• Przestępcy żerują na dobrym sercu i na pazerności ofiar
  • Prośba o pieniądze na paliwo w zamian za cenny przedmiot czy pod zastaw kosztowności to często próba oszustwa
  • Nie kupuj od przygodnych osób wartościowych przedmiotów – albo zostaniesz paserem, albo ofiarą oszustwa!
  • Jeśli dałeś się oszukać, zgłoś to policji, bo bez tego przestępcy pozostaną bezkarni
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

"Wczoraj przy trasie zatrzymał nas włoski biznesmen, któremu skończyła się benzyna. Zaproponował złoty zegarek za 200 zł na paliwo, ale historia jakoś się nie kleiła, bo auto miał na brytyjskich numerach, a po włosku mówił gorzej ode mnie, więc pieniędzy nie dostał. Dziś widzieliśmy go 15 km dalej, przed kolejną stacją. Znów poluje na naiwnych, ostrzegajcie znajomych!"tego typu wpisy regularnie pojawiają się na lokalnych forach internetowych, ale jak widać, znany od lat "patent" wciąż musi działać, skoro oszuści nadal go stosują.

Metoda na sygnet lub zegarek

Najczęstszy schemat: przy trasie, często w pobliżu stacji stoi auto, najczęściej na zagranicznych numerach, na światłach awaryjnych, a jego pasażerowie rozpaczliwymi gestami zatrzymują przejeżdżające auta. W końcu trafia się ktoś, kto chce pomóc. I tu zaczyna się aktorski popis: kierowca "zepsutego" auta najczęściej przedstawia się jako zagraniczny biznesmen czy handlowiec, któremu zabrakło paliwa w trasie, a zostawił portfel w hotelu, czy został okradziony. Często na potwierdzenie swoich słów wyciąga wizytówkę z poważnie brzmiącą funkcją czy tytułem. Wylewnie, łamaną polszczyzną dziękuje za zatrzymanie się i prosi o pieniądze na zatankowanie samochodu. Oczywiście, nie za darmo – proponuje więc świetny interes, np. zdejmuje z palca złoty sygnet, albo elegancko wyglądający zegarek z nadgarstka.

"Proszę pan, ta zegarek kosztowała 1000 euro, ale ja teraz muszę jechać dalej, bo stracę pieniądze, daj pan z 500 złotych na paliwo. Nie ma 500 złotych? To da, tyle ile ma, ze 200 przynajmniej! Thank you my friend!".

I ludzie się na to łapią! Z jednej strony, do zatrzymania skłania ich chęć bezinteresownego udzielenia pomocy, ale jeśli przy okazji pojawia się możliwość zrobienia "interesu życia", chętnie wyciągają z portfela ostatnie zaskórniaki. Kiedy już emocje opadną, okazuje się, że domniemany Rolex czy Omega to najtańsze bazarowe podróbki, a złoty sygnet z rubinem to tombak z czerwonym szkiełkiem.

Oczywiście, to nie musi być wcale sygnet czy zegarek – głównie romskie gangi zamiennie używają do tego celu też np. garnków, kompletów noży czy narzędzi, dywanów, galanterii z (podrabianej) skóry, futer – z reguły wartych kilka-kilkadziesiąt złotych, choć często z podrobionymi znakami towarowymi znanych i drogich marek.

Ale uwaga! Ten schemat czasem jest modyfikowany, niekiedy nie kończy się na próbie naciągnięcia na zakup bezwartościowych przedmiotów. Czasem oszuści pozorują awarię samochodu, a kiedy zatrzymany kierowca chce pomóc i zagląda pod maskę "rozkraczonego" auta, jeden z przestępców zagaduje go i odwraca uwagę, a drugi plądruje mu samochód. Kto wysiadając na chwilę na poboczu zamyka auto?

Metoda na drogie narzędzia

Nie trzeba wcale jechać autem, żeby dać się na taki trik nabrać – oszuści czasem dobijają się do przydrożnych domów czy gospodarstw i "sprzedają" podobne historyjki: że ich okradziono i że potrzebują pieniędzy na powrót do siebie, ale że mają jeszcze towar do sprzedania. Ponieważ z reguły ludzie mają w domach więcej pieniędzy, niż wożą ze sobą w samochodach, to i towar musi być bardziej okazały i wyglądający na kosztowny – bardzo często są to np. agregaty prądotwórcze z nalepkami Hondy – w rzeczywistości są to najtańsze, chińskie maszyny warte najwyżej kilkaset złotych, choć oszuści zarzekają się, że co najmniej 3-4 tysiące, ale oczywiście, w tej "trudnej sytuacji" oddadzą za 2 tysiące. Innym złodziejskim przebojem są komplety podrabianych elektronarzędzi marki Makita – niektóre z nich na pierwszy rzut oka laikowi rzeczywiście trudno odróżnić od oryginałów. Starsi ludzie są czasem naciągani na "oryginalne iPady", z których wnuczki na pewno się ucieszą!

Metoda na kradzione perfumy

To trik stosowany w różnych wariantach, zwykle pod centrami handlowymi. W najmniej niebezpiecznej wersji oszust chodzi od auta do auta i wciska przechodniom najtańsze podróbki, czasem wręcz sugerując, że to kradziony towar — "Dlatego za pół ceny ze sklepu. Nie wierzysz? Idź do sklepu, zobacz ile to kosztuje!"

Sporadycznie zdarzają się jednak i bardziej niebezpieczne warianty takiego przestępstwa. W żadnym wypadku nie należy wąchać podtykanych przez oszusta perfum – byli tacy, którzy spróbowali i... obudzili się po dłuższym czasie z potwornym bólem głowy, za to bez portfela, zegarka czy nawet samochodu.

Co robić w takiej sytuacji?

Niepowtarzalne okazje i "interesy życia" zdarzają się znacznie rzadziej niż próby oszustwa! W takiej sytuacji radzimy nawet nie wdawać się w dyskusje, lepiej też nie oglądać podsuwanych pod nos "fantów" – to może być próba odwrócenia naszej uwagi, podczas kiedy ktoś właśnie okrada nasz samochód. Nie liczcie też na to, że ktoś za pół ceny dostarczy wam pod drzwi agregat prądotwórczy Hondy czy wiertarkę Makity – w najlepszym razie przepłacicie za beznadziejną podróbkę.

Tego typu sytuacje warto po prostu na bieżąco zgłaszać policji – zwykle na sam widok radiowozu w baku stojącego na poboczu auta pojawia się w cudowny sposób paliwo, a "pechowy biznesmen" odjeżdża w siną dal, robić swoje poważne interesy. A jeśli już daliśmy się nabrać, to też nie bójmy się zgłaszać takich przypadków policji – jeśli tego nie zrobimy, oszuści będą bezkarni! W żadnym wypadku nie należy też wystawiać na sprzedaż kupionych podróbek markowych towarów – sprzedaż przedmiotów z podrabianymi znakami towarowymi jest przestępstwem!