Logo
(Nie)zapomniane koncepty: Trabant nT

(Nie)zapomniane koncepty: Trabant nT

Trabant zadebiutował w 1957 roku. Obywatelom Niemieckiej Republiki Demokratycznej dał namiastkę wolności, uniezależniając ponad dwa miliony z nich od środków komunikacji zbiorowej. Po przemianach ustrojowych popadł w niełaskę, ale w 2009 roku pojawiła się nadzieja na jego powrót. W Trabantach sprzed lat wyszydzano prostotę, fakt wykonania ich karoserii z duroplastu oraz charakterystyczny dźwięk pracy dwusuwowego silnika. Wiele z nich dokonało żywota w przydrożnych rowach, na złomowiskach i parkingach. Lawinowo kurcząca się liczba egzemplarzy "Zemsty Honeckera" sprawiła, że Trabant stał się obiektem kultu. Firma Herpa dostrzegła w tym szansę na zarobienie dużych pieniędzy… Niemiecka Herpa zajmująca się produkcją modeli samochodów, w 2007 roku przygotowała pojazd w skali 1:10. Nie była to jednak miniatura Trabanta sprzed lat, tylko wczesna wizja… Trabanta przyszłości! Herpa kupiła prawa do marki Trabant i niedługo później na rynek miał trafić newTrabi, a konstruktorzy widzieli model nT jako ekskluzywne miejskie auto, które pozwoli wyróżnić się z tłumu. Realizacja projektu nie trwała długo. Po dwóch latach od przedstawienia niewielkiego modelu zaprezentowano pełnowymiarowy prototyp Trabanta nT. Stylizacja modelu była zbliżona do linii Trabanta sprzed lat. Charakterystyczna atrapa chłodnicy, okrągłe reflektory i płaski dach nie pozwolą na pomylenie auta z żadnym innym. Samochód ma długość 3,95 metra, a przednią i tylną oś dzieli 2,45 metra. W jego wnętrzu przewidziano miejsce dla czterech dorosłych pasażerów i jednego dziecka. Różnice są widoczne także po uruchomieniu silnika. Trabant nT jest bowiem napędzany jednostką… elektryczną! Motor wytwarza maksymalnie 64 KM, które będą w stanie rozpędzić samochód do 130 km/h. Prąd pochodzi z zestawu litowo-jonowych akumulatorów. Ilość zgromadzonej energii pozwoli na pokonanie 160 kilometrów. Na pełne naładowanie akumulatorów prądem o napięciu 230 V potrzeba ośmiu godzin. Twórcy zamierzali wprowadzić samochód do produkcji jednak jeszcze nie doczekaliśmy sie seryjnej wersji Trabanta nT.
Najbardziej zawodne auta ostatnich 15 lat

Najbardziej zawodne auta ostatnich 15 lat

Firma Warranty Direct od 15 lat zbiera dane dotyczące niezawodności samochodów. Z okazji 15. rocznicy działalności wykorzystano informacje pochodzące z 200 tys. polis ubezpieczeniowych i na ich podstawie utworzony został unikalny ranking niezawodności samochodów z ostatnich 15 lat. Ranking Warranty Direct stał się na przestrzeni tych lat rynkowym wyznacznikiem niezawodności samochodów, a o jego wartości zdecydował m.in. szeroki zakres uwzględnianych informacji, jak czynnik częstotliwości awarii samochodu, koszty napraw oraz wiek auta i jego przebieg. Zgodnie z panującą powszechnie opinią, zestawienie najlepszych pod względem niezawodności i kosztów naprawy zdominowały auta pochodzące z Japonii. Z kolei wśród najgorszych, czyli najczęściej psujących się samochodów, znajdziemy głównie modele... niemieckie, i to te z wyższej półki cenowej. Jednym z głównych powodów umieszczenia ich na samym dole listy są wysokie koszty napraw tych luksusowych i rzadkich aut. Przykładowo, słynące z niezawodności Porsche 911 znalazło się w niechlubnej, dolnej części listy, ze względu na średni koszt naprawy awarii sięgający w przeliczeniu aż 4,3 tys. złotych. Bo już sam współczynnik prawdopodobieństwa awarii dla modeli z ostatnich 15 lat wynosi 39 proc. Podobnie jest m.in. z modelami Mercedesa, którego sportowy SL psuje się rzadziej, niż wynosi średnia dla grupy najbardziej awaryjnych aut, ale koszt jego naprawy jest zdecydowanie wyższy, niż przeciętna w tej grupie. Prezentujemy zestawienie najmniej niezawodnych, czy też może najbardziej kosztownych w eksploatacji, samochodów na przestrzeni ostatnich 15 lat. W zestawieniu podany został współczynnik awaryjności, który pokazuje nie tyle prawdopodobieństwo awarii, ale również koszty napraw. Im niższy współczynnik, tym bardziej niezawodny samochód. Citroen XM - miejsce 10. Lata produkcji 1994-2000, współczynnik awaryjności: 438 Znajdź używane auto w dobrej cenie
Największy salon Audi na świecie

