• Nie ma przepisów określających, którędy wolno jeździć na hulajnogach
  • Zgodnie z prawem po ścieżkach rowerowych na hulajnogach jeździć nie wolno
  • Do szpitalnych oddziałów ratunkowych trafia coraz więcej osób, które miały wypadki na hulajnogach lub z powodu hulajnóg

Wąskim i dziurawym chodnikiem na warszawskim Służewcu idzie kobieta z małym dzieckiem na ręku. Tym samym chodnikiem, lawirując między dziurawymi płytkami, z dużą prędkością jedzie młody człowiek na elektrycznej hulajnodze. Kobieta nie widzi go, gdyż hulajnogista jest za nią. Różnica prędkości pieszej i faceta na elektryku jest duża, to pewnie ok. 20 km/h, ale ten nie zwalnia, zamierza sprawnie wyprzedzić. Coś jednak poszło nie tak, chwilę później kobieta wraz z dzieckiem z impetem uderzają o chodnik, nie wiedząc w pierwszej chwili, co się stało. Facet też leży, ale błyskawicznie zbiera się i odjeżdża, żeby uniknąć odpowiedzialności. Dwuletnie dziecko trafia do szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu, jego matka przechodzi rehabilitację jeszcze pół roku później, rokowania są niepewne.

Ten wypadek nie trafi do oficjalnych statystyk. Według organów ścigania to żaden wypadek. Żeby o wypadku stało się w mediach głośno, jego przebieg musi być bardziej spektakularny – tak jak w przypadku kierującego hulajnogą, który kilka dni temu został śmiertelnie potrącony we Wrocławiu. Według relacji świadków wjechał na ulicę przy przejściu dla pieszych na czerwonym świetle. 

Z hulajnogi na ostry dyżur

Coraz częściej poszkodowani są też kierowcy, którym ludzie na hulajnogach stłukli lampę lub zarysowali błotnik, po czym oddalili się sprawnie z miejsca zdarzenia. Poszkodowane są też szpitalne oddziały ratunkowe: hurtowo zgłaszają się do nich ludzie jeżdżący na hulajnogach elektrycznych – ten po cztery szwy na podbródku, ten po gips do usztywnienia złamanego nadgarstka, jeszcze inny ze zmasakrowaną twarzą, połamaną szczęką i nosem.

Nade wszystko na hulajnogi skarżą się – nawet jeśli nie są świadkami ani ofiarami wypadków – piesi, którzy nie czują się już bezpieczni na chodnikach. No i rowerzyści, którym nagle na drogach rowerowych zrobiło się ciasno i niebezpiecznie. Hulajnogi elektryczne – samo zło?

Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Wypadków z udziałem hulajnóg ciągle przybywa

Przepisy dotyczące hulajnóg

Hulajnogi pojawiły się nagle i od razu w dużych liczbach za sprawą prywatnych firm oferujących wynajem tych pojazdów na minuty. Hulajnogi elektryczne idealnie wpasowały się w lukę prawną, wprawiając w zakłopotanie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i porządek publiczny. Przykładem dziecięcej wprost bezradności i nieprzemyślenia tematu był mandat, który warszawski funkcjonariusz policji wystawił cudzoziemce potrąconej na chodniku w centrum miasta przez rozpędzonego hulajnogistę. Oto bowiem funkcjonariusz wyszedł z założenia, że skoro przepisy nie znają takiego pojazdu, jak hulajnoga elektryczna, to znaczy, że to nie pojazd. Skoro nie pojazd, to... pieszy. Bardzo szybki pieszy. Według policji doszło do zderzenia dwóch pieszych, przy czym ten wolniejszy pieszy spowodował kolizję w ten sposób, że wykonał nieprzewidywalny ruch... Jak w tej sytuacji ten szybszy pieszy na hulajnodze miał – zdaniem policji – uniknąć zderzenia, zwłaszcza że miał do dyspozycji tylko jeden, i to słabo działający, hamulec? Tego, że pojazd rozwijający prędkość prawie 30 km/h nigdy nie powinien poruszać się między pieszymi, nie wzięto pod uwagę. 

Na usprawiedliwienie funkcjonariusza należy dodać, że uznanie hulajnogisty za osobę pieszą to interpretacja zasugerowana przez Ministerstwo Infrastruktury. Idźmy dalej tym tropem: jeśli jestem pieszym, to mogę iść (jechać?) po chodniku w stanie kompletnego upojenia alkoholowego i jestem „w prawie”, tak?

Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Hulajnoga na jezdni? Niedopuszczalne!

Urządzenia transportu osobistego, czyli... projekty nowych przepisów

Prace nad przepisami, które w jakiś sposób ucywilizowałyby korzystanie z hulajnóg elektrycznych i podobnych pojazdów, tak naprawdę trwają w Polsce od ponad 3 lat, w tym czasie były przerywane i zaczynane od początku. Obecne podejście znajduje się na etapie zakończenia konsultacji publicznych, które same w sobie zmieniły sposób korzystania z pojazdów, które w przyszłości mają należeć do kategorii „Urządzenia Transportu Osobistego”. Problem w tym, że choć dopiero ogłoszono założenia nowych przepisów regulujących korzystanie z UTO, projekt konsultowanej ustawy został przez użytkowników tych pojazdów z góry uznany za obowiązujące prawo, choć nie wiadomo, czy w ogóle wejdzie ona w życie. To nie jest ustawa o ustroju sądów ani konstytucja, nikomu się nie spieszy, zwłaszcza że w Ministerstwie Infrastruktury najwyraźniej brakuje przekonania, że proponowane przepisy są odpowiednie i wystarczające. Oto najważniejsze założenia przepisów (które jeszcze nie obowiązują!):

UTO formalnie mają zostać uznane za rowery i jako takie uzyskają prawo poruszania się po drogach dla rowerów

  • Prędkość maksymalna UTO to 25 km/h, a maksymalna masa – 20 kg
  • W przypadku braku drogi dla rowerów hulajnogiści mogą korzystać z chodników, o ile prędkość dopuszczalna na danym odcinku jezdni jest wyższa niż 30 km/h
  • Jednym UTO może podróżować maksymalnie jedna osoba
  • Dzieci w wieku do 10 lat nie mogą jeździć UTO (także pod opieką osoby dorosłej)
  • Ulicami jeździć na UTO co do zasady nie wolno, z wyjątkiem odcinków drogi, na których obowiązuje dopuszczalna prędkość nie wyższa niż 30 km/h.

Czy czeka nas legalizacja stanu obecnego?

W praktyce tysiące hulajnóg elektrycznych już wyjechało na ścieżki dla rowerów, które momentalnie stały się najniebezpieczniejszymi fragmentami drogi. To nie powinno dziwić – drogi dla rowerów mają dość gładką i przewidywalną, równą nawierzchnię. Jednocześnie – gdy tylko jest to wygodne – ludzie jeżdżą hulajnogami po chodnikach, ale niektórzy (ci są

w mniejszości) nie stronią też od korzystania z jezdni. Biorąc pod uwagę to, że większość kierujących hulajnogami już dziś (nielegalnie!) wybiera drogi dla rowerów, ustawa – o ile powstanie – zalegalizuje jedynie stan obecny. No, może poza tym, że wyraźnie zabroni korzystania z jezdni – odcinków z ograniczeniem do 30 km/h nie ma w Polsce wiele. 

Hulajnogi pod obroną lobbystów

Po ogłoszeniu założeń do projektu obudzili się także lobbyści, którzy tłumaczyli dziennikarzom, że ustawa w takim brzmieniu „zamorduje” rynek hulajnóg, zatrzyma ich rozwój, bo ogranicza masę pojazdu do 20 kg. Bzdura! Owszem, co bardziej „wypasione” hulajnogi ważą więcej niż 20 kg, ale te żadną miarą nie podpadają pod definicję UTO: rozwijają prędkości rzędu 40 km/h i jako takie... bardziej przypominają konstrukcyjnie motorower elektryczny niż rower. Na marginesie: nieodpowiedzialność niektórych firm hulajnogowych jest nieprawdopodobna. Oto np. firma Lime oferuje hulajnogi lepsze niż konkurencja. Lepsze, bo... szybsze, rozwijające prędkość rzędu 28 km/h. Taka hulajnoga nie kwalifikuje się jako przyszłe UTO i w większości krajów, w których powstały jakiekolwiek przepisy regulujące korzystanie z tych pojazdów, nie byłaby dopuszczona do ruchu. Ministerstwo Infrastruktury jest łaskawe: godzi się na to, by hulajnogi na wynajem były dostosowane do przepisów (których jeszcze nie ma) na spokojnie, w ciągu... pół roku od ich ogłoszenia. 

