Logo

Czy grożą nam znów podwyżki cen paliw? "Rynek ropy jedzie na rezerwie"

Dodaj w Google
Kryzys na światowym rynku paliw, do którego doprowadziła wojna między USA i Izraelem a Iranem, wcale się nie zmniejszył, choć w ostatnich dniach pojawiły się pierwsze optymistyczne sygnały, jak choćby informacje o częściowym przywróceniu ruchu statków przewożących ropę i gotowe paliwa przez cieśninę Ormuz. Okazuje się jednak, że sytuacja wciąż jest bardzo napięta. Światowe zapasy wydobytej ropy są na wyczerpaniu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Na początku października kraje G7 (klub najbogatszych i najbardziej rozwiniętych gospodarek demokratycznych świata, do którego należą Francja, Kanada, Niemcy, Włochy, Japonia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone) wypuściły na rynek kolejnych 100 mln baryłek ropy, żeby nieco uspokoić sytuację na rynku i nie jest to pierwsze takie działanie w ostatnich miesiącach — tyle że w magazynach surowca jest coraz mniej, więc z kolejnymi interwencjami może być problem.
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Szef saudyjskiego giganta naftowego Saudi Aramco (to największy na świecie koncern naftowy pod względem wielkości dziennej produkcji ropy naftowej), Amin Nasser, podczas niedawnego forum Energy Intelligence Forum w Londynie, ostrzegł, że na światowym rynku ropy praktycznie nie ma już "poduszki bezpieczeństwa" na wypadek zaostrzenia kryzysu.

Prezes Saudi Aramco, Amin Nasser: Świat wszedł w ten kryzys, mając w zapasie niemal 10 mld baryłek ropy naftowej na całym globie. Od tego czasu straciliśmy niemal 3 miliardy baryłek całkowitej podaży ropy, czyli mniej więcej połowę surowca i produktów, które w tym samym czasie normalnie przepłynęłyby przez cieśninę Ormuz. Sytuację ratowało ponad miliard baryłek pochodzących z tych zapasów. Jednak większość tej ilości pochodziła z lądowych magazynów komercyjnych, które były ostatnim poważnym rezerwuarem.

Szacunki wskazują, że dziś w magazynach komercyjnych pozostało mniej niż sześć mld baryłek, z czego zdecydowana większość jest praktycznie niedostępna.

System już ledwo daje sobie radę. A ponieważ świat nie ma już prawie żadnych alternatyw, poduszka bezpieczeństwa w postaci rezerw jest niepokojąco cienka.

Magazyny świecą pustkami. Odtworzenie zapasów może potrwać więcej niż dwa lata

Jakby tego było mało, moce przerobowe rafinerii na świecie spadły od początku roku o ok. 10 proc. — więc nawet gdyby ropy było na rynku więcej, to i tak nie przełoży się to od razu na wyraźnie niższe ceny gotowych paliw na światowych rynkach. To efekt ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie i odwetowych ataków irańskich na rafinerie w krajach Zatoki Perskiej współpracujących ze Stanami Zjednoczonymi.
Nawet perspektywa całkowitego otwarcia cieśniny Ormuz (na razie mogą przez nią przepływać tankowce tylko w eskortowanych konwojach) nie zagwarantuje szybkiego uspokojenia rynku — zdaniem ekspertów przy przywróceniu podaży surowca i przynajmniej częściowym odtworzeniu mocy przerobowych rafinerii ponowne uzupełnienie rezerw do poziomu sprzed kryzysu, przy jednoczesnym zaspokajaniu popytu na paliwa, może potrwać nawet ok. dwóch lat — przy optymistycznych założeniach.
Moce przerobowe rafinerii na świecie spadły w ostatnich miesiącach już o ponad 10 proc. – to efekt  wojny na Bliskim Wschodzie i ukraińskich ataków na zakłady petrochemiczne w Rosji.
X/Exilenova
Moce przerobowe rafinerii na świecie spadły w ostatnich miesiącach już o ponad 10 proc. – to efekt wojny na Bliskim Wschodzie i ukraińskich ataków na zakłady petrochemiczne w Rosji.

Jeśli paliwo będzie tańsze, to szybko może go zabraknąć

Co to wszystko oznacza dla rynków takich jak polski? Że perspektywa znaczących obniżek cen paliw jest wciąż odległa. Oczywiście, przez radykalne cięcie marż czy podatków zawartych w paliwie da się doraźnie i miejscowo ceny na stacjach obniżać, ale w ograniczonym zakresie. Jeśli ceny paliw w Polsce spadłyby do poziomu znacznie niższego niż w krajach ościennych, to efektem mógłby być lokalny kryzys paliwowy i puste dystrybutory na stacjach.
Taki scenariusz już raz przerabialiśmy w 2023 r., kiedy przed wyborami parlamentarnymi kontrolowany przez polityków Orlen, dla poprawy notowań rządu, utrzymywał zaniżone ceny na stacjach mimo wzrostów cen na światowych rynkach. Efektem była gigantyczna "turystyka paliwowa" z zagranicy przy jednoczesnym wstrzymaniu sprowadzania paliw przez niezależnych importerów — bo takie paliwo już w hurcie byłoby droższe od tego sprzedawanego w detalu na stacjach najpopularniejszej polskiej sieci.
Żeby uniknąć katastrofy i wyprzedania całego przecenionego paliwa, Orlen musiał się wtedy uciekać do sztuczek polegających m.in. na zamykaniu dystrybutorów pod pretekstem awarii — tyle że bardzo szybko się wydało, że te awarie występowały jednocześnie w niemal całej Polsce, a pracownicy koncernu nieoficjalnie przyznawali, że paliwo na stacjach jest i nie ma żadnych awarii. Według biegłych, którzy na zlecenie prokuratury badają sprawę, szkody wyrządzone w ten sposób spółce wyniosły ok. 4,1 mld zł!
Stacja paliw Orlen
Adam bartosik / Shutterstock
Stacja paliw Orlen
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!