Największy na świecie salon Audi

Nowy salon Audi doskonale wpisuje się w obraz Dubaju - miasta rekordów. Niedawno odbyło się tu uroczyste otwarcie największego na świecie showroomu marki z czterema ringami. Uroczystość uświetnił występ amerykańskiej piosenkarki Jennifer Lopez. Goście nowego salonu nazywanego "Audi terminal", będą mogli w przyszłości podziwiać z bliska gamę pięćdziesięciu siedmiu wystawionych tu samochodów. Nie ma wątpliwości, że jest to największy salon handlowy marki Audi na świecie. Nowoczesny budynek wzniesiony na zlecenie przedsiębiorstwa handlowego Al Nabooda Automobiles, ma ponad 8,7 tys. metrów kwadratowych powierzchni wystawowej i biurowej na trzech poziomach. Do transportu samochodów pomiędzy piętrami służą dwie windy. Szczególnie ekskluzywny charakter ma pierwsze piętro, które przeznaczono do prezentacji ogromnych możliwości indywidualizacji samochodów marki, oferowanych przez Audi exclusive. Na klientów czeka tu cała gama próbek lakierów i materiałów oraz indywidualny doradca z firmy Quattro GmbH. Dzięki temu, nabywcy będą mogli nadać swojemu Audi indywidualny, wręcz unikatowy charakter. W tym regionie świata, taka oferta cieszy się szczególnym zainteresowaniem. Nowy salon w Dubaju wyposażono też w tzw. powerwall, czyli innowacyjną cyfrową technologię prezentacji produktów, którą zapożyczono z otwartego niedawno w Londynie centrum "Audi City". Dzięki niej, w bardzo realistyczny sposób, w skali 1:1, można zaprezentować całą paletę modeli Audi wraz z wszystkimi opcjami wyposażeniowymi, funkcjonalnymi oraz technicznymi detalami. Ponadto, klienci tego największego salonu Audi, będą mogli skorzystać z wielu innych udogodnień odpowiadających wymogom tego kręgu kulturowego, np. z pomieszczenia do modlitwy, przeznaczonego zarówno dla pracowników, jak i dla klientów. Audi terminal to kolejny element w światowej sieci handlowej marki Audi. Jego projekt powstał dzięki ścisłej współpracy Audi z monachijskim biurem architektonicznym Allmann Sattler Wappner Architekten. Charakterystyczną stylistykę showroomu, z jej falistą fasadą wykonaną z aluminium i zaokrąglonymi pomieszczeniami wystawowymi, można podziwiać już w blisko 400 miejscach na całym świecie. Pierwszy obiekt tego typu oddano do użytku w Sydney w 2008 roku.
Audi Q5

Audi Q5

Audi Q5 to model, który cieszy się dużą popularnością. W październiku tego roku był najchętniej kupowanym autem spod znaku czterech pierścieni w Polsce. Czym podbija serca kierowców? Bo przecież nie ceną... Postanowiliśmy przekonać się o tym na własnej skórze. Obiektem zainteresowania stał się na kilka dni egzemplarz Audi Q5 napędzany 3-litrowym silnikiem Diesla o mocy 245 KM i momencie obrotowym sięgającym imponujących 580 Nm, wyposażonym w przekładnię S Tronic i oczywiście napęd na cztery koła Quattro. Marki premium przyzwyczaiły nas do tego, że za ich wynalazki trzeba słono płacić, ale żeby kompaktowy SUV kosztował tyle, co 3-pokojowe mieszkanie? W podstawowej wersji ten model kosztuje 216 600 zł, natomiast "moje" Audi Q5, wyposażone chyba we wszystko, co tylko było na liście opcji, zwiększyło swoją wartość do pokaźnych... 329 910 zł. Wszystko, począwszy od jakości materiałów, a skończywszy na dopasowaniu poszczególnych elementów, jest tu godne klasy premium. Z przodu miejsca jest sporo i nie ma ryzyka trącania się łokciami z pasażerem. Z kolei z tyłu wygodnie podróżować będą dwie osoby, bo trzecia, ze względu na wysoko poprowadzony środkowy tunel, będzie siedzieć w rozkroku. Imponująca jest ilość miejsca na bagaż. 540 litrów przy pięcioosobowej konfiguracji pozwala na przewiezienie wakacyjnego ekwipunku. Dodając do tego 580-kilogramową ładowność i możliwość pociągnięcia 2,4-tonowej przyczepy możemy spokojnie wyjechać na urlop. W załadunku bagażu pomocne okazuje się zdalne, elektryczne otwieranie tylnej klapy, co jest nie tyle "szpanerską ekstrawagancją", co praktycznym rozwiązaniem, pozwalającym nie ubrudzić rąk przy brzydkiej pogodzie. Kiedy rankiem na lokalnych drogach zalegał śnieg, a padająca mżawka miejscami przymarzała do drogi, przyszedł czas na test. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że na kołach zamontowane były wciąż opony letnie. Nie mając jednak wyboru ruszyłem w drogę. Wyjazd na pokrytą zmrożonym śniegiem i biegnącą pod górę drogę okazał się nie lada wyzwaniem. Z pomocą przyszedł jednak fantastycznie działający napęd Quattro oparty na systemie Torsena, rozdzielający napęd pomiędzy przednią i tylną oś w stosunku 40:60. Koła mieliły, ale Audi Q5 jak czołg parł do przodu, nie zważając na to, że przy minus dwóch stopniach Celsjusza guma letnich opon była twarda jak w plastikowych kołach samochodzików-zabawek. Potem przyszedł mokry czarny asfalt, miejscami ukrywający tzw. czarny lód, czyli po prostu gołoledź. I tu optymalny rozkład sił napędu Quattro pozwolił na sprawne przemieszczanie się po krętych drogach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Samochód spisywał się dzielnie, choć z pewnością komplet świeżych "zimówek" dawałby w tym momencie więcej marginesu bezpieczeństwa. Audi Q5 okazało się bardzo wdzięcznym towarzyszem podróży. Po kilku dniach i setkach przejechanych kilometrów wiem, że gdybym trafił "szóstkę" w totolotka, mógłbym z miejsca udać się do najbliższego salonu i lekką ręką wydać na ten samochód równowartość wspomnianego wcześniej mieszkania. O wartości Audi Q5 świadczy najwyższy poziom wykonania oraz wysokiej jakości materiały, świetny napęd Quattro, dopracowane zawieszenie i mocny silnik. Dodając do tego przykuwający uwagę wygląd otrzymujemy odpowiedź na pytanie, skąd tak dobre wyniki sprzedaży Audi Q5 na naszym, ale i nie tylko naszym, rynku.
Citroen C-Elysee

