- Wyjechałem tylko na krótką przejażdżkę, coś załatwić. Przede mną jechał mój kolega, on przejechał przez skrzyżowanie. Ja miałem mniej szczęścia, na drogę wyjechał samochód. Uciekłem na barierkę... Lekarze zdecydowali, że obie ręce muszą być amputowane. To były bardzo trudne chwile, bo w zasadzie to, co było moją pasją czyli sport samochodowy, legło w gruzach - rozpoczyna rozmowę z Onetem Bartosz Ostałowski, drifter.

- Byłem załamany, ponieważ startowałem w rajdach samochodowych... i do tego jeszcze malarstwo, które jest moją drugą pasją… myślałem, ze już nie będą możliwe. Ale podjąłem walkę, chciałem być mobilny i jakoś sobie radzić. Początkowo miałem podcięte skrzydła, ale spotkałem Kasię Rogowiec (polska paraolimpijka, wielokrotna złota medalistka w narciarstwie biegowym – przyp. red.), która powiedziała, że tak też można sobie radzić i można żyć. To mi dało motywację i chęć walki o powrót do dawnego życia, do normalnego funkcjonowania – mówi dalej.

Początkującym etapem była nauka jazdy cywilnym samochodem, a pierwsze kroki Bartek stawiał na placach, w nowym samochodzie z automatyczną skrzynią biegów. Operując stopą.

- Kupiliśmy pierwszy samochód i zacząłem tak długo jeździć, aż mnie nogi bolały ze zmęczenia. Po wielu godzinach ćwiczeń zobaczyłem, że nie odstaję od innych kierowców i pojawiła się myśl, żeby powrócić do motorsportu – słyszymy od pierwszego na świecie driftera kierującego stopami.

Przyszedł czas na pierwsze przymiarki do sportowego samochodu.

- Hamowanie, reakcja, awaryjne sytuacje. Wtedy pojawiły się wątpliwości czy nadrobię to stopą w ekstremalnych chwilach, ale na szczęście szybko opanowałem to wszystko. Zmodyfikowaliśmy samochód na tyle, bym mógł pewnie się czuć i bezpiecznie trenować. W 2010 roku zrobiłem międzynarodową licencję wyścigową FIA – opowiada o powrocie do sportu.

Pierwsze kroki stawiał na torze w Poznaniu, w czasie wyścigów płaskich. Tam Bartkowi udało się zająć pierwsze miejsce, rywalizując z pełnosprawnymi zawodnikami w swojej klasie.

- To był krótki epizod, ale pokazał potencjał, że jestem w stanie równać się kolegami. Teraz potrzebuję tylko pomocy przy wsiadaniu i dopinaniu pasów. Ale jak już ruszam, znikają już te bariery i czuję się tak samo sprawny w samochodzie, jak każdy inny kierowca – relacjonuje.

Jak uważa Bartek Ostałowski, największym sukcesem w drifcie jest sam fakt startowania, bo trzeba było dostosować samochód, dopasować skrzynię biegów i cały czas testować.

- Dopiero w tym roku nie mam barier, które przedtem mi utrudniały jazdę. Mimo to byłem w środku stawki. Teraz mam sekwencyjną skrzynię biegów, która jest zadowalająca. W połączeniu z silnikiem V8, który ma bardzo duży moment obrotowy, jest super. Pracuję prawie jak dobry kierowca sportowy – kończy Bartek Ostałowki.

Bartek liczy, że najbliższy sezon driftowy ukończy na "pudle".