Sześciocylindrowy rzędowy silnik, 211 koni mechanicznych – to brzmi nieźle i zapowiada całkiem szybką jazdę. Jednak w przypadku OPAC Contendera (nazwa oznacza wojownika, zdobywcę) nie wszystkie obietnice się spełniają. Kto wskoczy do wysokiego samochodu i usadowi się w fotelu, złapie za prawie prostopadle ustawione koło kierownicy i mocno wciśnie pedał gazu, będzie zaskoczony.

Samochód rusza dość leniwie, napęd raczej nie poraża skutecznością. Przyczyna jest prosta: automatyczna skrzynia biegów z lat 90. XX wieku chyba połowę momentu topi w oleju przekładniowym. Tempem rozpędzania i reakcjami na wciskanie gazu Contender przypomina zaspanego leniwca. Technicznie jest taki jak krótki Mercedes G 320 z 1996 r. I jest podobnie mało dynamiczny jak ta terenówka. Trochę lepiej robi się dopiero wtedy, gdy silnik pracuje powyżej 3500 obrotów.

Mocniejszemu wciskaniu gazu towarzyszy wówczas basowe brzmienie przypominające typowe brytyjskie sześciocylindrowe rzędówki z lat 60. Kiedy już uda się rozpędzić to ciężkie coupé, przy wyższych prędkościach zaczyna wibrować. Lepiej nie przekraczać 180 km/h. Po pierwsze, ze względu na ogumienie. Opony nie są fabrycznie nowe i lekko zdeformowały się od długiego stania. Po drugie, przy prędkościach autostradowych wyraźnie słychać szum wiatru. To typowe dla ręcznie robionych samochodów. Na pocieszenie kanciasty Mercedes G hałasuje jeszcze bardziej.

Prezentowany na zdjęciach Contender będący jeszcze w fazie projektowej może przypominać słusznie zapomniane sportowe coupé z Azji. W naturze wygląda lepiej i bardzo spektakularnie. Jak na wóz o sportowej linii jest bardzo wysoki i toczy się na oponach w rozmiarze 275/60 ​​R17. Kształt karoserii nawiązuje do modnej przed ćwierćwieczem stylizacji nazywanej biodesign.

Aranżując wnętrze, projektant musiał fascynować się elipsą. Płynne linie, zaokrąglenia można dostrzec w każdym miejscu kabiny. Do tego wiele chromu pełniącego funkcję wzmacniacza smaku. Towarzyszą mu niebiesko-zielone tworzywa z lekko marmurkowym deseniem, który przypomina powierzchnię starych mebli.

Gdyby ktoś zorganizował konkurs „Czy znasz ten samochód?”, OPAC byłby wyzwaniem nawet dla znawców tematu. Szwajcarska firma Status & Class zajmująca się sprzedażą dóbr luksusowych zaprezentowała to auto na genewskim salonie samochodowym w 1996 roku. Wystawiona cena też była luksusowa – równowartość 270 000 euro.

Auto zbudowali specjaliści od produkcji małoseryjnej z OPAC z siedzibą nieopodal Turynu. Firma nadal istnieje, ale skupia się na konstruowaniu i produkcji jachtów. Chwali się też, że w ponad 1,5 mln kabrioletów na całym świecie można znaleźć miękkie i twarde dachy jej autorstwa.

Contender miał jednak mniej szczęścia i znalazł jedynie pięciu nabywców. Powodem niewielkiej popularności była nie tylko kosmiczna cena. Coupé było dziwnym kompromisem. Kierowca siedzi nieprzyjemnie blisko podłogi pojazdu. Zaokrąglony, wysoki przód utrudnia ocenę odległości i obserwację drogi. Spora masa i wysoko umieszczony środek ciężkości, sztywne osie i mało bezpośredni układ kierowniczy – wszystko to spadek po Mercedesie G – sprawiają, że jazda jest nieprzyjemna. Brakuje też mocniejszego silnika V8, bo G 500 nie był dostępny z krótkim rozstawem osi.

Co innego w terenie. Technika klasy G pozostała nietknięta, są nawet blokady trzech dyferencjałów. bez problemu można zdobywać kamieniste zbocza, taplać się w błocie. Kąty natarcia i zejścia mają bardzo dobre wartości, a nadwozie solidną konstrukcję. Wykonano je bowiem nie z tworzywa sztucznego, ale z solidnej blachy i aluminium. Z tego ostatniego materiału wyklepano pokrywę silnika i bagażnika.

Prezentowane auto pochodzi ze zbiorów niedawno zmarłego włoskiego kolekcjonera i trafiło na sprzedaż z ceną 150 000 euro. To interesująca propozycja. Miało tylko jednego właściciela i przejechało zaledwie 11 tys. km. Jego stan jest również bardzo dobry, z wyjątkiem nieco zużytego ogumienia. Jasnobeżowa skóra jest czysta i tylko lekko spatynowana, lakier bez zarzutu.