Mam złe wieści. Polski samochód elektryczny nie będzie kosztować 65 tys. zł

Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Koszt polskiego samochodu elektrycznego nie może wynosić 65 tys. zł, co podkreślają eksperci.
  • Wycena 65 tys. zł pochodzi z nieoficjalnych spekulacji i nie uwzględnia rzeczywistych kosztów produkcji.
  • Ekspert ocenia, że ceny polskich modeli mogą wynosić od 65-75 tys. zł za mały model, do 115-150 tys. zł za największy model.
  • Nowa fabryka będzie opierać się głównie na europejskich dostawcach, co podnosi koszty produkcji w porównaniu do Chin.
  • Foxconn jest nowym partnerem ElectroMobility Poland, planującym produkcję w Polsce i transfer technologii.

Posłuchaj artykułu

00:00 / 00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Autor Piotr Kozłowski
Piotr Kozłowski Redaktor Naczelny AutoŚwiat.pl

Po internecie krąży informacja, że polski samochód będzie kosztować 65 tys. zł. Nie będzie. Wytłumaczę, dlaczego to niemożliwe.

W sieci krążą życzeniowe wyceny przyszłego polskiego samochodu elektrycznego, który ma być produkowany w Polsce w ścisłej współpracy z tajwańskim Foxconnem. Eksperckie wyceny startują od 65 tys. zł w przypadku wersji budżetowej. Sęk w tym, że te wyliczenia to czysta spekulacja, zabawa, w której nie brał udziału nikt związany z projektem — nikt z Foxconnu, nikt z ElectroMobility Poland.
Foxtron Cavira, elektryczny SUV tajwańskiego partnera EMP
Foxtron
Foxtron Cavira, elektryczny SUV tajwańskiego partnera EMP

Skąd wzięła się cena 65 tys. zł za polski samochód?

Skąd w ogóle wzięła się cena 65 tys. zł za polskie auto elektryczne, o które piszą dziś media? Z wyliczeń Superauto.pl, które niektórzy przemianowali w oficjalny cennik. Sęk w tym, że nikt z ekspertów, którzy podpisali się pod tymi wycenami, nie twierdzi, że polskie auto będzie tyle kosztować. Ich zdaniem ono powinno tyle kosztować, by pozwolić nowej marce konkurować z innymi markami. Ale nie będzie.
Eksperci podają trzy progi cen polskich samochodów elektrycznych:
  • 65–75 tys. zł – w przypadku modelu podstawowego, zapewne małego, miejskiego;
  • 85–100 tys. zł – w przypadku modelu kompaktowego, czyli średniaka;
  • 115–150 tys. zł – w przypadku największego modelu, zapewne z segmentu D-SUV.
Cena 65 tys. zł jest po prostu nierealna. Można zapytać: ale dlaczego, skoro Chińczycy potrafią to robić na swoim rynku? Bardzo dokładnie wyjaśniliśmy to w tym tekście:

Dlaczego polski samochód elektryczny nigdy nie będzie kosztować 65 tys. zł?

Założeniem projektu nowej Izery (nowa nazwa jest jeszcze tajemnicą, ale wiadomo, że Izera Izerą nie pozostanie) jest aktywizacja lokalnych, głównie polskich dostawców i stworzenie nowych łańcuchów, możliwie jak najbardziej niezależnych od źródeł pozaeuropejskich. Mowa nawet o 70 proc. części z UE. Fabryka polskiego samochodu elektrycznego ma być faktyczną fabryką, a nie montownią aut dostarczanych z Azji w mniejszych częściach. Auto produkowane w Europie z europejskich części nie może kosztować 65 tys. zł, jeśli nikt nie planuje do niego dopłacać. A nic mi nie wiadomo o tym, by ktoś planował.
Koszty pracy w Europie, koszty energii i wielu innych czynników składających się na ogólny koszt produkcji są na Starym Kontynencie nieporównywalnie wyższe niż w Chinach. Polski projekt tego nie zmieni — on musi się do tych warunków dostosować. Polski samochód nie będzie kosztować w Polsce tyle, ile chiński samochód kosztuje w Chinach.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Co na pewno wiemy o polskim aucie?

Marka Izera to już przeszłość — nikt nawet nie planuje budowy auta z tym znaczkiem. Nowy, tajwański partner spółki ElectroMobility Poland to zupełnie nowa koncepcja projektu. Polska poszła modelem chińskim — chcesz u nas produkować, podziel się tym, co wiesz. Chińczycy wypadli z gry. Można dziś powiedzieć — i dobrze. To oni mieli być partnerami projektu Izera i przetransferować do Polski technologię potrzebną do budowy nowoczesnych aut elektrycznych. Sęk w tym, że choć oficjalne komunikaty spółki EMP mówiły o transferze technologii, to Chińczycy wcale nie byli skorzy, by dzielić się wiedzą na temat budowy aut elektrycznych. Fabryka w Jaworznie, w której miała powstawać Izera, tak naprawdę byłaby montownią. A po co nam chińska montownia za miliardy złotych?
Teraz koncepcja jest inna, choć brzmi znajomo, bo o "klastrze elektromobilności" słyszeliśmy już wiele miesięcy temu, gdy ważyły się losy środków z KPO, z których miała być finansowana Izera. EMP chciało transferu wiedzy, ale — jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy — chińscy partnerzy nie byli do niego skorzy. Nowy, tajwański partner, ma ponoć zupełnie inne podejście.
Foxtron Cavira, elektryczny SUV tajwańskiego partnera EMP
Foxtron
Foxtron Cavira, elektryczny SUV tajwańskiego partnera EMP
Upraszczając, Polska pójdzie modelem chińskim. Kto chce produkować w Chinach, musi zakładać tzw. spółki joint venture z lokalnymi firmami. Tak dekadami odbywał się transfer tzw. know-how z Zachodu do Chin, czego efektem jest dzisiejsza chińska dominacja w wielu aspektach gospodarki. EMP robi to samo. Rozpoczęło współpracę z tajwańskim koncernem Foxconn, globalnym gigantem znanym z produkcji elektroniki dla globalnych marek. Obie firmy stworzą tzw. hub elektromobilności w Jaworznie. Powstanie spółka joint venture, później fabryka (a nie montownia), nastąpi transfer wiedzy.

Foxconn — co to za firma?

Foxconn to globalny gigant zatrudniający nawet 900 tys. osób w 24 krajach i osiągający ponad 250 mld dol. rocznego przychodu. Od kilku lat rozwija działalność w sektorze motoryzacyjnym. Tajwańska firma, dotąd kojarzona z produkcją elektroniki dla takich firm jak Apple, postanowiła wejść na rynek aut elektrycznych. Od 2020 r. Foxconn prowadzi spółkę Foxtron Vehicle Technologies, która odpowiada za produkcję pojazdów elektrycznych. Współpraca z EMP jest dla niej bramą do Europy.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak. Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI. Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!