Citroen C-Elysee

Citroen C-Elysée pojawi się w polskich salonach na początku przyszłego roku. Najnowszy model spod znaku szewrona będzie dostępny już od 39 900 złotych. Dla porównania, posiadająca większy o 44 litry bagażnik i oferująca podobną ilość miejsca w środku Skoda Rapid w podstawowej wersji wyceniona jest na cztery tysięcy złotych więcej, i to w promocji, bo bez niej różnica wynosi już osiem tysięcy złotych! Tak jak w przypadku pozostałych modeli marki, Citroen C-Elysée dostępny będzie w trzech wersjach wyposażeniowych - Attraction, Seduction i Exclusive. Auto ma spełniać oczekiwania klientów poszukujących atrakcyjnego samochodu trójbryłowego w przystępnej cenie. Citroen zapewnia, że C-Elysée potrafi stawić czoła próbie czasu i kilometrów. Trudne warunki jazdy panujące w niektórych krajach, uwzględnione zostały już na etapie projektowania. Są to odpowiednio dostosowany prześwit i opony, dodatkowe zabezpieczenie podwozia czy wzmocniona budowa elementów karoserii. Duże wymiary zewnętrzne: długość 4,43 m, szerokość 1,71 m i wysokość 1,47 m, a także najdłuższy w swojej klasie rozstaw osi wynoszący 2,65 m pozwalają na pewne zachowanie na drodze i dają przestronne wnętrze. Przestrzeń w kabinie oferuje ilość miejsca porównywalną do samochodów z wyższych klas. Pojemność bagażnika (506 l VDA) należy do wiodących w segmencie. Citroen C-Élysée jest wyposażony w silnik benzynowy 1.2 VTi 72, specjalnie dostosowany do warunków jazdy i paliw w różnych krajach na świecie. Silnik nowej generacji zapewnia optymalne osiągi (72 KM, moment 110 Nm od prędkości 3 000 obr./min) i zużycie paliwa (od 5 l/100 km) oraz trwałość, nawet w trudnych warunkach eksploatacji. Silnik może współpracować z manualną lub sterowaną elektronicznie 5-przełożeniową skrzynią biegów. Nowy silnik 1.6 VTi 115 współpracujący z manualną lub automatyczną skrzynią biegów uzupełnia gamę silników benzynowych. W ofercie znajdzie się również sprawdzony silnik wysokoprężny 1.6 HDi 92, wyprodukowany w ponad 6 milionach egzemplarzy, łączący dynamikę (wysoki moment przy małej prędkości obrotowej) z niskim zużyciem paliwa (4,1 l/100 km, poziom emisji CO2 108 g/km).
Najczęściej kradzione auta w Polsce

Najczęściej kradzione auta w Polsce

W Polsce ginie mniej aut. Zmieniają się jednocześnie sposoby i wiek kradzionych samochodów. Do najczęściej kradzionych należą wciąż niemieckie marki - podaje w swoim raporcie firma Ergo Hestia. Zaledwie co 20. skradzione auto udało się odzyskać. Nadal statystycznie częściej kradzione są pojazdy starsze (powyżej piątego roku produkcji), jednak dysproporcja względem pojazdów nowszych (do 5. roku) powoli zaczyna się zacierać. Mimo, że średnia wieku aut zarejestrowanych stale wzrasta, to kradzione coraz chętniej są pojazdy stosunkowo młode i tym samym drogie. Średnia suma ubezpieczenia kradzionego pojazdu z roku na rok jest coraz wyższa. Z danych Ergo Hestii wynika, że do kradzieży dochodzi najczęściej na niestrzeżonych parkingach znajdujących się na dużych osiedlach mieszkaniowych, parkingach w centrach handlowych oraz na ulicach. Jednak w ostatnim czasie zaobserwowano wzmożoną ilość kradzieży pojazdów wśród osób, które wyjechały na urlop - w kraju lub za granicą i pozostawiły swój pojazd "bez opieki" - na ulicy, pod domem, pod dworcem czy lotniskiem). Łupem przestępców padają głównie starsze, ponad 5-letnie auta. Najczęściej są to niemieckie marki, przed wszystkim Volkswageny i Audi. Do pierwszej trójki dołączył w ostatnim okresie Mercedes. Zauważalnie wzrosła także popularność Hond wśród złodziei, głównie modelu Civic. Wybór nie jest przypadkowy. W grupie największego ryzyka znajdują się najpopularniejsze w Polsce marki, do których bez wątpienia należą samochody niemieckie. Duża popularność niemieckich marek wytwarza popyt na części zamienne do tych samochodów. Niestety jest to również przyczyna częstych ich kradzieży. Jak wynika z naszych ustaleń nadal jednym z głównych celów kradzieży aut jest sprzedaż ich na części, choć znaczna część jest "legalizowana" w oparciu o dokumenty podrobione, skradzione czy pochodzące od legalnych samochodów skasowanych po wypadkach - wyjaśnia Piotr Dyszlewicz ekspert Biura Likwidacji Szkód Ergo Hestii. - Zdecydowanie przeważa kradzież z włamaniem dokonywana w nocy, w tym spora liczba kradzieży poprzedzona włamaniem do domów (także, gdy śpią w nim właściciele) i kradzieżą kluczyków i dokumentów - wyjaśnia Piotr Dyszlewicz. - Rzadziej obserwuje się bardziej zaawansowane sposoby, np. wcześniejszą kradzież kluczyków z torby czy kieszeni właściciela znajdującego się w miejscu publicznym (np. galeria handlowa, kawiarnia). Wyraźnie spadła liczba kradzieży w wyniku rozboju (napadu na kierującego, wyrwania kluczyków siłą) czy wykorzystania chwili nieuwagi, nieostrożności właściciela, gdy kierujący wysiadł z auta by np. otworzyć bramę czy odstawić zastawiający wyjazd śmietnik, pozostawiając kluczyki w stacyjce. Praktycznie zanikły także dość popularne kilka lat temu kradzieże "inscenizowane", gdy współpracująca grupa złodziei zmuszała klienta do zatrzymania pojazdu (np. celowo spowodowaną drobną stłuczką czy gestami z auta obok sugerując niesprawność samochodu) i wykorzystując chwilę, gdy opuścił on samochód sprawdzić, co się stało, by ustalony złodziej wskoczył za kierownicę i odjechał samochodem zaskoczonego właściciela. Generalnie widać, że złodzieje unikają otwartej konfrontacji z kierującym - to bezsporne zwiększone ryzyko. Kilkukrotnie w statystykach szkodowych odnotowano również tzw. metodę na potencjalnego kupca. Przestępca, podszywając się pod osobę zainteresowaną zakupem samochodu, prosił o możliwość jazdy próbnej jako zastaw oferując własny samochód. W efekcie fałszywy kupiec odjeżdżał wraz z dokumentami wozu, a pozostawiony jako zabezpieczenie pojazd okazywał się dopiero co skradziony. Niemalże zanikły kradzieże dużych aut ciężarowych, co jest bezpośrednią pochodną spadku popytu na nie. W pierwszej połowie 2012 roku najczęściej kradziono auta takich marek, jak: Mazda - miejsce 13. Samochodów tej marki dotyczyło 2,6 proc. wszystkich zgłoszeń.
Maluchem po BR319, czyli Fiat 126 na trasie transamazońskiej

Maluch na trasie transamazońskiej

SlowRide w Amazońskiej dżungli! Polski Maluch, dwa dwusuwowe Trabanty czeskiej załogi i "słowacka" Jawa 250 w Amazonii. To brzmi jak żart ale polsko-czesko-slowacka załoga wylądowała w Gujanie, przedarła się przez puszczę słynną Transamazoniką i odlicza kolejne kilometry do końca świata, który wg nich znajduje się na ziemi ognistej w Argentynie. Czeka ją jeszcze wspinaczka na wysokie andyjskie przełęcze w Peru, drift po słonych jeziorach Boliwii, rejs chilijską Panaamericaną i brodzenie w stepach argentyńskiej Patagonii. Ekipa wyprawy składa się również z kamerzystów i fotografów, którzy zbierają materiały do dokumentu o ekspedycji, który pojawi się czeskiej i polskiej wersji językowej. Oto, co przesłał nam prosto z trasy wyprawy jeden z jej polskich uczestników, jadący Fiatem 126p Tomasz Turchan: Legendarna transamazonika, bo o niej tu mowa, oznaczona jest nr BR319 i łączy miasta Manaus i Porto Velhho. Okoliczni mieszkańcy dobrze wiedzą o jej istnieniu lecz niewielu nią podróżowało. Próbując zasięgnąć od nich informacji o trasie spotkaliśmy się z różnymi opiniami, każdy jednak twierdził że będzie ciężko z takimi małymi autami. Mieli racje. Trakt wybudowany został w latach 70 i prosta linią przeciął puszczę. Rzadko jednak uczęszczany i naprawiany popadł w ruinę. Dziś na połowie swojej długości nie przypomina juz normalnej drogi. Rozmyta podbudowa, sterczące strzępy asfaltu, głębokie dziury i wyrwy, obsuwające się pobocza ciągną się przez blisko 400 km. Najbardziej niedostępna i niebezpieczna jest BR319 podczas deszczu - staje się piekłem nawet dla dużych terenowych pojazdów. Uroku transamazonice dodają stare drewniane, często zbutwiałe mosty, które mogę zawalić się nawet pod ciężarem samochodu osobowego. Minęliśmy ich sto kilkadziesiąt a na felerny most trafiła załoga czeskiego trabanta którego musieliśmy wyciągać z rozpadliny. Zmagania z BR 319 trwały 4 dni. Trudność polegała na dobraniu zapasów prowiantu, wody i paliwa, tak by udało się bezpiecznie przejechać odcinek, bez przeciążenia samochodów. Na trasę wyruszyliśmy z wyładowanym po brzegi bagażnikiem dachowym, gdzie umieściliśmy 60 litrów paliwa, 25 litrów wody, blisko 15 kg części zamiennych i koło zapasowe. Podobnie nasi przyjaciele z Czech, którzy dodatkowo zabrali ze sobą specjalne wafle pod koła, umożliwiające wyciąganie samochodów z błota i latanie dziurawych mostów. Juz w  pierwszego dnia na BR319 postanowiliśmy zdemontować pokrywę silnika w fiacie ze względu na chłodzenie. Motory wszystkich naszych pojazdów są chłodzone powietrzem. Przy temperaturach rzędu 30 - 35 st. C, i ciężkich warunkach terenowych spalanie detonacyjne praktycznie uniemożliwiało jazdę maluchem. Z identycznym problemem borykały się trabanty. Kolejne dni przynosiły kolejne problemy. Trabanty miały problem z blokującymi się hamulcami, a maluch pozbawiony płyty pod silnik ze względu na chłodzenie zbierał ciosy od BR319 na swój tłumik. Jazdy nie ułatwiała ulewa która sprawiała, że pokonanie każdego kilometra przychodziło z ogromną trudnością. To właśnie silny deszcz zmusił nas do wypróbowania dynamicznej liny przeznaczonej do wyciągania samochodów z błota. Pod koniec trzeciego dnia przeprawy zauważyliśmy wyciek oleju spod silnika. Okazało się, że awaria jest poważna, bo nisko i sztywno osadzony tłumik uszkodził blok silnika na skutek uderzenia o nawierzchnie. Naprawę musieliśmy zorganizować w miejscu gdzie nie można się było opędzić od wybitnie natrętnych much i moskitów. Pęknięcie bloku silnika wyczyściliśmy śliwowicą i zakleiliśmy klejem epoxy, dla ochrony przed kolejnym uderzeniem zdemontowany został tłumik, a wmontowane zatyczki do uszu. Od tego momentu kontrolka stanu oleju była  obserwowana nieustannie. Do okolic Humaita dojechaliśmy na końcówce zapasów wody i z resztkami zapasów benzyny. O ekonomicznym spalaniu w takich warunkach można było zapomnieć. Aktualnie przebywamy w Porto Velho gdzie serwisujemy sprzęt i dochodzimy do siebie po dwudniowej jeździe maluchem bez tłumika. 300 km na pękniętym bloku silnika przez dżunglę to jest coś.  Długo będziemy to wspominać. Dzięki czeskiej śliwowicy i epoxy SlowRide trwa nadal! Nie powinniśmy mieć problemów z naprawą motoru i wyruszeniem w dalsza drogę - kierujemy się do Peru.
SlowRide w amazońskiej dżungli

Maluchem przez amazońską dżunglę

SlowRide to znak rozpoznawczy najbardziej niezwykłego projektu motoryzacyjnego z udziałem Fiata 126p! Cztery youngtimery - komunistyczna Jawa, dwa Trabanty i Maluch. Do tego nieprzebyty las, kupa błota, wysokie góry, wulkany, pustynie, słone jeziora, antyczne cywilizacje Ameryki Południowej. Do akcji włączają się Trabanty 601 czeskiej załogi i Jawa Pionyr, którą jadą Słowacy. Ekipa SlowRide Team chce przejechać Amerykę Południową trasą TransAmazońską, przebić się przez Andy legendarną drogą śmierci, szusować Panaamericaną, brodzić w stepach Patagonii i zakończyć SlowRide w Buenos Aires w Argentynie. Tomek Turchan i Radek Jona są reprezentantami polskiej ekipy w międzynarodowym (polsko-czesko-słowackim) rajdzie starymi socjalistycznymi wehikułami do Ameryki Południowej. Startują Fiatem 126p. Tomek ze znajomymi wielokrotnie organizował wyprawy Fiatem 126p po Bałkanach oraz do Mongolii (Rajd Lajkonika). Radek z kolei Polskim Fiatem 125p do Stambułu, Ładami 2107 do Kirgistanu oraz non-FSO expedition do Maroko. Strona internetowa to www.slowriders.eu. Ich kompanami jest ekipa czeska w dwóch Trabantach 601 z Danem Pribanem na czele www.transtrabant.cz oraz ambasador Jawy Marek Slobodník ze Słowacji na Jawie Pionyr www.napionieri.sk Prosto z trasy wyprawy SlowRide relacjonuje dla nas Tomasz Turchan, członek polskiej ekipy jadącej przez ekstremalnie trudne szlaki Ameryki Południowej leciwym Fiatem 126p:SlowRide w Amazońskiej puszczy. Wcześniejszy, stanowiący również nie lada wyzwanie odcinek z Georgetown do granicy z Brazylią pozostawiliśmy daleko za sobą. Krótko przypominając: jazda przez Gujanę to blisko 500 km szutrów prowadzących przez dżunglę i sawannę. Drobne awarie i komplikacje należały do codzienności, ale rozwiązywanie ich było o wiele przyjemniejsze niż walka z lokalną biurokracją. 2 tygodnie spędziliśmy w samym Georgetown gdzie dostarczono kontener z naszymi pojazdami. Oczekując na rozładowanie kontenera spędziliśmy tam jednak 2 tygodnie. Dzięki interwencji ministerstwa spraw zagranicznych udało się wyruszyć na szlak. Kilka dni o jazdy trasa Georgetown - Lethem przypłaciliśmy jedynie poluzowanym łożyskiem przedniego kola. Strefę serwisową zorganizowaliśmy w Boa Vista. Obejmowała wymiany filtrów, oleju,smarowanie zwrotnic i mycie komory silnika. Droga z Boa Vista do Manaus wiodąca przez rezerwaty przyrody zrobiła ogromne wrażenie. Kilkaset kilometrów przez zupełnie dziewicze tereny po gładkim asfalcie. W Manaus przeprawiliśmy się przez największą rzekę świata barką, by rozpocząć zmagania z BR319...
Mitsubishi Outlander (polska premiera)

Mitsubishi Outlander

Mitsubishi Outlander trzeciej generacji zaskakuje stonowanym wyglądem, który budzi skrajne odczucia, ale w tym przypadku najważniejsze jest to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Stylistyka samochodu została w dużej mierze podporządkowana zwiększeniu sztywności nadwozia oraz zmniejszeniu zarówno masy, jak i oporów aerodynamicznych. Wszystko udało się z nawiązką, bo nowy model jest o 100 kg lżejszy i o 7 proc. bardziej opływowy, niż Outlander II. To wszystko wpłynęło na diametralną zmianę wyglądu. Ale co tam wygląd. Dla kierowcy najważniejsze jest przecież to, jak samochód jeździ i jak prezentuje się w środku, bo tu spędza on najwięcej czasu. A z tym jest całkiem dobrze. Trzecia generacja Outlandera powstała co prawda na płycie "dwójki", ale konstruktorom udało się wygospodarować nieco więcej miejsca. Miejsce pracy kierowcy zmieniło się w stosunku do poprzednika. Deska rozdzielcza jest całkiem inaczej zaprojektowana i bardzo funkcjonalna, choć do obsługi komputera pokładowego można mieć zastrzeżenia. Zegary są czytelne, a między nimi pojawił się wyraźny wyświetlacz. W bogatszych wersjach wyposażenia na środkowej konsoli, w miejscu radioodtwarzacza znajdziemy z kolei duży dotykowy ekran nawigacji. Zobacz nasze wrażenia z polskiej premiery Mitsubishi Outlandera Mitsubishi Outlander jest u nas dostępny w dwóch wersjach silnikowych, a w przyszłym roku dołączy do nich oszczędna hybryda. Na razie mamy do wyboru 2-litrową benzynę o mocy 150 KM i 195 Nm momentu obrotowego, pozwalającą na osiągnięcie "setki" po 10,6 s oraz 2,2-litrowego diesla o mocy 150 KM i maksymalnym momencie obrotowym 380 Nm, co pozwala na rozpędzenie auta do 100 km/h w 9,7 s. Nowy Mitsubishi Outlander, oprócz wersji z napędem na przednią oś, dostępnej wyłącznie z silnikiem benzynowym, jest też dostępny z unowocześnioną wersją opracowanego przez Mitsubishi systemu Multi-Select, znanego z poprzedniego modelu. Kierowca ma do wyboru trzy tryby - 4WD ECO, który zapewnia napęd przedniej osi, obniżając spalanie paliwa i dołącza tylną, kiedy wykryty zostanie uślizg przednich kół, 4WD AUTO, który ma zapewnić dobrą trakcję na większości dróg, a szczególnie na nawierzchni o zmniejszonej przyczepności oraz 4WD LOCK, będący trybem maksymalnej przyczepności kół, pozwalający wykorzystać wszystkie zalety napędu na cztery koła. Jak prezentują się ceny nowego SUV-a Mitsubishi? Outlander z napędem na przednią oś jest dostępny wyłącznie z jednostką benzynową i w tej wersji kosztuje od 98 990 zł. Znajdziemy tam komplet poduszek powietrznych, włącznie z kolanową, ABS z szeregiem systemów wspierających, automatyczna klimatyzację z nawiewem na tylny rząd siedzeń, tempomat, centralny zamek z pilotem czy radio z CD i 6 głośnikami. Najtańsza opcja 4WD z silnikiem benzynowym kosztuje od 115 190 zł, natomiast podstawowy diesel 4WD to kwestia 145 590 zł.
SlowRide 2012 - rozładunek "żółtych bestii"

