Teoretycznie pomysł na to auto gwarantował sukces: koreański producent nie kombinował, tylko wyposażył swój pojazd w zespół napędowy skonstruowany we współpracy z Mercedesem. Do tego dodano solidne i duże nadwozie z pojemnym przedziałem bagażowym oraz bogate wyposażenie seryjne. Czemu więc Rexton nie zdobył większej popularności, a niespełna 6-letnie egzemplarze można dziś kupić już za około 35 tys. zł?

Nie wszystko można tłumaczyć małym prestiżem marki, bo przecież z samochodami z Korei zdążyliśmy się już oswoić. Ważniejsze było chybato, że SsangYong nie miał do tej pory szczęścia do importerów. Sieć dilerska, gwarantująca łatwy dostęp do części zamiennych i odpowiednio wyszkolonych mechaników, wciąż jest w fazie budowy. A bez tego trudno o bezproblemową eksploatację auta.

Wprawdzie sam silnik 2.7, występujący w dwu wersjach mocy – 165 i 186 KM, nie zmaga się z poważnymi awariami, ale na bezawaryjną eksploatację nie ma co liczyć. Nie na wiele przydaje się wtedy pokrewieństwo z Mercedesem – to nie jest ta sama jednostka, co w ML 270 CDI! Wrażliwa okazuje się także skrzynia biegów.

Koreańczycy – podobnie jak Mercedes – sugerują, żeby wymieniać w niej olej (co 60 tys. km) tylko w razie eksploatacji w bardzo trudnych warunkach. Polscy mechanicy radzą inaczej: olej wymieniamy zawsze co 60 tys. km, a jeśli auto jest używane w terenie – to częściej. Inna słabość Rextona to instalacja i osprzęt elektryczny. Ponadprzeciętnie często zawodzą złącza, wiązki, przekaźniki itp.

Rexton to interesujące auto dla fanów jazdy po bezdrożach, bo nawet wersja z elektronicznie sterowanym napędem 4 kół nieźle radzi sobie w terenie (choć według wielu kierowców prawdziwy offroader to odmiana z dołączanym napędem kół przednich). Trzeba być jednak przygotowanym na kłopoty wynikające przede wszystkim z nie najlepszej dostępności części zamiennych. Być może obecny importer marki sprawi, że sytuacja się polepszy.