• Pierwsza dłuższa podróż autem z silnikiem spalinowym miała aż 106 km!
  • Bertha Benz prowadziła pojazd skonstruowany przez swojego męża, Carla. Wyruszyła w trasę bez jego wiedzy
  • Celem podróży były odwiedziny matki mieszkającej w Pforzheim, mieście rodzinnym Berthy – przy okazji, Bertha Benz chciała udowodnić sceptykom i... swojemu mężowi, że pojazd napędzany silnikiem spalinowym to coś więcej niż zabawka
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Czy kogoś, kto przejechał kilka metrów i uderzył autem w płot, rozbił skonstruowanym przez siebie wehikułem wrota od stodoły, albo zrobił kilka rundek po placu, można nazwać kierowcą? Raczej nie! Tymczasem do 5 sierpnia 1888 r. takie mniej więcej były osiągnięcia większości „kierujących” usiłujących poskromić maszyny napędzanie silnikami spalinowymi. To właśnie wtedy Bertha Benz odbyła pierwszą prawdziwą podróż samochodem.

Policyjną specjalnością są nie tylko pościgi nieoznakowanych radiowozów za drogowymi piratami. Funkcjonariusze chętnie pomagają w szybkim transporcie do szpitala. Oto przykład z Dolnego Śląska, gdzie funkcjonariusze z Polkowic zapewnili odpowiednią eskortę aż przez 18 km.

18 kilometrów, by zdobyć 10 punktów. Tym razem nie wspominamy jednak o wykroczeniu, a o ocenie wystawionej przez lekarzy z oleśnickiego szpitala. 10 punktów w skali Apgar uzyskał bowiem Feliks. Dzięki pomocy policjantów z Polkowic poród udało się przeprowadzić w szpitalu zamiast w samochodzie na zakorkowanej drodze ekspresowej.

Bertha Benz była żoną Carla Benza, genialnego konstruktora i inżyniera, który odnosił duże sukcesy w dziedzinie konstruowania silników przemysłowych. Jednak silniki przemysłowe, choć przynosiły pieniądze, nie były tym, co naprawdę fascynowało konstruktora. Przez lata starał się on opracowywać silnik na tyle lekki, żeby można nim było napędzać samobieżne pojazdy. Mimo niechęci wspólników, w 1885 r. zbudował jeżdżący prototyp – dosyć pokracznie wyglądający trójkołowiec na wielkich szprychowych kołach, napędzany silnikiem zamontowanym w tylnej części pojazdu. W 1886 r. udało się pojazd opatentować, a w 1887 wystawić na Wystawie Przemysłowej w Paryżu. Niestety, chętnych na „powóz bez koni” nie udało się znaleźć – w tamtych czasach nie brakowało szarlatanów, którzy próbowali w ten sposób znajdować pieniądze na swoje „wynalazki”. Różnica polegała na tym, że pojazd Benza rzeczywiście działał. Tyle, że dla publiczności tego typu pojazdy nie wydawały się niczym przydatnym, a w gazetach wyśmiewano pomysł, twierdząc, że przecież póki są konie, to „powóz bez koni” nie jest potrzebny.

Podróże w czasach, zanim powstały stacje benzynowe: paliwo pochodziło z apteki.  Foto: Daimler
Podróże w czasach, zanim powstały stacje benzynowe: paliwo pochodziło z apteki.

Żona wierzy w wynalazek męża

Mimo udanych prezentacji na ulicach Paryża, samochodu patentu Carla Benza nikt nie chciał. Rozczarowany wynalazca odstawił pojazd do szopy i wrócił do budowy silników przemysłowych. Z pomysłu „powozu bez koni” nie zrezygnowała jednak jego żona, Bertha Benz, która jak głoszą przekazy, miała też udział w budowie prototypu. Pod nieobecność męża postanowiła… wybrać się skonstruowanym przez niego autem na przejażdżkę. I to nie byle jaką! Postanowiła odwiedzić swoją matkę i miasto rodzinne Pforzheim, wyruszając z odległego ponad 90 km Mannheimu! Nie daleko? Jak na dzisiejsze warunki i jakość dróg, dystans nie robi może wrażenia, ale w tamtych czasach była to zbyt duża odległość, żeby pokonać ją powozem, bez zmieniania po drodze koni!

W podróży pani Benz towarzyszyli jej dwaj nastoletni synowie. Nie obyło się bez drobnych awarii (problemy z zapłonem, dopływem paliwa, łańcuchem), z którymi jednak odważna załoga wehikułu uporała się samodzielnie. A że po drodze nie było przecież stacji benzynowych, Bertha Benz kupowała paliwo w aptekach. Łącznie trasa w jedną stronę miała długość 106 km i została pokonana bez udziału mechanika w załodze – co jak na ówczesne czasy i możliwości pojazdów mechanicznych (po drogach jeździły już nieliczne pojazdy z silnikami parowymi) było niezwykłym osiągnięciem, o którym zrobiło się głośno. Do szerokiej publiczności dotarło, że pojazd napędzany silnikiem spalinowym może z powodzeniem zastąpić powóz konny.

Gdyby nie Bertha Benz, losy motoryzacji mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej!