Niby to tylko Dacia, a faktura opiewa na kwotę przekraczającą 70 tys. zł. Jak to możliwe? Cóż, przyjmijmy, że to nasz brak skromności. Bo zamiast Dacii Duster w wersji „golas” za 39 900 zł do testu na dystansie 100 tys. km wybraliśmy topową odmianę Prestige (w Polsce niedostępna – jej nieco uboższy odpowiednik stanowi wersja Lauréate) m.in. z: dieslem 1.5 dCi/110 KM, napędem 4x4, „skórą” i ESP. W tym kontekście kwota wydaje się usprawiedliwiona, gdyż za podobne auto konkurenci – nawet ci z Korei – często żądają znacznie więcej.

Atrakcyjne ceny w salonach Dacii nie biorą się jednak znikąd. Rumuńska marka należy do koncernu Renault i swoje auta w dużej części wytwarza na podzespołach pochodzących z aktualnych, ale również i nieprodukowanych modeli francuskiej firmy. Koszty są niskie, bo Dacia Duster zjeżdża z taśm rumuńskiej fabryki.

Prestiż? To, rzecz jasna, nie ten adres, ale testujących wcale to nie odstrasza, a niektórych wręcz cieszy. Wreszcie jakiś samochód, który niczego nie udaje. Brak tu zbędnych fajerwerków – ten wpis w dzienniku testowym dobrze oddaje nastroje na początku przygody z Dacią Duster. Problem w tym, że dobry humor opuścił nas równie szybko, jak się pojawił. Pierwsze krytyczne uwagi dotyczyły silnika: skrzynia ma tak krótkie przełożenia, że przy prędkości 125 km/h na najwyższym (szóstym) biegu wskazówka obrotomierza wskazuje 3 tys./min. Nic dziwnego, że Duster sporo pali. Średnia z całego testu to 8,2 l/100 km – jest tak wysoka po części dlatego, że Dacia często poruszała się po autostradach. Podczas normalnej eksploatacji bez problemu osiągaliśmy wyniki z szóstką przed przecinkiem.

Jeden z foteli Dacii Duster zaczął się chybotać zaledwie po kilku miesiącach od rozpoczęcia testu – kiepski prognostyk. Testujący wychwycili też kilka innych denerwujących drobnostek: od szyb bez funkcji automatycznego opuszczania (żeby otworzyć okno do końca, trzeba przez kilka sekund przytrzymać guzik), przez wyjątkowo tandetnie wykonaną roletę bagażnika, po brak termometru. Wielu kierowcom trochę śmierdziały plastiki, którymi wykończono kokpit. Nieprzyjemny zapach czuć było zwłaszcza wtedy, gdy Duster przez dłuższy czas postał w pełnym słońcu. Ale za takie pieniądze nie ma przecież co oczekiwać cudów...

Za to poprawnie działającej mechaniki – owszem. Problem w tym, że i na tym polu Duster szybko zaliczył wpadkę. Już po niecałych 18 tys. km skrzynia biegów zaczęła wydawać z siebie pierwsze nieprzyjemne dźwięki: podczas przełączania na „trójkę” słychać zgrzytanie. Usterka objawiła się podczas podróży do Rumunii, postanowiliśmy więc wypróbować nietypową metodę leczenia. Niestety, wizyta w klasztorze Sambata, gdzie Dacia Duster została... pokropiona wodą święconą, nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Po kolejnych 8 tys. km walki z hałasującą przekładnią zameldowaliśmy się w ASO. Wymiana oleju nie dała żadnych efektów – niemal każda redukcja na „trójkę” oznaczała zgrzytnięcie – i w końcu (przy stanie licznika 33 413 km) serwis podjął decyzję o wymianie skrzyni.

Awaria skrzyni biegów po 33 tys. km chluby nie przynosi. Przy okazji zamontowano również nowy pływak w zbiorniku paliwa. Od początku testu zmagaliśmy się bowiem z problemem nieprawidłowo działającego wskaźnika – w zależności od nastroju Duster komunikował o pełnym baku, by po chwili poinformować nas, że tak naprawdę została już jedynie połowa. Komputer pokładowy nie mógł przez to poprawnie obliczać zasięgu i przy wartości 89 km odmawiał dalszej współpracy.

Bezczelność. Zwłaszcza wtedy, gdy jadę na oparach paliwa, chciałbym wiedzieć, ile kilometrów jeszcze mi zostało – wpis w dzienniku testowym celnie podsumowuje sytuację. Ale to nie wszystko: wymiana pływaka wymusiła zamontowanie nowego zestawu zegarów. Co bardziej zaskakujące, serwis nie uwzględnił starego przebiegu i Dustera odebraliśmy z licznikiem wskazującym równe 0 km.

Czyżby więc koniec problemów? Niestety, nie. Po kilku miesiącach względnego spokoju ponownie odezwała się skrzynia. Usterka wystąpiła w trakcie pobytu w Szwajcarii – o pomoc zwróciliśmy się do ASO w Zurychu. Podejrzenie padło na olej: miała się do niego dostać woda. Po powrocie Dacia ponownie trafiła do „swojego” serwisu, gdzie stwierdzono uszkodzenie wysprzęglika. Ponoć zapowietrzył się podczas etapów autostradowych. Wymiana oznaczała demontaż całej skrzyni.

Zwiększony prześwit Dacii Duster sprawdza się na dziurawych drogach. Między pobytami w serwisach rumuński SUV zebrał jednak sporo pochwał. Jeden z testujących – z zamiłowania myśliwy – docenił terenowe możliwości Dustera. Spodobało mu się też to, że kokpit można bez obaw czyścić zwykłą szczotką ryżową: doskonałe auto na wieś. Całkiem odporne plastiki i wykończenie, które wcale nie wygląda gorzej, gdy pokryje się kilkoma ryskami. A w 443-litrowym kufrze bez problemu zmieścił się upolowany odyniec. Pochwały też za jakość resorowania: im gorsza droga, tym pasażerowie Dustera czuli się lepiej. Na minus – oporny i nieprecyzyjny układ kierowniczy.

Liczne przygody sprawiły, że Duster żadnego z testujących nie pozostawił obojętnym. Jednak gorzkich łez raczej po nim nie wylewaliśmy – zbyt często się psuł. 30 punktów karnych oznacza 66. lokatę na koniec i spory niedosyt. Żeby być sprawiedliwym – cieszy dobra kondycja silnika 1.5 dCi, gdyż francuski diesel zdążył sobie wyrobić opinię problematycznej jednostki. Rumuńska firma udowodniła, że umie budować auta i tanie, i dobre – testowany przez nas na dystansie 100 tys. km Logan MCV otrzymał piątkę. Mamy więc nadzieję, że przypadek Dustera to tylko chwilowa obniżka formy!

Podsumowanie

Duster wywołał mieszane uczucia: z jednej strony nie kosztował zbyt dużo i przyzwoicie radził sobie w lekkim terenie, z drugiej – psuł się na tyle często, że większość testujących nie była w stanie pokochać go szczerą miłością. Jeśli chodzi o skrzynię, to powstaje pytanie, czy nie należało od razu przyjrzeć się wysprzęglikowi, zamiast montować nową przekładnię...