To może być najwyższy w Polsce wyrok za wypadek. Koniec procesu Łukasza Żaka

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Łukasz Żak, oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku po pijaku, ma usłyszeć wyrok 16 lipca 2026 roku.
  • Grozi mu maksymalna kara 20 lat więzienia, z powodu wielu obciążających okoliczności, w tym jazdy pod wpływem alkoholu i ucieczki z miejsca wypadku.
  • Wypadek miał miejsce 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, gdzie zginął mąż jednego z pasażerów.
  • Żak jechał z prędkością ponad 200 km/h, był pod wpływem alkoholu i nie udzielił pomocy ofiarom.
  • Wyrok w tej sprawie ma być testem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości w kwestii karania pijanych kierowców.
Łukasz Żak, formalnie wciąż oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na warszawskiej Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 r., dostanie najwyższą możliwą karę, jaka grozi kierowcy za wypadek. Najwyższą, bo w jego sprawie trudno doszukać się okoliczności łagodzących. Prowadzenie pod wpływem alkoholu, zawrotna prędkość, nieudzielenie pomocy, ucieczka z miejsca wypadku, kryminalna przeszłość, wielokrotne sądowe zakazy prowadzenia. Tylko czy ta najwyższa kara oznacza grożące mu 20 lat więzienia?

Wyrok w sprawie Łukasza Żaka będzie historyczny

To będzie historyczny wyrok, który pokaże, jaką karę naprawdę, a nie tylko w teorii, może dostać pijany kierowca samochodu, który spowoduje śmiertelny wypadek. To szczególny przypadek, w którym sprawca nie tylko zabił samochodem człowieka, lecz także popełnił towarzyszące mu praktycznie wszelkie możliwe przestępstwa, o których mówi Kodeks karny i które — przynajmniej teoretycznie — prowadzą do drastycznego zaostrzenia kary.

Jak zmienia się kara w zależności od okoliczności wypadku?

Każdy może mieć pecha i spowodować wypadek — może wydarzyć się błąd, chwila nieuwagi; kara musi być, ale nie w każdym przypadku musi oznaczać więzienie. Przepisy mówią, że za spowodowanie wypadku, choćby nieumyślnie — a to takie zdarzenie, w którym ktoś ucierpiał — kierowcy grozi kara do 3 lat więzienia. Maksymalnie 3 lata, ale bez dolnej granicy kary, co oznacza też, że może skończyć się na albo ograniczeniu wolności, albo na karze więzienia w zawieszeniu.
Więzienie dla sprawcy nie jest przesądzone nawet wtedy, gdy ktoś zginie w wypadku, choć w takiej sytuacji zagrożenie karą rośnie: od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Wciąż możliwe jest warunkowe zawieszenie kary.
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy kierowca jest pijany albo zrobił coś spektakularnego, o czym nie można powiedzieć, że stało się przypadkiem. Wtedy kary drastycznie rosną.
Przepisy przewidują albo drastyczne podwyższenie kary, albo dodatkowe kary w kilku przypadkach. Przede wszystkim alkohol: jeśli ktoś zabije człowieka samochodem po pijanemu, najniższa możliwa kara więzienia to, przynajmniej teoretycznie, 5 lat; maksymalnie to aż 20 lat więzienia.
Nawiasem mówiąc, poważne zaostrzenie kar za jazdę po pijanemu i jej skutki wchodziły w życie pod koniec 2023 r. i na początku 2024 r. — zaledwie na kilka miesięcy przed tragicznym wypadkiem na warszawskiej Trasie Łazienkowskiej spowodowanym przez Łukasza Żaka. To pokazuje, że samo zaostrzanie kar nie na wszystkich działa tak, jak powinno.

Jakie okoliczności sąd musi wziąć pod uwagę w procesie Łukasza Żaka?

