Inwazja komputerów w samochodach zaczęła się całkiem niewinnie. Na początku pozwalaliśmy im sterować tylko pracą silnika, później opanowały systemy audio i klimatyzację. Z czasem stało się dla nas zupełnie oczywiste, że powinniśmy powierzyć elektronice kontrolę nad hamulcami naszych aut – w końcu w samochodach wyposażonych w ABS i ESP komputery mają więcej do powiedzenia przy dawkowaniu siły hamowania niż prowadzący auta kierowcy.

Teraz koncerny samochodowe posunęły się o krok dalej

Auta mają same obserwować trasę i rozpoznawać znaki. Oczywiście, na razie tylko po to, żeby pomagać kierowcom w odnalezieniu się w coraz gęstszym ruchu. Z jednej strony to świetnie, bo chyba każdemu zdarzyło się kiedyś nie zauważyć jakiegoś znaku drogowego i spowodować przez to niebezpieczną sytuację. Z drugiej jednak strony, wszelkie tego typu rozwiązania z czasem rozleniwiają kierowców.

Po co mam rozglądać się dookoła, skoro o wszystkim ma poinformować mnie wyświetlacz komputera pokładowego?

Sądzicie, że kierowcy nie są aż tak leniwi i nie będą mieli pełnego zaufania do elektroniki? Setki wypadków, do jakich dochodzi już teraz przy okazji używania nawigacji satelitarnych, dowodzą, że ryzyko jest duże. Nie wiadomo, dlaczego wiele osób bardziej wierzy komendzie „jedź prosto” niż własnym oczom!

Konstruktorzy twierdzą, że tego typu rozwiązania, zanim trafią do aut, są intensywnie testowane, a przed rozpoczęciem podróży kierowca jest informowany, iż elektroniczny asystent ma tylko pomagać, a za wszystko nadal odpowiada człowiek.

Postanowiliśmy przekonać się, jak takie urządzenia sprawdzają się w praktyce. Żeby nie stawiać ich na przegranej pozycji, testy zostały wykonane w Niemczech. Żeby nikt nie mógł zarzucić, że porażka systemów wynikała z niekompatybilności dróg, niewiarygodnej bezmyślności drogowców i innych problemów, z którymi stykamy się, jeżdżąc po Polsce. Wyniki? 1:0 dla człowieka. Komputery sporo się jeszcze muszą nauczyć!

Audi A8 - Nie przeszkadza jeździć szybko

Jakie są założenia systemu?Działanie układu opiera się na współpracy kamery i nawigacji GPS. Urządzenie powinno rozpoznawać standardowe znaki drogowe wraz z niektórymi znakami uzupełniającymi oraz informować o ograniczeniach wynikających np. z jazdy w terenie zabudowanym.

Tak to działa w praktyceNajwiększa wpadka: system sugerował jazdę z prędkością 50 km/h tuż przy przedszkolu, gdzie limit wynosił 30 km/h. Urządzenie ignoruje większość znaków dodatkowych, w terenie zabudowanym zdarzało się, że kierowca był informowany o zniesieniu ograniczenia o kilkaset metrów za wcześnie!

BMW serii 7 - Lubi przesadzać!

Jakie są założenia systemu?Układ porównuje znaki rejestrowane przez kamerę z danymi z nawigacji. Przy wjeździe na teren zabudowany informacja o ograniczeniu prędkości powinna być wyświetlana na desce rozdzielczej lub na wyświetlaczu na szybie (opcja) z dokładnością co do metra.

Tak to działa w praktyceSystem rozpoznaje nawet znaki na autostradowych tablicach świetlnych. Problemy pojawiają się najczęściej w terenie zabudowanym. BMW zignorowało strefę ograniczenia do 30 km/h, a w czasie jazdy po mieście wielokrotnie zalecało prędkość 100 km/h. Dla nas to całkowita porażka!

Mercedes CLS - Czasem za szybko!