Gdzie wolno jeździć: po chodniku, po jezdni, po drodze dla rowerów?

Po chodniku: są miejsca, w których nie ma dobrej alternatywy (brak drogi dla rowerów) i nie ma wielu pieszych, ale już przemykanie zatłoczonym chodnikiem pomiędzy pieszymi z prędkością 20-30 km/h jest nierozsądne. Niemniej wobec braku przepisów i niepoważnej postawy Ministerstwa Infrastruktury, sugerującego w przeszłości, że osoba na hulajnodze to pieszy, formalnie można tej opcji bronić. Dopóki nie zrobi się komuś krzywdy, ryzyka kary nie ma. A jeśli dojdzie do nieszczęścia... patrz ramka „Jak pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności?”.

Po drodze dla rowerów: mimo że jest to nagminne i w przyszłości być może prawidłowe, to obecnie całkowicie nielegalne! Zgodnie z „Kodeksem drogowym” droga dla rowerów jest przeznaczona dla rowerów, a rower to pojazd napędzany siłą mięśni. Kropka. W przypadku zderzenia rowerzysty z hulajnogistą ten pierwszy ma prawo twierdzić, że hulajnogista jest winny spowodowania kolizji lub wypadku. Nie może być inaczej: projekt ustawy w żadnym wypadku nie jest obowiązującym prawem! Droga dla rowerów jest drogą tylko dla rowerów. 

Foto: Piotr Szypulski / Auto Świat
sciezka rowerowa

Po jezdni: jazda hulajnogą po jezdni ma mniej więcej takie samo oparcie w przepisach, jak jazda po chodniku. Nigdzie nie napisano, że nie wolno, ale też nie jest powiedziane, że wolno. W orzecznictwie sądów zdarzało się, że hulajnogę elektryczną określano jako pojazd mechaniczny, który osiągami i faktem napędzania silnikiem najbardziej przypomina motorower. Z pewnością określenie „motorower elektryczny” jest odpowiednie w odniesieniu do hulajnóg rozwijających prędkość rzędu 35-40 km/h, którymi dziś nielegalnie niektórzy „kaskaderzy” jeżdżą po chodnikach i drogach dla rowerów. 

Co zrobić w razie kolizji z hulajnogą

Niezależnie, czy jesteś pieszym, czy rowerzystą, czy też kierującym samochodem lub innym zarejestrowanym pojazdem – jeśli wziąłeś udział w kolizji z hulajnogistą albo użytkownikiem innego UTO (np. monocykla), nigdy bez zastanowienia nie przyjmuj mandatu. Ten drugi właściwie domyślnie jest co najmniej współwinny wypadku i jako taki ma pokryć całość lub część strat – czy to majątkowych, czy związanych z uszkodzeniem ciała. To, co sobie myśli policjant, nie ma w tym wypadku znaczenia – hulajnoga nie ma prawa lawirować pomiędzy pieszymi ani też znaleźć się na drodze dla rowerów. Jeśli widzisz, że ktoś ma hulajnogę „z tych szybszych”, od razu wnioskuj o zabezpieczenie sprzętu do badań! To w końcu... motorower na chodniku! To będzie aktualne również po wejściu w życie obecnie dyskutowanych przepisów – nikt, nawet średnio rozsądny, nie dopuści do ruchu pojazdów, które właściwie bez hamulców poruszają się z prędkością 40 km/h.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku piesi będą mieli jeszcze gorzej. Stworzenie przepisów, które nie tyle sankcjonowałyby ruch hulajnóg, lecz także cywilizowały go, najwyraźniej przerasta urzędników MI.

Foto: Auto Bild
Hulajnoga w mieście to niebezpieczne narzędzie, jego użytkownik odpowiada za naruszenie bezpieczeństwa w ruchu

Jak pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności?

