Załóżmy, że masz do wydania około 150 tys. zł i szukasz rodzinnego SUV-a. Po jednej stronie roczna Škoda Karoq za 145 tys. zł, z przebiegiem 15 tys. km. Po drugiej fabrycznie nowe Jaecoo 7 za 148,9 tys. zł i z siedmioletnią gwarancją. Różnica w cenie? 3900 zł. Przy takim budżecie — niemal kosmetyczna. Który kluczyk bierzesz? Zanim podejmiesz decyzję, warto sprawdzić, jak będzie wyglądał rachunek po trzech latach użytkowania.
To jedno z sześciu porównań przedstawionych w raporcie Auto Świata "Nowy dylemat: auto używane i znane czy nowe i chińskie?", którego partnerem jest OTOMOTO. W raporcie zestawiono nowe samochody chińskich marek z młodymi autami używanymi, sprawdzając ich bilans kosztowy w perspektywie trzech lat i przy przebiegu 20 tys. km rocznie. Kalkulacja obejmuje cenę zakupu, finansowanie, ubezpieczenie, paliwo lub energię, serwis oraz utratę wartości.
Na potrzeby modelu redakcja Auto Świata przyjęła trzyletnią utratę wartości na poziomie ok. 45 proc. dla aut z Chin i 20 proc. dla młodych aut używanych. Wynik nie jest więc prognozą dokładnych kosztów konkretnego kierowcy, lecz porównaniem opartym na wspólnym zestawie założeń.
Cena na szybie to dopiero początek
Cena samochodu jest kluczowym kryterium dla 93 proc. kierowców badanych na potrzeby raportu, a koszty eksploatacji dla 91 proc. Tyle że te ostatnie łatwo sprowadzić do spalania. Tymczasem litr paliwa mniej na 100 km może mieć mniejsze znaczenie niż składka AC, koszt finansowania albo kilka tysięcy złotych różnicy w wartości auta przy odsprzedaży.
Dlatego już przed zakupem warto policzyć samochód w perspektywie kilku lat. Sprawdź orientacyjne składki OC i AC, ceny opon i koszt przeglądów przewidzianych przez producenta. Przy kredycie lub leasingu patrz na całkowitą kwotę do zapłaty, a nie wyłącznie wysokość miesięcznej raty. Do tego dochodzi planowany przebieg. Inny rachunek uzyska kierowca pokonujący rocznie 8 tys. km, a inny ktoś, kto bez problemu dobija do 30 tys.
Raport pokazuje również, że poszczególne elementy tego rachunku mogą ciągnąć wynik w przeciwne strony. Nowy samochód może mieć gwarancję, niższy koszt serwisu czy mniejsze zużycie paliwa. Kilkuletni egzemplarz ma z kolei za sobą pierwszą fazę utraty wartości.
Największy rachunek może przyjść przy odsprzedaży
istock
Wróćmy do Škody i Jaecoo. Na starcie oba samochody dzieli niespełna 4 tys. zł. W założeniach raportu znacznie większa różnica pojawia się przy wartości, którą auta mają stracić w kolejnych trzech latach.
W przypadku rocznej Škody Karoq przyjęto spadek wartości o 29 tys. zł. Dla nowego Jaecoo 7 w modelu przyjęto utratę wartości na poziomie około 67 tys. zł. To około 38 tys. zł różnicy wynikającej z przyjętych założeń dotyczących utraty wartości. Rzeczywista cena odsprzedaży będzie oczywiście zależała od sytuacji rynkowej, przebiegu i stanu konkretnego egzemplarza.
Efekt widać w trzyletnim bilansie. Według metodologii raportu Karoq osiągnął wynik 240,1 tys. zł, a Jaecoo 287,2 tys. zł. Różnica wyniosła około 47,2 tys. zł, czyli 20 proc. I nie był to odosobniony przypadek.
Sześć porównań, ten sam kierunek
W raporcie sprawdzono sześć par samochodów o zbliżonych cenach i przeznaczeniu. Obok benzynowych Karoqa i Jaecoo znalazły się m.in. hybrydowe Hyundai Tucson i Omoda 5, Škoda Octavia i BYD Seal 5 z napędem plug-in oraz elektryczne Volvo XC40 i BYD Atto 2.
We wszystkich sześciu scenariuszach młode samochody używane osiągnęły według przyjętej metodologii trzyletni bilans kosztowy niższy o 16–22 proc. Największa różnica wystąpiła w porównaniu Škody Octavii i BYD Seal 5, najmniejsza w zestawieniach Renault Arkany z MG ZS oraz Volvo XC40 z BYD Atto 2.
Głównym czynnikiem przechylającym szalę była przyjęta w modelu utrata wartości. Pierwszy właściciel nowego samochodu rozpoczyna użytkowanie w momencie, w którym auto zaczyna tracić wartość od ceny salonowej. Kupujący samochód kilkuletni przejmuje go już po części tego procesu. Przy podobnej cenie zakupu punkt startowy może więc wyglądać niemal identycznie, a punkt końcowy — zupełnie inaczej.
Paliwo i serwis też liczą się w tym rachunku
istock
Utrata wartości dominuje w analizowanych scenariuszach, ale pozostałe koszty potrafią działać na korzyść nowego samochodu.
Dobrym przykładem jest hybrydowe zestawienie Hyundaia Tucsona i Omody 5. Nowa Omoda oferowała siedmioletnią gwarancję, a w założeniach raportu miała niższe koszty paliwa oraz serwisowania. Mimo tego jej trzyletni bilans był o około 34,6 tys. zł, czyli 18 proc., wyższy od dwuletniego Tucsona. Różnicę ponownie zbudowała przede wszystkim przyjęta utrata wartości.
Podobny mechanizm pojawia się przy samochodach elektrycznych. Nowy BYD Atto 2 miał w kalkulacji korzyści wynikające z gwarancji oraz niższych kosztów energii i serwisu, ale trzyletni bilans był o około 33,2 tys. zł wyższy niż w przypadku trzyletniego Volvo XC40 Recharge.
To pokazuje, dlaczego warto liczyć cały samochód, zamiast wybierać jeden wygodny parametr. Niskie spalanie potrafi zaoszczędzić pieniądze każdego miesiąca. Dobra gwarancja może ograniczyć ryzyko kosztownej naprawy. Korzystne finansowanie zmienia wysokość wydatków na starcie. Każdy z tych elementów ma znaczenie, ale ostateczny wynik powstaje dopiero po ich zsumowaniu.
Przygotuj się także na moment pożegnania
Przed zakupem warto więc zerknąć również na ceny starszych egzemplarzy tego samego modelu. Trzy- lub czteroletnie samochody o podobnym silniku i wyposażeniu mogą dać orientacyjny obraz tego, jak rynek wycenia auto po pierwszych latach eksploatacji.
W przypadku nowych marek zadanie jest trudniejsze, bo historia cen na rynku wtórnym jest znacznie krótsza. To właśnie dlatego raport traktuje przyszłą wartość jako jeden z kluczowych elementów analizowanego dylematu.
Cena w ogłoszeniu mówi, ile pieniędzy potrzebujesz dziś. Trzyletni bilans pokazuje, ile samochód może kosztować przez cały okres użytkowania. I właśnie tę drugą liczbę warto mieć z tyłu głowy, zanim sięgniesz po kluczyk.