Jakie są założenia systemu?Mercedesy klasy S oraz CLS dzielą to samo rozwiązanie (kamera sprzężona z nawigacją GPS), tyle że CLS dysponuje nowszą wersją map. Powinien więc bezbłędnie rozpoznawać znaki, ograniczenia obowiązujące czasowo, strefy ograniczenia prędkości.

Tak to działa w praktyceWiększość znaków rozpoznawana jest prawidłowo – nawet te na tablicach świetlnych. Z ograniczeniami obowiązującymi czasowo system często sobie nie radzi. Na oznakowanym odcinku autostradowym, mimo ograniczenia do 100 km/h, urządzenie sugerowało jazdę z prędkością o 20 km/h wyższą.

Mercedes klasy S - Widzi to, czego nie ma

Jakie są założenia systemu?Urządzenie ma informować o zarejestrowanych znakach oraz o ograniczeniach prędkości zapisanych na mapach nawigacji. Asystent powiadamia też o ograniczeniach dodatkowych (np. czasowych, uzależnionych od opadów), ale tylko jeśli są one odnotowane w oprogramowaniu GPS.

Tak to działa w praktyceSystem dobrze sobie radzi z rozpoznawaniem znaków. Gorzej wychodzi mu uwzględnianie informacji z map nawigacji, np. informował o ograniczeniu prędkości do 30 km/h, które dotyczyło osiedla znajdującego się przy trasie, ale za to ignorował ograniczenia na zjazdach z autostrad.

Opel Astra - Kamera to zbyt mało

Jakie są założenia systemu?Urządzenie powinno rozpoznawać znaki informujące o ograniczeniu prędkości oraz o jego zniesieniu, a także znaki zakazu wyprzedzania. Znaki dodatkowe są rejestrowane, ale system ich nie interpretuje, a jedynie wyświetla ich „kopię” pod informacją o ograniczeniu.

Tak to działa w praktyceSystem ma jedynie funkcję optycznego rozpoznawania znaków, nie współpracuje z nawigacją GPS, może więc np. nie zauważyć początku lub końca terenu zabudowanego. Często wyświetla piktogram informujący o tym, że wprawdzie zauważył jakiś znak drogowy, ale nie potrafi go zinterpretować.

VW Phaeton - Dużo techniki

Jakie są założenia systemu?System rozpoznaje ograniczenia prędkości oraz rejestruje znaki dodatkowe. Powinien samodzielnie interpretować, czy w danej chwili auto jedzie z przyczepą i czy obowiązują je związane z tym specyficzne ograniczenia. Jeśli sensory wykryją, że pada deszcz, system informuje o ograniczeniach obowiązujących w czasie opadów.

Jak to działa w praktyceZaawansowana technologia, która w praktyce sprawdza się średnio. System doskonale rozpoznaje wszystkie znaki pionowe, ale w mieście nie zawsze sugeruje właściwą prędkość – w jednym przepadku zrobił to np. o 900 metrów za późno.

Na polskich drogach to nie działa!

Z naszego testu jednoznacznie wynika, że elektroniczne systemy rozpoznawania znaków należy traktować wyłącznie jako technologiczne ciekawostki, a nie praktyczne urządzenia. Mają utwierdzać kierowcę w przekonaniu, że jeździ supernowoczesnym autem. I tyle! Biada jednak temu, kto zacznie traktować je jako coś więcej niż tylko zabawkę do imponowania pasażerom. Nie można im ufać! Skoro nawet na niemieckich drogach mają mnóstwo problemów z prawidłowym interpretowaniem znaków, to co dopiero działoby się w Polsce?

Stan wielu odcinków naszych dróg, mimo widocznych postępów, nadal często wykracza poza to, co potrafią sobie wyobrazić projektanci systemów. Znaki ukryte w krzakach, nieczytelne tablice, ograniczenia pozostawione przez drogowców po dawno zapomnianych remontach – dopóki na drogach nie zapanuje porządek, dopłacanie za systemy rozpoznawania znaków to strata pieniędzy. Do tego dochodzą problemy z niską jakością cyfrowych map Polski używanych w fabrycznie montowanych nawigacjach GPS.