znaków legalizacyjnych. Można też sprawdzić tzw. brief – na ostatniej stronie zazwyczaj znajdziecie adnotację o wyrejestrowaniu. Kiedy można jeździć autem? Jeśli przyjechało na oryginalnych tablicach (rzadkość, bo Niemcy wyrejestrowują auta, nawet gdy sprzedają je w kraju) lub ma jeszcze ważne tablice wyjazdowe (z Niemiec: żółte lub czerwone). Trzeba też sprawdzić polisę OC, bo przy nieważnym dowodzie polisa również jest nieważna! Z kolei, jeśli auto jest zarejestrowane, nie musicie martwić się brakiem polisy – można w dniu zakupu (ale przed wyjazdem na drogę!) zakupić swoją. Jeśli papiery nie są kompletne, należy najpierw zarejestrować auto (np. na próbne tablice) i odebrać je później.

Dokumenty podczas kupna używanego auta - co warto sprawdzić?

Foto: Auto Świat

Często koncentrujemy się na kontroli technicznej kupowanego auta, a bagatelizujemy dokumenty. Jeśli samochód jest zarejestrowany w Polsce, sprzedający powinien mieć dowód rejestracyjny i kartę pojazdu (poza autami zarejestrowanymi pierwszy raz przed 1 lipca 1999 r.). Może też przedstawić poprzednie faktury zakupu (np. w salonie, co udokumentuje pochodzenie), ale to już dodatkowa kwestia, zwiększająca wiarygodność (i ewentualnie dokumentująca zapisy w ogłoszeniu).

Nie ma za to zagranicznych dokumentów, takich jak tzw. brief – te zostają w urzędzie podczas rejestracji. Zakup auta np. bez karty pojazdu jest możliwy – kupujący może zgłosić zagubienie. Ryzykuje jednak, że auto nie jest sprzedawane przez prawowitego właściciela. W przypadku aut z zagranicy niezarejestrowanych jeszcze w Polsce sprzedawca powinien mieć też „brief” (lub analogiczny dokument z innego kraju, np. amerykański „tytuł własności”). Jeśli akcyza jest opłacona, też powinno to być potwierdzone stosownym dokumentem.

Jaki dokument przenosi własność? To zależy od sprzedającego – jeśli jest osobą prywatną, spisujecie klasyczną umowę kupna-sprzedaży. Niestety, wielu handlarzy proponuje podpisanie umowy „na Niemca” – z ostatnim właścicielem z zagranicy. To oczywiście ryzykowne, bo może on nawet… nie wiedzieć, że sprzedaje samochód! Jeśli sprzedawca ma firmę zajmującą się handlem samochodami (lub działalność gospodarczą i sprzedaje pojazd firmowy), to wystawia fakturę – marża lub z „pełnym VAT-em”. Jeśli chcecie sami odliczyć VAT, bo prowadzicie firmę, będzie to możliwe tylko w tym drugim przypadku.

Jakie prawa chronią osobę kupującą używane auto?

Foto: Adam Mikuła / Onet
  • Kto odpowiada za stan auta - każdy sprzedający, ale w różnym zakresie! Najlepiej mają osoby fizyczne, które kupiły auto od profesjonalisty (np. w komisie). Nie może on wyłączyć rękojmi, jedynie ograniczyć ją z 2 lat do roku (musi to być zaznaczone na fakturze). Sprzedawca prywatny ma prawo się nie znać, ale i tak odpowiada za to, co napisał w ogłoszeniu – jeśli samochód jest „bezwypadkowy” i „bez wkładu finansowego”, to taki ma być! W przypadku sprzedaży między przedsiębiorcami kupujący traci uprawnienia z tytułu rękojmi, jeżeli nie zbadał rzeczy w czasie i w sposób przyjęty przy rzeczach tego rodzaju.
  • Rękojmia czy gwarancja - ważne: rękojmia za wady pojazdu to nie to samo, co gwarancja. Wada musi być istotna, rękojmia nie dotyczy mało istotnych rzeczy. Wada musi tkwić w sprzedanym aucie już w chwili zawierania umowy, ale jeśli kupującym jest konsument, przyjmuje się, że jeśli wada wystąpi w ciągu roku od transakcji, to sprzedawca musi udowodnić, że ewentualnie pojawiła się później. Jak to rozumieć? Nie ma co liczyć na to, że sprzedający naprawi wszystkie uszkodzenia, które w tym czasie wystąpią – to akurat kwestia gwarancji. Jeśli więc po pół roku popsuje się działająca do tej pory klimatyzacja, to nie ma co zawracać sprzedawcy głowy. Jeżeli jednak po pół roku odkryjecie, że silnik zużywa ogromne ilości oleju silnikowego, to jest to – jak najbardziej – powód do zgłoszenia się do sprzedającego.
  • Finał? często w sądzie - stało się! Kupiliście samochód, który nie jest taki, jak miał być. Co dalej? Pierwszym krokiem powinno być powiadomienie sprzedawcy o swoim problemie, najlepiej od razu z propozycją rozwiązania sprawy. Może to być obniżenie ceny (nie zgadza się np. przebieg), sfinansowanie niezbędnych napraw (zakładamy, że w opisie był stan „bez wkładu własnego”, a tu cieknie z każdej strony, jednak mimo wszystko samochód chcemy sobie zostawić) lub odstąpienie od umowy – np. odkryliśmy, że auto miało poważne naprawy blacharskie, zaś nas interesował wyłącznie pojazd absolutnie bezwypadkowy. Sprzedający powinien ustosunkować się do naszych żądań – odrzucić je, negocjować lub zgodzić się. Jeśli nie dojdzie do polubownego załatwienia sprawy, lepiej od razu iść do rzeczoznawcy i skierować sprawę do sądu. Może i potrwa to parę lat, ale w ewidentnych przypadkach wygraną macie w kieszeni – nie brakuje takich wyroków!

Naszym zdaniem

Nasz rynek aut używanych nie jest łatwy – wiele jest egzemplarzy, których stan techniczny zdecydowanie nie koresponduje z ceną, którą trzeba za nie zapłacić. Na szczęście coraz częściej słychać o wygranych procesach z nieuczciwymi handlarzami, np. zaniżającymi przebieg. Zdecydowanie lepiej jednak nie zakładać procesu sądowego, lecz dobrze przygotować się do wyboru samochodu. Temu służy nasz poradnik!