Najpierw trzeba ustalić sprawcę. Jeśli ucieka, zapamiętaj przynajmniej kolor hulajnogi. Jeżeli to sprzęt na wynajem, to wystarczy znać operatora, miejsce i dokładną godzinę zdarzenia, by operator (nie robią z tym problemów) stwierdził na podstawie danych telemetrycznych, kto spowodował kolizję. Jeśli sprawca (policja może też przyjąć, że hulajnogista jest ofiarą) jest znany:

  1.   Zgłoś zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia lub przestępstwa na twoją szkodę, domagaj się ścigania i ukarania sprawcy.
  2.  W razie odmowy ścigania jako poszkodowany masz prawo złożyć wniosek do sądu o ukaranie sprawcy. Ale uwaga – dopiero gdy organy ścigania odmówią złożenia tego wniosku. Dostaniesz stosowne pouczenie.
  3.   W sądzie występujesz jako oskarżyciel posiłkowy (to nic nie kosztuje, wystarczy się stawiać na rozprawach i potwierdzić chęć ścigania sprawcy), sąd z resztą sobie poradzi.
  4.   Po uznaniu obwinionego za winnego wypadku czy kolizji możliwość dochodzenia od niego roszczeń finansowych jest otwarta. 

Hulajnogi elektryczne za granicą

Lawinowo rosnąca popularność elektrycznych hulajnóg to nie tylko polski fenomen – to moda, która rozlała się w ciągu dwóch lat dosłownie po całym świecie. Przy czym w Polsce nastąpiło to – jak na warunki europejskie – bardzo szybko, bo mało kogo interesowało to, że np. brakuje przepisów określających, w jaki sposób można z takich pojazdów korzystać, gdzie nimi jeździć. W Niemczech hulajnogi zalegalizowano niedawno, bo w czerwcu bieżącego roku, i to po burzliwych dyskusjach. U naszych zachodnich sąsiadów hulajnogi elektryczne nie mogą rozwijać prędkości wyższej niż 20 km/h, wolno na nich jeździć po ścieżkach, drogach i pasach dla rowerów, a jeśli takich nie ma, to również po ulicach, za to zabroniona jest jazda po chodnikach, chyba że na danym odcinku znaki stanowią inaczej. Nie trzeba mieć na nie prawa jazdy, choć minimalny wiek kierujących określono na 14 lat, nie ma też obowiązku jazdy w kasku, jest za to zakaz przewożenia pasażerów na hulajnogach. Ale uwaga!

Hulajnogi w Niemczech: z OC i zakazem jazdy po chodnikach

Hulajnogi poruszające się po drogach publicznych i ogólnodostępnych ścieżkach rowerowych muszą mieć odpowiednią homologację (wymagane są m.in. hamulce na obu kołach, oświetlenie) oraz wykupione ubezpieczenie OC, potwierdzone naklejką na pojeździe. Dodatkowo pojazdy tego typu oraz ich „kierowcy” podlegają tym samym rygorom, które dotyczą aut i ich kierujących – dotyczy to również limitów zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu! Powrót hulajnogą z alkoholowej imprezy? Lepiej nie! Mimo wszystkich tych obostrzeń pierwsze miesiące z hulajnogami na drogach w wielu niemieckich miastach uznano za pasmo katastrof. Szef tamtejszego Federalnego Związku Lekarzy Kas Chorych (KBV) – Andreas Gassen – domaga się całkowitego zakazu poruszania się na elektrycznych hulajnogach. „Z punktu widzenia chirurgii urazowej hulajnogi elektryczne to katastrofa. Tam, gdzie już teraz takie pojazdy jeżdżą, mamy znacznie więcej ofiar wypadków. Począwszy od skomplikowanych złamań rąk i nóg, aż do urazów głowy czy nawet wypadków śmiertelnych. Sprawdziły się nasze najgorsze obawy!” – twierdzi przedstawiciel niemieckich lekarzy.

Foto: Auto Bild
Hulajnogi w Niemczech

W innych krajach sytuacja z hulajnogami też nie wygląda najlepiej – w Mediolanie władze miasta postawiły ostatnio wypożyczalniom ultimatum: albo zadbają one o to, żeby użytkownicy hulajnóg poruszali się zgodnie z obowiązującymi tam przepisami, albo firmy stracą licencję i hulajnogi będą musiały zniknąć z tamtejszych dróg. Podobny krok zapowiedziały też władze Tel Awiwu-Jafy. W Paryżu, po licznych wypadkach, władze wprowadziły zakaz jazdy po chodnikach (kara za jego złamanie to 135 euro) oraz mandaty za porzucanie hulajnóg w nieodpowiednich miejscach (35 euro).