Foto: Auto Świat

Szpachlowanie karoserii

Szpachlowanie karoserii. Starannie i nie za grubo! Nabywcy aut używanych i klienci zlecający naprawy blacharskie rozbitych samochodów panicznie boją się szpachli. I słusznie, bo wielu blacharzy i lakierników nadużywa jej, idąc w ten sposób na łatwiznę. Zamiast wyprostować starannie jakiś element lub wymienić go na nowy, „rzeźbią” go ze szpachli. Wypełnienie drobnych niedoskonałości powierzchni masą szpachlową to nic złego, ale nie można tego środka nadużywać. Szpachli nie powinno się nakładać na gołą blachę (z wyjątkiem niektórych produktów specjalistycznych), jej aplikację należy poprzedzić zagruntowaniem powierzchni np. podkładem epoksydowym. Lakiernicy notorycznie pomijają ten punkt, bo taki podkład trzeba starannie wysuszyć, a to długo trwa, szczególnie jeśli w warsztacie brakuje promienników IR. Szpachlę należy nanosić stopniowo, cienkimi warstwami, gruba warstwa na pewno będzie „siadać”.

To, że po kilku miesiącach szpachla np. osiada, pęka lub pojawiają się na niej purchle, to z reguły wina lakierników! Szpachla podczas utwardzania kurczy się nawet o 5-7 proc. objętości, więc jeśli zostanie pośpiesznie przykryta lakierem, to po jakimś czasie osiądzie. Większość „fachowców” nie czyta instrukcji produktu, dawkuje na oko utwardzacz, szlifuje szpachlówkę na mokro, a później przystępuje do lakierowania, zanim ten porowaty materiał rzeczywiście dobrze wyschnie. Efekt jest taki, że pod warstwą pięknego nowego lakieru uwięziona jest wilgoć, która ma bezpośredni kontakt z blachą. A że podczas prac przygotowawczych z blachy zeszlifowywana jest fabryczna powłoka antykorozyjna, a lakiernicy z lenistwa lub głupiej oszczędności kładą szpachlę na goły, niezagruntowany metal, szybko pojawia się korozja widoczna najpierw w postaci purchli. Często szpachla odpada też po pierwszych siarczystych mrozach, kiedy nasiąknięty wodą materiał po prostu puchnie i odrywa się od podłoża.

Czy bać się aut powypadkowych? (slajd 6 z 31)

Reklamy
Koniec bloku reklamowego