Jeśli chodzi o okoliczności, które pozwalają albo wymuszają na sądzie podwyższenie kary dla kierowcy, który spowodował wypadek, to są wśród nich:
  • Alkohol. Chodzi zarówno o stan nietrzeźwości, lecz także o picie alkoholu np. w czasie pomiędzy wypadkiem a przyjazdem policji i badaniem trzeźwości; ten przepis stworzono po to, by uniknąć sytuacji, gdy sprawca wypadku przed przyjazdem policji sięga ostentacyjnie po alkohol, a potem tłumaczy, że musiał się napić "z nerwów", ale przed spowodowaniem wypadku był trzeźwy.
  • Ucieczka z miejsca wypadku. Jeśli ktoś ucieka, traktowany jest tak samo, jak pijany, to znaczy, że grozi mu taka sama kara. Ten przepis powstał w reakcji na proceder polegający na tym, że pijanym sprawcom wypadku opłacało się od razu uciekać, by uniknąć kary za wypadek po alkoholu; następnie zgłaszali się na policję po kilkudziesięciu godzinach, tłumacząc, że byli w szoku, ale oczywiście trzeźwi.
  • Nieudzielenie pomocy ofiarom.
Już po tragicznym wypadku na Trasie Łazienkowskiej, poniekąd pod wpływem tych wydarzeń, powstał przepis, który pozwala na drastyczne zaostrzenie odpowiedzialności za spowodowanie wypadku, gdy był on skutkiem oczywistej brawury:

Kto prowadzi pojazd mechaniczny, rażąco przekraczając prędkość oraz rażąco naruszając inne zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przez to naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo (...).

Najogólniej rzecz ujmując, za spowodowanie wypadku w takich okolicznościach minimalna kara to 3 lata więzienia. Jeśli ktoś zginął w takim wypadku, widełki wynoszą od 5 do 20 lat więzienia. Samo drastyczne łamanie zasad bezpieczeństwa stało się przestępstwem, za które można trafić za kratki nawet na 5 lat. Czwartkowy wyrok w sprawie Łukasza Żaka będzie więc swoistym "testem" dla polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Co się wydarzyło na Trasie Łazienkowskiej 15 września 2024 r.?

W późnych godzinach wieczornych warszawską Trasą Łazienkowską w kierunku praskiej strony Wisły jechał Ford kierowany przez panią Ewelinę. W samochodzie był też jej mąż i dwoje dzieci. Jechali z prędkością nieco poniżej 60 km na godz., przy limicie w tym miejscu 80 km na godz.
Zbliżał się do nich jednak biały Volkswagen Arteon prowadzony przez Łukasza Żaka, który obecnie jest głównym oskarżonym w związku z tym zdarzeniem. Wraz ze znajomymi jechali z imprezy w lokalu w centrum miasta, kierując się w stronę innego lokalu po drugiej stronie Wisły. Na liczniku mieli ponad 200 km na godz. Łukasz Żak miał nagrywać telefonem swoją jazdę, prawdopodobnie nie widział w ogóle Forda, bo cały czas przyspieszał. Na podstawie tzw. czarnej skrzynki VW Arteona ustalono, że na pięć sekund przed uderzeniem jechał 205 km na godz., a w chwili uderzenia w Forda już 226 km na godz.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Mąż pani Eweliny nie przeżył, ona sama trafiła na długi czas do szpitala; bezpośrednio po wypadku pasażerowie Arteona utrudniali ludziom dostęp do rozbitego Volkswagena, w którym była poważnie ranna pasażerka — według doniesień medialnych pojawił się pomysł, by to na nią zrzucić odpowiedzialność za kierowanie autem. Sam Łukasz Żak, który miał zakaz prowadzenia pojazdów łamany już w przeszłości (niedługo wcześniej wyszedł z więzienia za złamanie sądowego zakazu), posłuchał rad kolegów, że ma uciekać. Koledzy, jak później ustalono, pomagali mu w ucieczce: mylili tropy, składali sprzeczne wyjaśnienia, które potem zmieniali, itp. Zresztą usłyszeli za to zarzuty. W ich sprawie 16 lipca również zapadną wyroki.
Na podstawie nagrań z lokalu, gdzie wcześniej imprezował Łukasz Żak z kolegami, ustalono, że pił tam wódkę i musiał mieć we krwi co najmniej 1,1 promila alkoholu. Żak praktycznie od razu miał świadomość, że zabił człowieka, ale nie zamierzał dać się łatwo złapać. Zdołał dostać się do Niemiec.
Podczas rozpraw, na które doprowadzano go z aresztu, wykazywał znikomą skruchę.
Warto podsumować, że kierowca Volkswagena:
  • jechał ponad 220 km na godz. w mieście,
  • nie patrzył na drogę, bo był zajęty telefonem,
  • nie udzielił pomocy rannym,
  • uciekł z miejsca wypadku,
  • miał na koncie kolejny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów,
  • udowodniono, że w chwili wypadku był pijany.

