Drogę z Warszawy do Dwernika, miejscowości położonej za Lutowiskami, przebyłem w kilka godzin. Choć auto przejechało w redakcji już sporo kilometrów, był to mój pierwszy dłuższy wyjazd za kierownicą tej Vitary. Nie forsowałem auta, a czas spędzony na fotelu kierowcy miał mi pomóc w bliższym poznaniu crossovera.

Za równe tempo jazdy Vitara odwdzięczyła się małym średnim spalaniem, które na tej trasie wyniosło zaledwie 5,6 l/100 km. Wolnossący silnik o sporej, jak na współczesne downsizingowe czasy, pojemności skokowej 1,6 l okazuje się oszczędnym źródłem napędu. Przy prędkości ok. 90 km/h jest jednocześnie cichy.

Ujawnijmy jednak jeszcze jeden parametr. Napęd trafia na koła za pośrednictwem pięciobiegowej skrzyni. Jak na XXI wiek to przynajmniej o jeden za mało. To sprawia, że na drodze ekspresowej, po zwiększeniu prędkości do 120 km/h nie jest już tak różowo. Do kabiny zaczyna docierać więcej hałasu, zapotrzebowanie na paliwo rośnie o 2-3 l na 100 km.

Warto uzupełnić informacje dotyczące silnika. Znane powiedzenie „nic nie zastąpi pojemności, bo w niej przecież drzemie siła” sprawdza się, gdy tej pojemności jest kilka litrów, a nie 1,6 jak w Vitarze. Bez wsparcia turbiny wyprzedzanie przepisowo jadącej ciężarówki wymaga wcześniejszego dogłębnego rozplanowania manewru, w przeciwnym razie całe przedsięwzięcie będzie niepokojąco się przedłużało. Pochwała należy się jednak za zestopniowanie przekładni. Po redukcji na trójkę jest wprawdzie głośniej, ale auto nabiera werwy.

Tego wigoru oczekiwałem od Vitary S, którą przyjechałem poznać w Bieszczadach. Tak oznaczona wersja crossovera Suzuki ma montowany seryjnie silnik 1.4 Boosterjet z turbosprężarką. Pojemność mniejsza, ale mocy i momentu w nim więcej. Zamiast 120 koni jest 140, moment obrotowy wzrósł ze 156 do 220 Nm. Co ważne, nie trzeba wysoko kręcić silnika, by z nich skorzystać. W naszej Vitarze jego maksimum jest osiągane przy 4400 obr./min, a w wersji turbodoładowanej już przy 1500! Co ważne, to się wyraźnie czuje podczas jazdy, szczególnie w warunkach, gdy często trzeba korzystać z większego potencjału. Takie sytuacje występują na górskich drogach. Auto z literką S ma też dodatkowy atut w postaci szóstego przełożenia w skrzyni biegów. Podczas jazdy miejskiej nie ma to większego znaczenia, ale na autostradach i drogach ekspresowych przynosi znaczne korzyści. Szóstka sprawia, że silnik kręci się w niższym tempie, co pozytywnie wpływa nie tylko na zmysł słuchu, ale także zasobność naszego portfela.

Z zewnątrz obie wersje Vitary też się różnią, ale nie tak bardzo jak w przypadku silników. Najłatwiej mocniejsze Suzuki można rozpoznać, spoglądając na przednią część nadwozia z charakterystyczną atrapą chłodnicy. Wewnątrz zmiany są dyskretne: zamiast srebrnych pierścieni nawiewów powietrza są czerwone, podobnie jak obwódki prędkościomierza i obrotomierza.

Wyposażenie bogate, bo Vitara S jest dostępna tylko w najwyższej specyfikacji XLED. Stąd też wysoka cena podstawowa 95 900 zł za auto z napędem 4x4. Dopłacić trzeba tylko za lakier metalik.

W Bieszczadach podróżowałem po ośnieżonych drogach. W tych warunkach zdał egzamin układ napędowy AllGrip. Na stromych podjazdach auto nie traciło trakcji, a po zablokowaniu rozdziału napędu pomiędzy osie w proporcji 50:50 nie poddało się też w kopnym śniegu.