Nowy, nietypowy dźwięk jest na początku niemal niezauważalny – pojawia się tylko chwilami albo niknie wśród innych szumów, które w jadącym samochodzie są zupełnie naturalne.

Z czasem hałas nasila się i już wtedy wiadomo: z silnikiem jest coś nie tak. Czy to możliwe, że mamy w perspektywie wydatek kilku tys. zł, skoro auto od nowości przejechało kilkadziesiąt tysięcy km, jest serwisowane tak, jak każe producent, zadbane, a gwarancja skończyła się dopiero przed kilkoma miesiącami?

Trwałe silniki? Tak było kiedyś

O ile jeszcze kilkanaście lat temu poważne usterki silników pojawiające się po przejechaniu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów były rzadkością, o tyle dziś są prawdziwą plagą. Warto zwrócić uwagę, że dziś producenci licytują się na przebiegi, jakie można pokonać pomiędzy wymianami oleju. Masz wysilonego, nowoczesnego diesla, jeździsz intensywnie i na krótkich dystansach?

Jeśli chcesz nim się cieszyć przez dłuższy czas, a z książeczki serwisowej lub ze wskazań wyświetlacza wynika, że olej wymienia się co 30 tys. km – skróć ten dystans! Producentom pojazdów zależy przede wszystkim na tym, żeby samochód przejechał bez usterki przez okres gwarancyjny i jeszcze kawałek. Potem jego los – z punktu widzenia producenta – traci na znaczeniu.

Stąd m.in. absurdalnie długie interwały serwisowe, które – w opinii wielu mechaników – przyczyniają się do niszczenia silników. Olej zużyty lub rozrzedzony paliwem nie tylko ujemnie wpływa na smarowanie, lecz także z opóźnieniem i niewystarczająco napręża łańcuch rozrządu, a to z kolei może spowodować przeskok łańcucha.

Czego nie lubi silnik?

Kierowcy, którzy tuż po skończeniu gwarancji zgłaszają się do serwisów, skarżąc się na hałasujący napęd rozrządu i inne usterki, których trudno spodziewać się w młodych autach, bardzo często pokonują swoimi samochodami niewielkie dystanse.

Tymczasem silniki zużywają się najszybciej, gdy są uruchamiane często i na krótki czas, gdy nie są w stanie osiągnąć temperatury roboczej. Każde uruchomienie zimnego silnika oznacza, że przez ułamek sekundy nie jest on smarowany, a układy sterowane ciśnieniem oleju (np. napinacze pasków i łańcuchów, a także sterujące luzem zaworowym) potrzebują chwili, by zacząć pracować normalnie.

Do tego czasu np. łańcuch rozrządu obija się o plastikową prowadnicę (tworzywa w silnikach są dziś normą). Nawet jeśli trwa to ułamek sekundy, trwałość jednostki napędowej cierpi. Motory nie lubią też długotrwałej jazdy z maksymalną prędkością, na zbyt niskich lub zbyt wysokich obrotach.