SlowRide 2012 - rozładunek "żółtych bestii"

4.10Nasz kontener w porcie w Georgetown. Ekipa od rana siedzi w porcie filmując rozładunek. Długo musieli się starać o... specjalne pozwolenie. Wciąż czekamy na zamknięcie procedury odbioru maszyn. Niestety lokalne urzędy celne i przepisy nie ułatwiają nam życia. Nasze pozwolenia wydawane są na szczeblu ministerialnym, więc wędrujemy od jednego ministerstwa do drugiego. Do zwiedzania ministerstw dochodzą jeszcze: wycieczka po posterunku policji i konsultacje telefoniczne z ambasadami Polski w Brazylii i Wenezueli. Żadna z lokalnych europejskich ambasad nie jest w stanie zainterweniować w naszej sprawie i wydać emergency travel document, więc ambasada w Caracas wyśle nam krótkoterminowy paszport pocztą. Potrzebują tylko komplet dokumentów i potwierdzenie zgłoszenia zagubienia paszportu z lokalnego posterunku Policji. Wizyta na policji i zgłoszenie zaginięcia paszportu tez nie należą do łatwych. Na wstępie oficerowie wyrzucają kamerzystę Dana za kręcenie filmu z komisariatu za bramę. Później twierdzą, że nie mogą Radkowi wydać potwierdzenia zgłoszenia zaginięcia dokumentu od ręki, bo na to jest specjalna procedura... 5 dni. Zalewa nas... pot, bo gorąco na zewnątrz. Jak ładnie poprosi to może być ew. na jutro. Polska ambasada w Wenezueli czeka na komplet dokumentów, ale w takim tempie nie zdążymy tego zorganizować do końca tygodnia. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się nikt. 5.10 pt Nie możemy się doczekać decyzji z departamentu ds. turystyki ws. naszych samochodów, więc wyruszamy do siedziby, która mieści się w centrum ekspozycyjnym Gujany. Kobieta, z którą cztery dni temu ustaliliśmy sprawy zaczyna bredzić od nowa o procedurach importu samochodów, emisji spalin, rocznikach, które mogą być zarejestrowane w Gujanie. Naszego pisma nie mogła przekazać nikomu, bo nikogo odpowiedniego w ciągu ostatnich dni w departamencie nie było. Jeszcze na 3 miesiące przed przyjazdem wysłaliśmy jej serię emaili. Na żaden nie odpowiedziała. Upewniamy się, że nasz przypadek jest pierwszy, a ludzie z którymi rozmawiamy są zupełnie niekompetentni. Nie rozumieją co się dzieje i jakie są ich powinności. Nikt nie chce być za nic odpowiedzialny. Jakież to swojskie. 7.10 Wciąż czekamy na rozładunek kontenera w Georgetown. Sprawa utknęła na szczeblu ministerialnym, bo służby celne chcą nas obarczyć cłami za import pojazdów. Liczymy na to, że rządowa komórka ds. turystyki zainterweniuje w naszej sprawie. Jak widać niewielu jest turystów w Gujanie, którzy sprowadzają tu swój własny sprzęt, - bo nawet pojęcie Carnet de Passage lokalnym urzędnikom wydaje się obce. 11.10 SlowRide wciąż w Gujanie, ale nareszcie mamy dobre wieści. Po blisko dwóch tygodniach zmagań z urzędem celnym udało nam sie otrzymać dokument zawany temporary import licence. Tylko i wyłącznie dzięki naszej osobistej interwencji w ministerstwie spraw zagranicznych Gujany wydano nam dokument, który uprawnia nas do otworzenia kontenera i wypuszczenia żółtych bestii na wolność. Nie zostaną przy tym pobrane wymagane wcześniej absurdalnie wysokie cła. Zaginiony paszport Radka zostanie zastąpiony Emergency Travel Document wydanym przez konsulat Wielkiej Brytanii. Wygląda na to, że problemy formale mamy wreszcie za sobą. Z końcem tygodnia wyruszamy na trasę. Jeszcze w Gujanie czeka nas przeprawa przez liczący ponad 700 km szutru odcinek specjalny. 13.10Po blisko dwóch tygodniach zmagań otrzymaliśmy nareszcie nasze żółte bestie!!! Zobacz zapis Dzienników Maluchowych - początek przygody SlowRide 2012
Fiat 500L - wchodzi na polski rynek

