• Wiele komisów samochodowych proponuje klientom powrót na kołach autem wyposażonym w wydrukowane nielegalnie tablice rejestracyjne. Dziś to wykroczenie, jutro przestępstwo
  • Zagrożone karą więzienia będzie nie tylko podrabianie tablic rejestracyjnych, lecz także korzystanie z nich

W szykowanej nowelizacji Kodeksu karnego znalazł się zapis o karze za kradzież albo podrabianie i przerabianie tablic rejestracyjnych aut: od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Karalność czynu zależy m.in. od tego, czy uniemożliwia on lub utrudnia identyfikację pojazdu.

Dziś jeszcze sama kradzież, podrabianie czy podmienianie tablic rejestracyjnych to wykroczenia. Zaostrzenie prawa ma służyć m.in. skuteczniejszemu ściganiu złodziei, którzy kradną paliwo na stacjach, podjeżdżając do dystrybutora samochodem z podrobionymi lub skradzionymi tablicami. Oczywiście, już dziś taki czyn stanowi wykroczenie lub przestępstwo, wkrótce jednak już sam zabór czyichś tablic albo podrobienie ich ma prowadzić do więzienia. 

Tymczasem w Polsce funkcjonuje duży rynek podrabianych tablic rejestracyjnych, a w razie potrzeby tablice „do celów kolekcjonerskich” można zamówić przez internet. I żeby było jasne: drukowanie i kupowanie tablic przestępstwem ani wykroczeniem nie jest (i nie zanosi się, by było) do momentu, gdy użyjemy takich tablic w aucie i z tego użycia wynika „utrudnienie identyfikacji pojazdu”. 

O ile dorobienie tablicy do wykorzystania w bagażniku rowerowym (bez sensu, można ją legalnie zamówić, chyba że nie ma na to czasu) przestępstwem nie jest, to już użycie dorabianych pokątnie tablic w autach czekających w komisach na klientów może rodzić skutki karne. Ważne: nie tylko dla sprzedawcy, który oferuje auto z podrobionymi tablicami, lecz także dla klienta, który ich używa. Dziś bowiem, gdy kupujemy w komisie auto sprowadzone z zagranicy, często ma ono dorobione tablice z poprzednim numerem rejestracyjnym z kraju pochodzenia. Auta są wyrejestrowane, oryginalne tablice zostały w zagranicznym urzędzie, a sprzedawcy i tak zapewniają o możliwości „powrotu na kołach”. Jak to możliwe i po co?

Ubezpiecz samochód w najniższej cenie - porównaj oferty i wybierz najlepszą!

Jak to zrobić zgodnie z prawem?

Otóż wyobraźmy sobie, że interesujący nas samochód niezarejestrowany jeszcze w Polsce oferowany jest w Kaliszu, a my jedziemy oglądać go z Warszawy. Teraz wyobraźmy sobie, że jesteśmy już na miejscu i samochód nam się podoba. Normalna procedura wygląda tak: kupujemy samochód i z fakturą oraz kompletem dokumentów potrzebnych do rejestracji i wracamy do Warszawy. Rejestrujemy samochód i mając w ręku legalne tablice rejestracyjne, jedziemy znów do Kalisza. Zakładamy tablice i jedziemy do domu – legalnie.

Ubezpiecz samochód w najniższej cenie - porównaj oferty i wybierz najlepszą!

Foto: Auto Świat
Samochód zatrzymany przez policję z takimi tablicami rejestracyjnymi nie może kontynuować jazdy

Prościej, ale popełniając wykroczenie

Komisy mają prostsze rozwiązanie: auta wyposaża się w wydrukowane „prywatnie” niemieckie, duńskie czy szwajcarskie tablice zgodne ze starym numerem z kraju pochodzenia, wypisuje się klientowi 30-dniowe ubezpieczenie OC zgodne z numerem VIN auta i z „lewymi” blaszkami wypuszcza go na ulice. Gdy złapie go policja, auto trafia na parking (nie może jeździć, bo nie jest zarejestrowane), ale oprócz kłopotu klient dostaje jedynie mandat. Gdyby doszło do kolizji, ubezpieczenie OC działa. Ryzyko niewielkie (klient może nawet nie być go świadomy), a korzyść duża. Teraz jednak może być inaczej: auto z lewymi tablicami trafi na parking, a klient (i sprzedawca) dostaną zaproszenie od prokuratora – jeden za podrobienie, drugi za używanie podrobionych tablic. To dlatego, że może i nie w każdym przypadku to drobne oszustwo uniemożliwia identyfikację pojazdu (np. przez system fotoradarowy), ale na pewno w każdym przypadku ją utrudnia. 

Ubezpiecz samochód w najniższej cenie - porównaj oferty i wybierz najlepszą!