Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Maciej BrzezińskiPasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Od dnia ogłoszenia wyroku na Łukasza Żaka, który spowodował śmiertelny wypadek na trasie Łazienkowskiej w Warszawie, już wiadomo, że w Polsce skończyło się pobłażanie dla piratów drogowych. Żak dostał 20 lat więzienia. Sebastian M. 21 października najpewniej dostanie osiem. Dlaczego tylko tyle? Już wyjaśniam.
BMW po wypadku na A1
KMP w Piotrkowie Trybunalskim
Dla przypomnienia: Sebastan M. to młody biznesmen, który odpowie za to, że 16 września 2023 r. miał rozpędzić się swoim stuningowanym BMW na autostradzie A1 do prędkości ponad 300 km na godz. Z niewiele mniejszą prędkością miał uderzyć w tył Kii, którą podróżowało małżeństwo z dzieckiem. Kia stanęła w ogniu, BMW zatrzymało się kilkaset metrów dalej. Jak mówi prokuratura, Sebastian M. wysiadł z rozbitego BMW o własnych siłach, ludzie jadący Kią spłonęli żywcem. Po wypadku Sebastian M. nie zainteresował się ofiarami wypadku, a policjanci — jako że auta zatrzymały się kilkaset metrów od siebie — nie połączyli ze sobą spalonej Kii oraz rozbitego BMW. Zanim policja zorientowała się w sytuacji i dotarła do kierowcy BMW, by drążyć temat sprawstwa wypadku, ten zdążył uciec za granicę.
Sebastianowi M. nie pomoże ucieczka do Dubaju i odrażający spektakl sądowy
Sebastian M. nieprzypadkowo odnalazł się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Polskim śledczym trudno było "wyciągnąć" podejrzanego o spowodowanie wypadku z tego kraju, a on zyskał w ten sposób kilka miesięcy wolności i przestrzeni, by nagłaśniać swoją wersję przebiegu zdarzeń na A1. Potem, gdy doszło do ekstradycji oskarżonego, byliśmy świadkami podważania przez adwokatów domniemanego sprawcy opinii biegłych, obciążania winą kierowcy Kii i porażającego braku skruchy ze strony kierowcy BMW. Spektakl był odrażający.
W tym samym czasie opinia publiczna dowiedziała się, że BMW było podrasowane, "wciskało w fotel bez końca", a gdy autoryzowany serwis wgrał oryginalne oprogramowanie z blokadą prędkości, Sebastian M. zadbał o ponowne zdjęcie blokady i podrasowanie swojego samochodu.
Ciekawym odkryciem było to, że BMW Sebastiana M. zostało wyposażone w urządzenie zakłócające pracę policyjnych laserowych mierników prędkości. Taki sprzęt sprawia, że pomiar prędkości policyjnym laserem jest nieskuteczny, a ponadto w chwili pomiaru kierowca dostaje ostrzeżenie, że jest namierzany.
Mimo takich "odkryć" adwokaci oskarżonego do końca robili wszystko, by sprawę przeciągnąć, by zasiać wątpliwości — że wina leży po stronie kierowcy Kii albo jego samochodu.
Moim zdaniem adwokatom udało się odroczyć wydanie wyroku, ale losu Sebastiana M. nie poprawili. Moim zdaniem – piszę to przed wydaniem wyroku pierwszej instancji – Sebastian M. dostanie najwyższy możliwy wymiar kary: osiem lat więzienia i wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Dlaczego jednak nie 20 lat więzienia jak Łukasz Żak? Dlaczego nie np. tylko sześć lat, skoro taki młody i dotąd niekarany?
Dlaczego Sebastian M. nie dostanie 20 lat więzienia jak Łukasz Żak?
Rozprawa Sebastiana M.
Marian Zubrzycki / PAP
Nie tylko dlatego, że — inaczej niż Żak — Sebastian M. dotąd był niekarany, a podczas wypadku — inaczej niż Żak — był trzeźwy. Nie można też powiedzieć, tak jak w przypadku Żaka, że uciekł z miejsca wypadku – on został wypuszczony. Przede wszystkim jednak prawo nie działa wstecz. W chwili, gdy doszło do strasznego wypadku na A1, o którego spowodowanie oskarżony jest Sebastian M., nie istniał przepis pozwalający skazać wyjątkowo niebezpiecznego pirata drogowego na 20 lat więzienia. Był on już jednak w mocy, gdy pijany Łukasz Żak wsiadał za kierownicę Volkswagena Arteona.
W chwili, gdy po raz ostatni Sebastian M. rozpędzał swoje BMW do prędkości ponad 300 km na godz., nie istniał także art. 178d KK, który uznaje za przestępstwo samo rażące przekroczenie prędkości. Przepisy karne zwiększające górną granicę odpowiedzialności za wypadki spowodowane przez wyjątkowo "szybkich i wściekłych" kierowców po raz ostatni zostały zaostrzone m.in. pod wpływem wyczynów Sebastiana M. w grudniu 2025 r., a weszły w życie w styczniu 2026 r. Od tego czasu za samo rozpędzenie auta do 300 km na godz. na drodze publicznej – teoretycznie – można pójść siedzieć na pięć lat.
Z tych powodów — ponieważ prawo nie działa wstecz — Sebastian M. może dostać karę maksymalnie ośmiu lat więzienia, uzupełnioną o zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wszystko wskazuje na to, że dostanie właśnie osiem lat.
Dlaczego Sebastian M. dostanie najwyższą możliwą karę?
Sebastian M. zasłużył na najwyższy możliwy wymiar kary nie tylko za sprawą skali dramatu, którego jest sprawcą — w wypadku na A1 spłonęła żywcem trzyosobowa rodzina; będzie tak również z powodu nieprawdopodobnej prędkości, jaką tuż przed wypadkiem rozwinął na drodze publicznej — autorzy obowiązujących w chwili wypadku przepisów na pewno nie wyobrażali sobie, że można aż tak zlekceważyć obowiązujące przepisy, reguły zdrowego rozsądku i jednocześnie zaprezentować taki poziom cynizmu, jakiego byliśmy świadkami. Nie pomoże mu ucieczka przed odpowiedzialnością do Dubaju, nawet jeśli to nie to samo co ucieczka z miejsca wypadku.
Sąd właściwie nie ma innej możliwości: skazując sprawcę tego wypadku na karę jakkolwiek niższą od ośmiu lat więzienia, pokazałby, że przepis mówiący o maksymalnej karze za spowodowanie śmiertelnego wypadku jest martwy. Co jeszcze trzeba zrobić, by dostać maksymalną karę za wypadek, który nie został zakwalifikowany jako katastrofa? Ja nie mam takiej wyobraźni — może ktoś z Państwa ma?
W sprawie Sebastiana M. prokurator żąda dodatkowo 15-letniego okresu zakazu prowadzenia pojazdów oraz 2,2 mln zł zadośćuczynienia na rzecz rodzin ofiar wypadku. To byłoby słuszne, ale... Niby na biednego nie trafiło, ale czasami zdarza się, że jeszcze niedawno bardzo zamożny człowiek w chwili uprawomocnienia wyroku jest już całkowicie niewypłacalny.