Fiat 500L wchodzi na polski rynek

Do polskich salonów wchodzi Fiat 500L. Samochód będzie dostępny w cenie od 49 900 złotych. Fiat 500L będzie oferowany z 11 kolorami nadwozia, 3 odcieniami dachu (czarny, biały lub kolor karoserii) oraz w 5 wersjach modelowych (Fresh, Pop, Pop Star, Easy i Lounge). Ponadto dostpne będą 3 kolory felg (czarny, biały i szary-aluminium), 3 wersje silnikowe oraz 7 odmian wystroju wnętrza i 140 różnorakich akcesoriów. W Polsce, gama modelowa zaczyna się od bazowej wersji Fresh. Jej standardowe wyposażenie bezpieczeństwa będzie składać się z dwóch czołowych poduszek powietrznych dwóch poduszek kurtynowych, poduszek bocznych. Ponadto, znajdą się tam reflektory ze światłami do jazdy dziennej DRL oraz zaawansowany system ESP w komplecie z systemami ASR, Hill Holder, MSR, DST i ERM. Standardowe komfortowe wyposażenie obejmuje: dwupłaszczyznową regulację położenia kolumny kierownicy, elektrycznie sterowane okna w drzwiach przednich, wspomaganie elektryczne przekładni kierowniczej Dualdrive z funkcją City, fotel kierowcy z regulacją wysokości oraz zdalnie sterowany zamek centralny. Drugą wersją wyposażeniową jest Pop dająca klientowi większą możliwość personalizacji pojazdu. Kolejny poziom wyposażenia Pop Star obejmuje dodatkowo do wersji Pop boczne listwy ochronne nadwozia z elementami chromowanymi, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne lakierowane w kolorze karoserii oraz 16-calowe felgi ze stopu lekkiego. I tak bogatą listę wyposażenia Pop - wersja Pop Star uzupełnia o klimatyzację manualną z filtrem przeciwpyłkowym oraz tempomat. Do Klientów poszukujących zarówno komfortu, jak i funkcjonalności, adresowane są poziomy wyposażenia Easy i Lounge. Wersja wyposażeniowa Easy stanowi doskonałą kombinację atrakcyjnego wyglądu i jakości wyposażenia. Ponad wersję Pop wyposażenie standardowe obejmuje tempomat, klimatyzację manualną, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, radioodtwarzacz CD/MP3 z 5-calowym ekranem dotykowym, systemem Bluetooth oraz portem USB, skórzaną kierownicę z przyciskami sterowania systemów audio i UConnect oraz obszyty skórą uchwyt dźwigni zmiany biegów. Ponad poziom wyposażenia Easy, topowa wersja modelowa Lounge, posiada w standardzie: 16-calowe felgi aluminiowe, boczne listwy ochronne nadwozia z elementami chromowanymi, przednie światła przeciwmgielne, podłokietnik centralny kanapy tylnej, czujnik deszczu oraz zmierzchu, elektrochromatyczne wewnętrzne lusterko wsteczne, stałe szklane okno dachowe o powierzchni 1,5m2, elektrycznie sterowane szyby tylne i automatyczną klimatyzację dwustrefową z filtrem przeciwpyłkowym oraz fotele przednie ze składanymi stolikami i kieszeniami na drobiazgi.
Opel Mokka (pierwsza jazda)

Opel Mokka (pierwsza jazda)

Oficjalny debiut Opel Mokka miał już w marcu, podczas salonu samochodowego w Genewie i od początku wzbudzał niemałe zainteresowanie. Teraz, na chwilę przed wprowadzeniem nowego SUV-a do sprzedaży, Opel zaprosił dziennikarzy z całej Europy do przeprowadzenia pierwszych jazd i bliższego poznania swojej nowości. Testy miały miejsce na północy Niemiec, w wietrznych i surowych pod względem pogody okolicach wybrzeża Morza Północnego. Trasy natomiast biegły zarówno autostradami bez ograniczeń prędkości, wąskimi lokalnymi drogami, jak i nawet… szeroką piaszczystą plażą, gdzie dało się poznać zalety napędu na cztery koła. Opel Mokka, jak na swoje rozmiary, oferuje sporo miejsca do przewożenia różnego rodzaju przedmiotów. Z tyłu zmieści się 356 litrów bagażu, co jest wynikiem godnym samochodu klasy kompakt, choć pod tym względem konkurencja wypada nieco lepiej. Drobniejsze rzeczy można umieścić w jednym z 19 praktycznych schowków i półek. Praktycznym pomysłem jest, dostępne w jednym z dodatkowych pakietów wyposażenia, gniazdko 230 V, przez które można podładować laptopa czy telefon. Z kolei fani wycieczek rowerowych docenią system FlexFix, który na platformie wysuwanej z tylnego zderzaka pozwoli przewieźć nawet trzy rowery. Co więcej, nie blokują one dostępu do bagażnika, bo w razie potrzeby wystarczy je po prostu odchylić do tyłu. Pod maskę trafić może jeden z trzech silników - dwóch benzynowych i jednego diesla. Podstawowym motorem, napędzającym wyłącznie wersje z napędem na przednią oś, jest benzynowe 1,6 o mocy 115 KM. Kolejna jednostka, przeznaczona dla odmian przednio- i czteronapędowych, to benzynowe 1,4 turbo generujące 140 KM mocy. Z kolei fani silników wysokoprężnych mogą skorzystać z jednostki 1,7 o mocy 130 KM. Na polskim rynku Opel Mokka pojawi się pod koniec października. Bazowa cena za wersję z silnikiem 1,6 o mocy 115 KM i napędem na przód wynosi 67 900 złotych. Dostaniemy tu podstawowe elementy, jak poduszki powietrzne, ABS, ESP czy elektryczne lusterka. Klimatyzacja wymaga dopłaty 4 tys. złotych. Z kolei Opel Mokka w jednej z testowanych przeze mnie wersji 1,4 turbo 4x4 wyceniony został na 88 500 złotych. Jest to zarazem najtańsza opcja z napędem na cztery koła.
Kia Optima Hybrid