Ile grozi za spowodowanie wypadku po pijanemu? Prawie nikt nie wie, ale wkrótce się dowiemy

Jednym z problemów związanych z zaostrzeniem kar dla pijanych kierowców i piratów drogowych jest to, że przepisy są tak skrajnie skomplikowane, że potencjalni adresaci tych przepisów — patologiczni piraci drogowi, alkoholicy i recydywiści — nawet gdyby chcieli je na spokojnie przeanalizować, nie mają na to szans, bo to nie są przepisy napisane dla ludzi, tylko dla prawników. Jednocześnie, nawet gdy ktoś rozumie, jaka jest teoretycznie najwyższa kara, i tak zakłada — i słusznie — że to tylko teoria, w praktyce kary są niższe. Mówiła o tym nawet obrończyni Łukasza Żaka w mowie końcowej — jeszcze nigdy w podobnych przypadkach pijanych kierowców z sądowymi zakazami prowadzenia pojazdów, którzy doprowadzili do śmiertelnych wypadków, sąd nie zdecydował się na wymierzenie maksymalnej kary.
Mała próbka — jeden z bardzo licznych przepisów Kodeksu karnego dotyczącego spowodowania wypadku po alkoholu:

Art. 178. § 1. Skazując sprawcę, który popełnił przestępstwo określone w art. 173 § 1 lub 2, art. 174, art. 177 § 1 lub 2a, art. 178c § 1 pkt 2 lub art. 178d, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, lub zbiegł z miejsca zdarzenia, lub spożywał alkohol, lub zażywał środek odurzający po popełnieniu czynu określonego w art. 173 § 1 lub 2, art. 174, art. 177 § 1 lub 2a, art. 178c § 1 pkt 2 lub art. 178d, a przed poddaniem go przez uprawniony organ badaniu w celu ustalenia w organizmie zawartości alkoholu lub obecności środka odurzającego, sąd orzeka karę pozbawienia wolności przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę do górnej granicy tego zagrożenia zwiększonego o połowę.

Więc można dalej komplikować i zaostrzać prawo, boję się jednak, że to nie pomoże. Te kary to abstrakcja, w którą nikt nie wierzy.
Tym razem jednak mamy na wokandzie przestępstwo, a raczej cały zestaw przestępstw drogowych, którym ani sprawca, ani nawet jego obrońcy, nie zaprzeczają. Ten człowiek zrobił właściwie wszystko źle — oto modelowy przykład skrajnej i niebezpiecznej patologii, której nie zapobiegły wcześniejsze łagodne kary. Prokurator domaga się kary 20 lat więzienia z możliwością skrócenia jej nie wcześniej niż po 15 latach — czyli najwyższej, jaka w tym przypadku jest możliwa. Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, że można zrobić coś jeszcze gorszego związanego z jazdą samochodem, wypadkiem i tym, co stało się wcześniej i później.
Dlatego wkrótce poznamy w praktyce najwyższą możliwą karę, jaka grozi patologicznym, pijanym sprawcom wypadku. Nie w teorii, a w praktyce. Czy będzie to 20 lat więzienia? Nie mam pojęcia.
Obrońcy Żaka przekonują, że został skazany przez media, że wymaga pomocy psychiatrycznej. Powinniśmy mu współczuć, przemilczeć tę sprawę? Wyrok zostanie ogłoszony 16 lipca 2026 r., ale mam przekonanie, że w żaden sposób taki tekst nie może na niego wpłynąć: wyrok już zapadł, tylko nie wiemy, jaki. Czekamy na niego, bo to historyczny wyrok: najwyższy, jaki może dostać kierowca za spowodowanie wypadku po pijanemu. Jeśli nie będzie to 20 lat więzienia, to znaczy, że nie można dostać 20 lat więzienia za zabicie kogoś samochodem po alkoholu.
1653
3
1
1
1
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Pokaż listę wszystkich publikacji

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak. Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI. Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!