Ponad trzy lata po tragicznym wypadku na autostradzie A1 zapadł wyrok w sprawie, która przez długie miesiące elektryzowała opinię publiczną. Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim uznał Sebastiana M. za winnego spowodowania katastrofalnego w skutkach wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.
Sąd skazał oskarżonego na 8 lat więzienia, czyli najwyższą karę przewidzianą za zarzucany mu czyn w chwili, gdy doszło do wypadku. Dodatkowo Sebastian M. otrzymał 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Zgodnie z orzeczeniem ma także wypłacić bliskim ofiar 2,5 mln zł zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wypadek na autostradzie A1 był jedną z przyczyn późniejszego zaostrzenia kar przewidzianych za wypadki spowodowane w wyjątkowo odrażających okolicznościach. Do Kodeksu karnego został dopisany także przepis, który przewiduje karę do pięciu lat więzienia za samo prowadzenie samochodu z ekstremalną, niedozwoloną prędkością.
- Czytaj także: Sebastian M. dostał 8 lat. Dlaczego nie 20? Wyjaśniam
Tragedia, która wstrząsnęła Polską
Do wypadku doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1. Patryk i Martyna wraz z 5-letnim synem wracali do domu. Według ustaleń śledczych ich Kia została uderzona z ogromną siłą przez BMW nadjeżdżające z tyłu, prowadzone przez Sebastiana M.
Po uderzeniu Kia, którą podróżowała rodzina, uderzyła w bariery energochłonne, auto stanęło w płomieniach. Mimo natychmiastowej reakcji innych kierowców, którzy próbowali dostać się do wnętrza samochodu i ugasić ogień, nie udało się uratować żadnej z osób znajdujących się w środku. Spłonęli żywcem.
Sprawa wywołała ogromne emocje nie tylko ze względu na skalę tragedii, lecz także okoliczności zdarzenia. Według opinii biegłych BMW poruszało się tuż przed wypadkiem z prędkością przekraczającą 300 km na godz., podczas gdy Kia jechała z prędkością około 135 km na godz.
Oskarżony Sebastian M. nie przyznawał się do winy
Sebastian M. w sądzie
Marian Zubrzycki / PAP
Przez cały proces Sebastian M. konsekwentnie utrzymywał, że nie ponosi odpowiedzialności za wypadek. Twierdził, że kierowca Kii zajechał mu drogę. Obrona próbowała również podważać ustalenia śledczych i opinie biegłych, przedstawiając prywatne ekspertyzy sugerujące alternatywne przyczyny tragedii. Jedną z jej przyczyn miało być koło dojazdowe zamontowane na Kii. W toku procesu okazało się, że nie było to prawdą.
Sąd nie zdecydował się jednak dopuścić jako dowodu w sprawie opinii eksperta powołanego przez oskarżonego; wskazywał on m.in. na możliwość nagłego manewru kierowcy Kii czy wpływu stanu technicznego drugiego auta na okoliczności wypadku.
Choć podczas końcowych wystąpień Sebastian M. przeprosił rodzinę ofiar, jednocześnie wnosił o swoje uniewinnienie.
Ucieczka za granicę i ekstradycja
Oburzające były również okoliczności związane z pociągnięciem sprawcy wypadku do odpowiedzialności. Początkowo — jako że BMW po uderzeniu w Kię zatrzymało się kilkaset metrów dalej — policjanci nie powiązali ze sobą spalonej Kii i rozbitego BMW. Kierowcy BMW, Sebastianowi M., pozwolono oddalić się. Zanim śledczy zorientowali się, że sprawcą śmierci rodziny mógł być kierujący BMW Sebastian M., ten zdołał uciec z kraju. Dotarł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Sprowadzenie go w trybie ekstradycji zajęło polskim władzom długie miesiące.
Został przywieziony do Polski w maju 2025 r. Dopiero wtedy możliwe było rozpoczęcie procesu przed sądem.
Ważnym wątkiem była modyfikacja BMW
Wcześniej pojawiły się również informacje dotyczące samochodu oskarżonego, potwierdzone następnie w toku procesu. Zeznający przed sądem specjaliści zajmujący się tuningiem potwierdzili, że na życzenie Sebastiana M. usunęli fabryczny ogranicznik prędkości oraz zwiększyli moc pojazdu. Z filmików wcześniej zamieszczonych w Internecie, a później usuniętych, wynikało, że BMW Sebastiana M. "wciskało w fotel bez końca".
Sąd przychylił się do stanowiska prokuratury
Prokurator oraz pełnomocnicy rodziny ofiar domagali się wymierzenia maksymalnej kary przewidzianej przez przepisy. Obrona z kolei argumentowała, że materiał dowodowy nie pozwala na jednoznaczne przypisanie winy oskarżonemu i wnosiła o jego uniewinnienie.
Sąd ostatecznie podzielił ocenę prokuratury, wymierzając Sebastianowi M. 8 lat pozbawienia wolności. O możliwość warunkowego przedterminowego zwolnienia będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu trzech czwartych kary.
Dodatkowo Sebastian M. został skazany na 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów. Oprócz tego ma zapłacić rodzinom zmarłych 2,5 mln zł zadośćuczynienia.
Należy mieć nadzieję, że zadośćuczynienie zostanie wypłacone, ale biorąc pod uwagę dotychczasową postawę oskarżonego, a następnie skazanego, nie można mieć tej pewności. Może się bowiem okazać, że dawniej bardzo zamożny człowiek nie ma obecnie żadnego majątku.