Kia Optima Hybrid

Optima Hybrid 2,0 powstała na bazie Optimy Hybrid 2,4 oferowanej klientom w Ameryce Północnej, Kanadzie i Korei. Jest to sedan segmentu D mierzący 4,85 m długości, który jest zasilany 2-litrową jednostką benzynową połączoną z motorem elektrycznym. Napęd jest przekazywany na koła przednie poprzez sześciostopniową automatyczną skrzynię biegów bez tradycyjnej przekładni hydrokinetycznej. Zespół sprzęgający pozwala na odłączenie jednostki benzynowej, umożliwiając "zero-emisyjną" jazdę w trybie pełnego napędu elektrycznego. Łączna moc pojazdu to 190 KM, co pozwala na przyspieszenie 0-100 km/h w ciągu 9,4 sekundy i rozwinięcie prędkości maksymalnej 192 km/h. Kia chwali się także niskim zużyciem paliwa, które znajduje się na poziomie 5,4 l/100 km oraz emisją CO2 wynoszącą 125 g/km. Kia Optima Hybrid wyposażona jest także w system stop/start Kia HSG, który minimalizuje zużycie paliwa podczas postojów, a tym samym emisję spalin. Ruszając z miejsca, Kia Optima Hybrid korzysta z napędu elektrycznego (Electric Mode) w zakresie prędkości do 100 km/h. Wraz ze wzrostem prędkości jazdy, hybrydowy rozrusznik/generator (HSG) uruchamia jednostkę spalinową, pozwalając jej na przejęcie napędu samochodu. W tym momencie silnik elektryczny zaczyna pracować jako napęd wspomagający oraz generator prądowy ładujący w miarę potrzeby baterię akumulatorów litowo-polimerowych. Dzięki opracowanej wspólnie z LG Chem technologii, akumulatory litowo-polimerowe są o 20 procent lżejsze i mają o 40 procent mniejszą objętość niż tradycyjne baterie niklowo-wodorkowe. Ich czas wyładowania jest o także o 25 procent dłuższy. Kia Optima została poddana modyfikacjom redukującym opory powietrza. W samochodzie zastosowano wygładzone aerodynamicznie zderzaki, progi i panele nadwozia, lekkie obręcze kół, spojler pokrywy bagażnika oraz nową osłonę chłodnicy z aktywną przesłoną, zamykającą się wraz ze wzrostem prędkości. W środku znajdziemy zestaw wskaźników Supervision Instrument Cluster - prezentujący pracę zespołu hybrydowego, nową konsolę centralną, oraz nowy wystrój siedzeń i paneli drzwi. Komfort i bezpieczeństwo jazdy gwarantuje eleganckie i funkcjonalne wnętrze z gamą nowoczesnych rozwiązań hi-tech. Samochód dostępny w 3 wersjach wyposażenia (M/L/XL) już od 114 900 zł z gwarancją fabryczną na 7 lat lub 150 000 km. Sprzedaż na polskim rynku rusza w październiku.
Azjatyckie hity: Hyundai Getz

Hyundai Getz (test używanego)

Jesienią 2002 roku Hyundai w trakcie paryskich targów motoryzacyjnych zaprezentował Getza. Śmiało można powiedzieć, że model był ogromnym zaskoczeniem. Dlaczego? Głównie za sprawą stylistyki, która w niepamięć odsyłała brzydotę Rio czy Accenta i zastąpiła je przyjemnymi dla oka liniami. Po stronie zalet zapisać można także wnętrze. Inżynierowie Hyundaia pracujący w niemieckim centrum badawczo-rozwojowym świetnie rozplanowali przestrzeń. W efekcie mimo iż Getz ma karoserię krótszą od Polo, Corsy, czy Clio, nie ustępuje im pod względem przestronności. Bagażnik pomieści 255 litrów. Wynik jest więcej, niż przyzwoity. Ogromne zainteresowanie podczas premiery przełożyło się na wyniki sprzedaży. Europejczycy zwykle nieufnie patrzący na auta koreańskie, przełamali niechęć i niemalże rzucili się do salonów Hyundaia. O skali sukcesu niech świadczy fakt, że aż 80 procent produkcji Getza trafiała do Europy. W roku 2005 Koreańczycy przeprowadzili lifting. Modernizacja zmieniła kształt lamp, zderzaków i niektórych elementów wnętrza. Dwanaście miesięcy później do sprzedaży weszła wersja Cross. Hatchback podszywający się pod terenówkę miał większy prześwit, duże obręcze aluminiowe i plastikowe nakładki w dolnej części karoserii. W roku 2009 Hyundai wycofał Getza ze sprzedaży w Europie. Następcą jest i20. Początkowo mały hatchback był dostępny w trzech wersjach silnikowych. Do napędu najtańszej odmiany służył motor 1.1 o mocy 63 koni. Aby wyciągnąć z jednostki jakiekolwiek osiągi, trzeba ją wkręcać na wysokie obroty. To z kolei winduje wyniki spalania. Rozsądnym kompromisem między możliwościami, a zapotrzebowaniem na paliwo jest 82-konny benzyniak 1.3. Topowe modele Getza były wyposażane w motor 1.6 (105 KM). W roku 2003 do oferty dołączył trzycylindrowy diesel 1.5 CRDi (82 KM). Ropniak jest oszczędny, jednak dostarcza dużo wibracji i jest skandalicznie głośny. Wraz z liftingiem nadwozia Hyundai unowocześnił paletę jednostek napędowych. Silnik 1.1 zyskał 3 konie, a benzyniaka 1.3 zastąpił 1.4 o mocy 97 koni. Zmiany dotknęły również diesla. Motor wysokoprężny zamiast trzech, dostał cztery cylindry i nowoczesną turbosprężarkę o zmiennej geometrii łopatek. Dodatkowo Koreańczycy zaproponowali dwa warianty mocy: 88 i 110 koni mechanicznych.