Na rzekomym dopingu Sawicki został złapany podczas meczów finałowych z… Aluronem Zawiercie w maju 2025 roku. Traf chciał, że jego powrót nastąpił blisko dziesięć miesięcy później w starciu z Jurajskimi Rycerzami. Historia zatoczyła więc koło. Owa zakazana substancja, którą miał przyjmować siatkarz Bogdanki LUK, to modafinil, środek o charakterze stymulującym stosowany m.in. przy leczeniu ADHD czy narkolepsji, poprawiający koncentrację i zwiększający czujność. Sęk w tym, że modafinil może być pomylony z substancją czynną występującą w leku na alergię, który przyjmował zawodnik. Co więcej, metoda analityczna zastosowana przez Polskie Laboratorium Antydopingowe (PLAD) nie pozwoliła na jednoznaczne odróżnienie substancji zakazanej od tej znajdującej się w leku, której nie ma na liście niedozwolonych środków. Na tym linię obrony oparł pełnomocnik siatkarza, były koszykarz Hubert Radke, a WADA przyznała mu rację, informując POLADĘ, że badanie próbki pobranej od Sawickiego, a także młodego polskiego tenisisty Jakuba Januchowskiego zdyskwalifikowanego już na cztery lata, zostało niewłaściwie przeprowadzone. Tyle tylko, że to nie rozstrzyga jeszcze o winie siatkarza. WADA stwierdziła niewłaściwość wyniku, ale nie stwierdza jednoznacznie, czy w analizowanej próbce znalazła się substancja zabroniona.
Kibice Bogdanki z podobiznami SawickiegoKazimierz Kozuch / newspix.pl
Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że Sawicki został skrzywdzony i niesłusznie zawieszony – stracił szansę debiutu w reprezentacji Polski w meczach o punkty (wystąpił jedynie w sparingu, po którym zniknął ze zgrupowania kadry). Stracił również możliwość zdobycia z Bogdanką LUK Lublin Pucharu i Superpucharu Polski, ale przede wszystkim przeszedł przez prawdziwe piekło oskarżeń i hejtu. Bo choć kibice Bogdanki LUK, koledzy z drużyny i działacze mistrzów Polski stanęli na wysokości, cały czas wspierając zawodnika, to część opinii publicznej wydała już wyrok, odsądzając siatkarza od czci i wiary. Tymczasem sprawa Sawickiego, podobnie jak wcześniejsze jakże niejednoznaczne przypadki tenisistki Igi Świątek czy kajakarki Doroty Borowskiej, uczą nas wszystkich pokory. Tego, że w każdej takiej sytuacji, dopóki postępowanie nie dobiegnie końca, należy trzymać się zasady domniemania niewinności i wstrzymać z osądami, które mogą być bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe.
Jeśli niewinność Sawickiego ostatecznie zostanie udowodniona, siatkarz będzie mógł się ubiegać o zwrot kosztów procesowych i odszkodowanie, ale żadne pieniądze nie zrekompensują mu strat moralnych i sportowych, które poniósł. Choć Mikołaj ma wsparcie klubu (wielki szacunek dla działaczy Bogdanki, że nie skreślili siatkarza i udowodnili, iż w Lublinie szanuje się zawodników), sam dzisiaj przyznaje, że musi podnieść się psychicznie po tym, przez co przeszedł w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy. Do formy sportowej wcześniej czy później wróci, ale czy poradzi sobie z psychiką?
Czy kiedykolwiek będzie miał szansę wrócić do reprezentacji Polski, która w 2025 roku stanęła przed nim otworem, a dzisiaj jest odległym marzeniem. Prawdopodobnie wobec wielkiej konkurencji w kadrze na pozycji przyjmującego Sawicki nie miałby szans znaleźć się w czternastce na finały Ligi Narodów czy mistrzostw świata, ale zebranych w kadrze doświadczeń nikt Mikołajowi by nie zabrał, tak jak zrobiła to okrutna i – jak się okazało – nieuzasadniona decyzja o zawieszeniu.
W całej tej sprawie jest jeszcze jedna ważna kwestia, czyli wpadka, trzymając się nomenklatury dopingowej, Polskiego Laboratorium Antydopingowego. W Polsce zakwestionowanie wyniku badania zdarzyło się po raz pierwszy od 2004 roku, gdy laboratorium uzyskało akredytację WADA. Gdyby teraz WADA zawiesiła polskie laboratorium, próbki musiałyby być wysyłane do innych krajów, co mocno skomplikowałoby obsługę imprez i wydatnie zwiększyło koszty. PLAD musi więc walczyć o odzyskanie wiarygodności i wykazać, że to nie był błąd systemowy, że nadal może tropić nieuczciwych sportowców. Cieszę się, że jest duża szansa na to, że w tym gronie nie ma Sawickiego.